Najnowsze wydawnictwo Biesów zdaje się być ratunkiem dla wszystkich ludzi, którzy sądzili, że black metal nie może ich już zaskoczyć. Utwory zawarte na Transsatanizmie pokazują świadomą zabawę brzmieniem i odsztywnianie ram gatunkowych wnosząc nieco świeżości w zarówno swoją twórczość jak i ogólnie w polski black metal.

Pierwsze dźwięki IHS: atmosferyczne i ciężkie, szybkie uderzenie gitar wspartych automatem perkusyjnym wytrąca z równowagi. Oczywiście w pozytywnym sensie. Zaskakuje łatwość zmieszania ze sobą black metalu z elektroniką. I choć industrial black metal nie jest niczym nowym, Biesy świetnie przełożyły tę muzykę na swoje i stworzyły angażujące brzmienie. Wszystkie utwory wyróżniają się niesamowitą ekspresyjnością. Mimo całej swojej ciężkości i głębi, nie brakuje im melodyjności.

Brzmienie Transsatanizmu jest również pięknie atmosferyczne. I to nie tylko w wolniejszych, nieco delikatniejszych partiach. Muzyka stwarza mroczny i tajemniczy klimat znakomicie zazębiający się ze specyficznymi tekstami piosenek. Te, odrealnione i pełne gier słownych, brzmią czasem jak psychodeliczne wizje, (szczególnie w utworze W krainie grzybów) a ich dziwność fascynuje.To płyta praktycznie bez chwili odpoczynku: po niemal dziewięciu minutowym początku agresywność, ekspresyjność i głębia brzmienia znów daje o sobie znać w La Dolce Instant, tym razem jednak wsparta wyraźniejszymi, melodyjnymi wstawkami syntezatorowymi. Golgota 2045 ma jakby lżejszy i nawet bardziej melodyjny początek co wprowadza specyficzną atmosferę, zrównoważoną późniejszym ciężkim brzmieniem gitar i pięknie ekspresyjnym wokalem.

Najkrótszy utwór na płycie, Nowa Transylwania, zaskakuje znakomitym, równie klimatycznym i ekspresyjnym industrialnym brzmieniem. W późniejszych utworach znów przeważają ciężkie i melodyjne gitary wsparte przez industrialne wstawki. Cała płyta jest bardzo spójna brzmieniowo, dobrze przemyślana i dopracowana. Biesy zaskoczyły fantastycznym brzmieniem i zdecydowanie warto przesłuchać tej płyty.


administrator

Zakochany w zimnych i melancholijnych dźwiękach, choć nie ogranicza się muzycznie. Ciągle ze słuchawkami na uszach. Z wykształcenia tłumacz języka angielskiego. Stworzył Wytwórcę Nadmiernego Smutku: najpierw na Facebooku, później zaczął pisać bloga. Przez dwa lata samodzielnej działalności opublikował 194 wpisy. Skromny i ambitny, pisze wiersze do szuflady, a gdy tego nie robi i nie słucha muzyki, siedzi w kinie. W muzyce próbuje znaleźć coś co przemówi do jego (nad)wrażliwości i często stawia na emocje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *