Trzeba przyznać, że możliwość uczestniczenia w pierwszym koncercie od końca marca sama w sobie była dość ekscytująca. Okazja też była wyjątkowa: Syndrom Paryski zagrał akustyczny set w Czuła jest noc we Wrocławiu, Love Glove na żywo po premierze EP-ki Bummer EP i New Rome.

Czuła jest noc/Uczulenie to specyficzne miejsce na koncertowej mapie Wrocławia. Pod wiaduktem kolejowym, w sąsiedztwie innych barów prezentuje się bardzo klimatycznie. Miejsce jest dość małe, dobre na niezalowe koncerty, chociaż szybko może zrobić się tłumnie, duszno i ciasno: tak też było na Syndromie Paryskim. Choć sala nie była całkowicie zapchana, ludzie stawali na znajdujących się z boku miejscach do siedzenia. Wszystko po to by jak najwięcej zobaczyć. Zespół zagrał bardzo klimatyczny set akustyczny, a przedtem został zapowiedziany konkurs: w trakcie koncertu będą grane krótkie wstawki z różnych znanych utworów, a pierwsza osoba, która je wszystkie rozpozna i zgłosi na stanowisko z merchem dostanie prezent-niespodziankę. Później zaczął się koncert, a z koncertem świetna zabawa. Trudno dziwić się dlaczego Syndrom Paryski zyskuje coraz większą popularność w niezalowym środowisku. Szczególnie urzekają sceniczna charyzma członków zespołu i umiejętność przekształcenia nawet zwyczajnych, pozornie prostych akustycznych kompozycji w fantastycznie energiczne koncertowe przeboje. Oczywiście na setliście nie zabrakło Sygnałów końca pociągu, Letnich nocy (każdej osobie na bramce wręczono śpiewnik z tekstem tej piosenki) czy Zwiedzania. Można było też usłyszeć Persyflaż czyli utwór znany do tej pory z niedawno wydanej akustycznej EP-ki Karczewko Sessions i 4:35, cover zespołu Zwidy. Publiczność reagowała bardzo entuzjastycznie. Ludzie wspólnie śpiewali wszystkie utwory, na każdym z nich pogowali (co, jeśli przyjrzeć się temu wszystkiemu z boku, w połączeniu z akustycznym brzmieniem wyglądało całkiem surrealistycznie). Zdarzył się też crowdsurfing, a kiedy muzycy skończyli grać, ludzie nie przestali się bawić i odśpiewali razem Hymny dla przegranych.

Po półgodzinnej przerwie Love Glove wyszło na scenę. Wokalista podziękował Syndromowi Paryskiemu za dobry koncert i pochwalił zgromadzonych na sali ludzi za niesamowitą energię. Zdecydowanie warto docenić Love Glove za przepiękny hałas ich muzyki, shoegaze’ujące gitary i atmosferyczny głos wokalisty. I o ile studyjnie to zestawienie brzmi niezwykle zachęcająco, o tyle koncert sam w sobie pozwala w pełni je docenić. Można było zamknąć oczy i zupełnie stracić się w tych piosenkach. Spora część osób znów zaczęła pogować i trudno było zobaczyć kogoś stojącego spokojnie i w bezruchu. Pewna rzecz jednak mocno przeszkadzała i w pewien sposób zadecydowała o ostatecznym odbiorze koncertu. Już od początku można było zauważyć, że w Czułej jest nocy/Uczuleniu mają problem z nagłośnieniem. I choć zespół grał bardzo dobrze, ten problem sprawił, że trudno było usłyszeć wokalistę spod wytworzonej w raczej niezbyt kontrolowany sposób ściany dźwięku. Mimo to, przy odpowiednim skupieniu, można było usłyszeć jak dobrze brzmią na żywo piosenki z wyżej wspomnianej najnowszej EP-ki Love Glove. A to szczególnie warte docenienia. Szkoda tylko, że na późniejszym koncercie New Rome był podobny problem i zbyt mocny bas słyszalny zbyt wyraźnie nawet z ulicy uczynił problematycznym docenieni pełnej wartości tej muzyki na żywo.


administrator

Zakochany w zimnych i melancholijnych dźwiękach, choć nie ogranicza się muzycznie. Ciągle ze słuchawkami na uszach. Z wykształcenia tłumacz języka angielskiego. Stworzył Wytwórcę Nadmiernego Smutku: najpierw na Facebooku, później zaczął pisać bloga. Przez dwa lata samodzielnej działalności opublikował 194 wpisy. Skromny i ambitny, pisze wiersze do szuflady, a gdy tego nie robi i nie słucha muzyki, siedzi w kinie. W muzyce próbuje znaleźć coś co przemówi do jego (nad)wrażliwości i często stawia na emocje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *