Lor w zgrabny sposób przeplata do swoich folkowych kompozycji pop, wykorzystując proste i melodyjne akustyczne brzmienia. Na najnowszej EP-ce zespół zaprezentował właśnie taką subtelną zabawę dźwiękiem. Pozorna prostota jest niezwykle urokliwa.

Sunlight zdaje się być EP-ką poświęcona słońcu – pojawia się ono w tytule każdej z piosenek. I jest to bardzo słoneczna płyta, nie tylko ze względu na nazwę. Można też zauważyć interesujące powiązanie tejże nazwy z tytułem debiutu, Lowlight. Określenie lowlight interpretowane jako słabe światło słoneczne może reprezentować tą bardziej wrażliwą, delikatną, chłodniejszą i melancholijną stroną, Sunlight natomiast może być stroną weselszą, cieplejszą i bardziej radosną. Odczytana na samym początku encyklopedyczna definicja światła słonecznego wprowadza w sam prosty i ciekawy koncept, a klimatu dodaje syntezatorowy podkład słyszalny w tle dodaje klimatu retro. Później już łagodne dźwięki skrzypiec i fortepianu rozpoczynają sun#2, piosenkę budującą charakter tej krótkiej płyty. Gościnnie zaśpiewał na niej krakowski muzyk Runforrest. Warto zwrócić uwagę jak dobrze brzmią głosy jego i wokalistki, kiedy śpiewają razem. W każdej z kompozycji, które znalazły się na Sunlight Lor zdołał uchwycić esencję swojego brzmienia, jednocześnie bawiąc się nim i wplatając w nie brzmienie gitary akustycznej, syntezatora czy ukulele. To piękna melancholia, niesamowicie ciepłe, przyjemne i słoneczne brzmienie, delikatność, świetna pozorna prostota i niemal wakacyjna lekkość. Wspomniana lekkość, stworzona dzięki świetnej melodyjności, rozwija się w suntescobar (to, jak się zdaje, przyjemnie wesoła gra słów przywołująca słońce i i nieistniejące państwo San Eskobar), kolejnym nienachalnie przebojowym utworze. Rytm perkusji stwarza w nim bardzo przyjemną atmosferę i właściwie jest to całkiem taneczna piosenka.

Później to już zabawne interludium w słonecznym klimacie czyli słońce (przebitka ze studia nagraniowego), oraz wprowadzający przyjemnie oczyszczającą melancholię the sun is not my son, najbardziej w klimacie poprzedniej płyty. Czysty i piękny głos wokalistki, skrzypce i fortepian. A potem? Urocza i kojąca melodyjność ukulele przewodzi w bye bye, sun francisco stwarzając bardzo przyjemną atmosferę. Dobrze brzmią tu też słyszane w tle wokale wspierające. Piosenka kończąca tę krótką płytę, where did the sun go? brzmi jak zaledwie zajawka czegoś więcej, zalążek bardziej rozbudowanej piosenki, bardzo obiecująco i nawet dość tajemniczo.

Najnowsze wydawnictwo Lor zawiera pięknie proste, uroczo słoneczne, niesamowicie ciepłe i melodyjne folk-popowe kompozycje stwarzające lekki wakacyjno-melancholijny klimat. Można nawet powiedzieć, że na tej EP-ce zostało uchwycone słońce. To takie cudowne i pozorne proste brzmienie, które zostaje w pamięci na długo.


administrator

Zakochany w zimnych i melancholijnych dźwiękach, choć nie ogranicza się muzycznie. Ciągle ze słuchawkami na uszach. Z wykształcenia tłumacz języka angielskiego. Stworzył Wytwórcę Nadmiernego Smutku: najpierw na Facebooku, później zaczął pisać bloga. Przez dwa lata samodzielnej działalności opublikował 194 wpisy. Skromny i ambitny, pisze wiersze do szuflady, a gdy tego nie robi i nie słucha muzyki, siedzi w kinie. W muzyce próbuje znaleźć coś co przemówi do jego (nad)wrażliwości i często stawia na emocje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *