Twórczość Kind Kids, solowego projektu Patryka Patera, stanowi połączenie niewymuszonej przebojowości, specyficznej psychodeliczności, klimatyczności i przyjemnej melancholii. Pod koniec października ukazała się debiutancka EP-ka projektu pt. Loty. Kind Kids opowiedział nam o procesie powstawania Lotów i podzielił się refleksjami dotyczącymi swojej twórczości.

Pod koniec maja zeszłego roku, jeszcze jako Patryk Pater Projekt, wypuściłeś debiutancki singiel i zapowiedziałeś EP-kę. Co się zmieniło od tamtego czasu?
Zmieniło się całkiem sporo. W maju 2018 roku wyszedł singiel Never Let You Go, który wtedy miał zapowiadać minialbum Stars and Clouds. Od dłuższego czasu komponowałem na niego piosenki. Razem z moim bratem Marcinem Paterem zajęliśmy się produkcją, jednak różne zobowiązania i niespodziewane przeciągniecie się terminów oddalały prace nad kolejnymi utworami. Tak minęło pół roku podczas którego zająłem się całkiem nowymi piosenkami, ponieważ stare stały się dla mnie nieaktualne. To był też okres gdy zaczynałem swoją przygodę z elektroniką, syntezatorami i beatami. Patrząc z perspektywy czasu, stare kawałki z niedokończonego Stars and Clouds chyba służyły mi jako pewnego rodzaju praktyka szkolna pozwalająca się odnaleźć w kosmosie możliwości jakie daje obecna technologia do robienia muzyki. Równolegle koncertowałem i skupiałem się na nowym materiale mojego macierzystego zespołu [Smoking Barrelz, przyp. red,], który traktowałem bardziej priorytetowo niż solowy projekt. Jednak mój zespół rozpadł się pod koniec zeszłego roku. Po tym wydarzeniu całą uwagę skupiłem więc na solowym projekcie. Wtedy jeszcze grałem po prostu pod własnym nazwiskiem, ale po zagraniu kilku koncertów stwierdziłem że zdecydowanie wolę mieć jakąś zasłonę dymną w postaci nazwy i wpadłem na pomysł by wraz z Nowym Rokiem 2019 zacząć grać jako .Kind Kids. Po kilku koncertach w styczniu, lutym i marcu wspólnie z bratem na dobre zajęliśmy się produkcją nowej EP-ki. W kwietniu postanowiłem pozmieniać teksty niektórych utworów na polskie co wydłużyło proces nagrywania wokali o kilka dobrych tygodni. Poczyniłem również drobną zmianę w nazwie projektu: wyrzuciłem kropkę (.) z początku nazwy Kind Kids. Teraz jest po prostu Kind Kids.

A później?
Cały materiał na EP-kę skończyliśmy produkować pod koniec lipca, po czym zrobiliśmy sobie miesiąc przerwy, by nabrać dystansu. We wrześniu wprowadziliśmy poprawki i odchudziliśmy te utwory. Było tam trochę śladów, które należało przecedzić. Często trzy ciekawe rzeczy naraz nie czynią czegoś trzy razy lepszym, tylko znoszą swoją fajność przykrywając się nawzajem. Finalnie pierwszy singiel wyszedł na początku października, a całość trzy tygodnie później. Chciałbym w tym miejscu szczególnie podziękować mojemu bratu. Marcin włożył w ten materiał mnóstwo swojego talentu, pomysłów, trafnych spostrzeżeń i kmin. I wspaniale było stworzyć tę EP-kę właśnie z nim.

Tytułowa piosenka ma w sobie przebojową psychodeliczność. Dobrze odczytuję inspiracje zespołem Pond?
Ciekawe porównanie. Ten utwór to takie combo różnych pomysłów. Najpierw powstała linia basowa. Byłem wtedy na wakacjach w górach na odludziu koło Wisły. Wynająłem pokój i codziennie wyruszałem na długie wędrówki, a wieczorami grałem sobie muzykę. Wtedy na loopie słuchałem albumu Currents Tame Impala i bardzo chciałem wymyślić jakiś rasowy basowy riff. Te wczesne inspiracje nadały niejako kierunek, w którym poszła cała reszta. Delikatny gitarowy bridge to zapewne zasługa słuchania minimalistycznych kompozycji Johna Frusciante.  Pomysł na synthy przyszedł mi do głowy dzięki wymianie wielu kmin i rozmów z moim dobrym kumplem Nikodemem Dybińskim, który również użyczył mi swoich wspaniałych syntezatorów do nagrań. Gdy utwór był już w miarę gotowy, zaprosiłem na sesję wokalistkę So Flow Karolinę Teernstra by zaimprowizowała różne wokalizy. Później potraktowałem je jak sample, które poprzycinałem i przemieszałem. Następnie Marcin dokleił je do całości. Pamiętam, że komponując ten utwór postawiłem sobie za cel zrobić nieskomplikowaną aranżacyjnie, chwytliwą piosenkę z duszą. Kawałek, który można zamknąć w radiowym schemacie singlowej trzyipółminutówki.

Delikatność Światła urzeka, ale to też rzecz niespodziewana po takiej energii na wstępie. Dlaczego właśnie tak?
Kiedy we wrześniu przyszedł czas na ostateczne decyzje, zmieniłem nieco tę EP-kę. Miał ją  otwierać utwór, który finalnie odrzuciłem. Drugie miało być Światło, a trzecie Loty. Miałem tam pewną koncepcję ale przestałem ją czuć i odszedłem od tego pomysłu. W takiej sytuacji Loty stały się otwieraczem. Światło rzeczywiście odbija w inną stronę, ale wydaje mi się że dobrze się to klei. To dla mnie magiczny utwór. Napisałem go w kilka minut. Oglądałem film Her– gorąco go polecam! – i tam była piękna scena, w której główny bohater grał na ukulele taki minimalistyczny utwór. Bardzo zapadło mi to w pamięć i w mojej głowie zrodził się pomysł by stworzyć kawałek w takim klimacie. Od razu po seansie podszedłem do gitary żeby coś wymyślić. Przestroiłem kilka strun, chwyciłem pierwsze dźwięki, które wpadły mi pod palce i dosłownie po chwili kompozycja była gotowa. Linię wokalną i tekst, wtedy jeszcze po angielsku, wymyśliłem improwizując na bieżąco do chwytanych akordów. To jeden z tych utworów do których  polski tekst napisałem o wiele później. Następnie, już w studyjnej fazie, dodałem cały beat i synthy i zrobiła się z tego taka spora dźwiękowa pigułka. Daleka od minimala, ale wciąż zawierająca tę esencję z pierwotnego pomysłu. W tej kompozycji jest mnóstwo ciepła i serca. To najbliższy mi utwór z tego minialbumu.

Oddech to kompozycja, która swoim charakterem koi i w pewien sposób uspokaja. Jak to z nią było?
Zależało mi żeby podzielić się właśnie takimi emocjami. Dla mnie ten utwór to pewien rodzaj soundtracku do jakiegoś bardzo ważnego dobrego momentu w życiu. Albo powracanie myślą do tego momentu i przeżywanie go ponownie. Tak jakby ktoś wyłączył albo bardzo, bardzo mocno zwolnił czas, wszystko było niemal w zawieszaniu i wspomnienie wracało klatka po klatce. Każda emocja sklejona z doświadczeniem pokazana jak pod lupą. Albo to chwila gdy bujasz się na ogromnej huśtawce i jesteś w momencie, w którym siła wyrzutu już nie działa, grawitacja też nie i przez ten ułamek sekundy zawieszenia w powietrzu, ma się to osobliwe uczucie w brzuchu.To też niejako moje pożegnanie z tego typu kawałkami. Przez dłuższy czas eksplorowałem takie rejony i teraz robię sobie z tym przerwę. Niemniej jestem bardzo dumny z tego utworu i polecam go posłuchać głośno na słuchawkach idąc przez miasto w nocy. Albo usiąść na ławce i zamknąć oczy.

Skąd pomysł na przearanżowanie Who’s Behind the Door?
To zdecydowanie najstarszy kawałek z EP-ki. Przeszedł mnóstwo transformacji i aranży. Finalna wersja jest nieco bardziej minimalistyczna niż ta grana wcześniej na koncertach. Jest bardziej poukładana i zwarta. Odmroczyliśmy ją trochę, przeczesaliśmy partie gitarowe i różnego rodzaju smaczki zostawiając tylko te najbardziej istotne dla piosenki. Zmieniłem kilka wersów i poprawiłem linię wokalną. Wspaniałe solo na Moogu zagrał Michał Marczak (So Flow, Misz), a Grzesiek Wardęga (Runforrest) wkleił bardzo ładne chórki. Dobrze było odpocząć od tego kawałka i później śmiało go pociosać. Jestem bardzo zadowolony z finalnej wersji. I pomyśleć że pierwotnie był to barowo-bluesowy utwór z kontrabasem i pianinem!

Wiesz już w jakim kierunku podąży Kind Kids?
Bardzo chciałbym co 2,3 miesiące wydawać nowego singla by np na koniec przyszłego roku wrzucić cały minialbum. Tak, by wydawany materiał był jak najbardziej świeży w momencie premiery. Pierwsze wydawnictwa zwykle są hybrydą różnych idei gromadzonych w dłuższym okresie czasu. Chciałbym też zagrać sporą liczbę koncertów, by jak najbardziej ograć materiał i sprawić, by z każdym wykonaniem był on coraz lepszy. Muzycznie chciałbym robić piosenki żywsze i bardziej minimalistyczne. Ostatnio mocno inspiruje mnie Nick Murphy fka Chet Faker oraz Men I Trust.

W połowie listopada Kind Kids rusza na trasę koncertową obejmującą cztery miasta:

15.11 Bielsko-Biała + Runforrest
07.12 Wrocław + Runforrest
21.12 Kraków
25.01 Rzeszów + Runforrest


administrator

Zakochany w zimnych i melancholijnych dźwiękach, choć nie ogranicza się muzycznie. Ciągle ze słuchawkami na uszach. Z wykształcenia tłumacz języka angielskiego. Stworzył Wytwórcę Nadmiernego Smutku: najpierw na Facebooku, później zaczął pisać bloga. Przez dwa lata samodzielnej działalności opublikował 194 wpisy. Skromny i ambitny, pisze wiersze do szuflady, a gdy tego nie robi i nie słucha muzyki, siedzi w kinie. W muzyce próbuje znaleźć coś co przemówi do jego (nad)wrażliwości i często stawia na emocje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *