Na początek małe przedstawienie: amerykański zespół Sprain wydał we wrześniu debiutancki album studyjny pt. As Lost Through Collision. W brzmieniu na nim zawartym jest coś takiego, co odruchowo budzi skojarzenia z zespołem Slint, a konkretniej z piosenkami z płyty Spiderland. Samo to może być już bardzo zachęcające.

Kopiowania brzmienia zarzucić tam nie można, ponieważ zespół znakomicie wykorzystał te wyraźne inspiracje przetwarzając je w coś własnego. Slant w świetny sposób buduje klimat obecny później na całej płycie. Zaczyna się mocnym uderzeniem gitar, by zaraz potem uspokoić się i operować na takich kontrastach dźwiękowych. Całe wydawnictwo można dość łatwo opisać. Post-rock miesza się ze slowcorem, echami math-rocka, noise’rocka oraz post-hardcore’u. Partie wokalne są albo cicho melodeklamowane, albo ekspresyjnie wykrzykiwane. Wszystko to sprawia, że kompozycje cechują się niesamowitą atmosferycznością. Jest w nich pełno emocji i wrażliwości.

Albo to po prostu potężne brzmienie. Ma ono w sobie dziwną, specyficzną energię, obecną nie tylko w bardziej żywiołowych, utworach jak Worship House, ale na całym albumie. Dużą rolę gra w tym też oczyszczająca wręcz melancholijność tej muzyki. Można odnieść wrażenie, że wyrzuca się z siebie wszystkie emocje. Same teksty piosenek mają też w sobie dużo emocjonalności i wrażliwości co pięknie zazębia się z muzyką. Stwarza to pewną trudność w odbiorze: najlepiej tej płyty słucha się w deszczowe dni albo przy zgaszonym świetle. Wszystkie utwory uzupełniają się brzmieniowo w taki czy inny sposób, co daje bardzo spójną i dopracowaną całość.

Kompozycje zawarte na debiucie Sprain prezentują fantastycznie połączenie post-rocka math-rocka, noise’rocka oraz post-hardcore’u, tak jakby Slint zaczęli znów grać w 2020 roku. Ich brzmienie jest przepełnione ekspresyjnością, emocjami, oczyszczającą melancholią, wrażliwością oraz żywiołowością. To bardzo udany debiut, zdecydowanie warty przesłuchania.


administrator

Zakochany w zimnych i melancholijnych dźwiękach, choć nie ogranicza się muzycznie. Ciągle ze słuchawkami na uszach. Z wykształcenia tłumacz języka angielskiego. Stworzył Wytwórcę Nadmiernego Smutku: najpierw na Facebooku, później zaczął pisać bloga. Przez dwa lata samodzielnej działalności opublikował 194 wpisy. Skromny i ambitny, pisze wiersze do szuflady, a gdy tego nie robi i nie słucha muzyki, siedzi w kinie. W muzyce próbuje znaleźć coś co przemówi do jego (nad)wrażliwości i często stawia na emocje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *