Zapowiedź nowego albumu the Microphones przyszła niespodziewanie. Bo przecież wydawało się, że jeśli Phil Elverum miałby coś wydawać, to jako Mount Eerie. A jednak. Początkiem sierpnia, po siedemnastu latach przerwy, ukazał się najnowszy album tego projektu: Microphones in 2020.

Wydawnictwo jest raczej nietypowe w swojej formie: zamiast zwykłego zbioru piosenek, jest jedna długa, trwająca ponad czterdzieści minut. Brzmienie zespołu nadal stanowi fantastyczne połączenie lo-fi indie rocka, folku i muzyki eksperymentalnej. Jest swobodne, pozornie proste i nie dłużące się pomimo monotonii. Uderzająca melancholia tej muzyki jest specyficznie relaksująca. Każdy dźwięk zdaje się być dokładnie przemyślany i szczegółowo dopracowany. A jeśli się porządnie wsłucha, każde przesłuchanie pozwoli odkryć wcześniej niesłyszany dźwięk czy słowo. Elverum, w swojej zwyczajowej konwencji, snuje opowieść, która angażuje już od pierwszych dźwięków. Monotoniczne brzmienie gitary na początku wprowadza całkiem hipnotyczną atmosferę. Aż wreszcie, po ponad siedmiu minutach zloopowanej gitary, monotonia przełamuje się.

Wtedy rozpoczyna się długi poemat, pełna egzystencjalnych przemyśleń i opisów odczuć/uczuć, klasycznie Elverumowska opowieść o początkach The Microphones w latach 90. oraz o decyzji nagrania płyty w 2020 roku. Błyskotliwy, pełen wrażliwośc tekst i melorecytacja/śpiew pełnym emocji głosem. Warto zwrócić uwagę, że w tym wypadku dobrze przemyślany został też aspekt wizualny i muzyka zgrabnie zazębia się z filmem zamieszczonym na oficjalnym kanale muzyka na YouTubie. A to bardzo prosty zabieg: umieszczane kolejno po sobie fotografie przedstawiające Elveruma i to co mu bliskie/tych mu bliskich. To co można zobaczyć wzmacnia uczucie nostalgii wywołane przez melancholijność i emocje zawarte w muzyce i słowie. Przesterowana gitara i perkusja dawno nie brzmiały tak dobrze, odzywający się czasem w tle fortepian dodaje delikatności, a całości dopełnia melodyjne brzmienie akordeonu.

There’s no end. Piosenka kończy się po tych trzech słowach, znakomicie podkreślających filozoficzno-egzystencjalny charakter długiego tekstu. The Microphones powróciło, a Phil Elverum dalej tworzy to co tworzył: przepełnione melancholią, wrażliwością i emocjonalnością dzieła o egzystencjalnym przesłaniu. Albo pozornie proste i zwyczajne, smutne piosenki w których stał się już mistrzem. Można być pewnym, że każde przesłuchanie Microphones in 2020 przyniesie więcej przemyśleń. I to jest właśnie w tym wszystkim najpiękniejsze.


administrator

Zakochany w zimnych i melancholijnych dźwiękach, choć nie ogranicza się muzycznie. Ciągle ze słuchawkami na uszach. Z wykształcenia tłumacz języka angielskiego. Stworzył Wytwórcę Nadmiernego Smutku: najpierw na Facebooku, później zaczął pisać bloga. Przez dwa lata samodzielnej działalności opublikował 194 wpisy. Skromny i ambitny, pisze wiersze do szuflady, a gdy tego nie robi i nie słucha muzyki, siedzi w kinie. W muzyce próbuje znaleźć coś co przemówi do jego (nad)wrażliwości i często stawia na emocje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *