Listopadowy wieczór niemal u progu polskiego przedzimia. Parks, Squares and Alleys, sprowadzony do Polski dzięki u n i c o r n, zagrał koncert w warszawskim klubie ch25 przy ul. Chłodnej 25. Na scenie wsparli go Szumy Na Tanwi, poimprezka i Spirits of the Air. W klubie zrobiło się duszno od emocji.

Szumy Na Tanwi
Szumy Na Tanwi to nowy, solowy projekt wokalisty i gitarzysty zespołu DREEM Wojtka Siwka. Muzyk tworzy skąpany w pogłosie bedroom dream pop z wyraźnymi echami shoegaze’u. Koncert lekko się opóźnił, ludzie schodzili się na ostatnią chwilę i usiedli na podłodze, by tak przesiedzieć niemal cały koncert i w skupieniu (a niektórzy w ekscytacji) słuchać piosenek Szumów na Tanwi. Atmosferyczne piosenki projektu świetnie wpasowały się w klimat miejsca, kameralną i przyciemnioną salę. Instrumentalne kompozycje Szumów na Tanwi miały w sobie dużo specyficznej energii i tworzyły całkiem hipnotyzujący klimat. Niektóre utwory muzyk śpiewał po angielsku, głosem ukrytym za warstwą pogłosu. Klasyczny shoegaze’owy zabieg dodał jeszcze więcej klimatu. Teksty piosenek, przynajmniej fragmenty, które można było wyłapać, są bardzo emocjonalne. Kilkukrotnie można było usłyszeć skierowane z publiczności w kierunku Szumów na Tanwi Głośniej wokal! Po koncercie muzyk tłumaczył się żartując, że wstydzi się i nie umie śpiewać. Komentarz publiczności płynął jednak z czystej chęci zrozumienia słów śpiewanych przez Siwka. Koncert bardzo spodobał się zgromadzonym w klubie ludziom, a jedna osoba bardzo często krzyczała pochwały w stronę muzyka. Szumy na Tanwi obiecał też, że w tym miesiącu postara się udostępnić swoją muzykę w internecie, tak by więcej osób mogło ją poznać.

poimprezka
Młodzieżowy zespół z Warszawy tworzy muzykę przepełnioną smutkiem, złością, zrezygnowaniem, desperacją, bólem i szczęściem. Podczas koncertu znów można było doświadczyć uderzenia specyficznej energii, tym razem wywołanej brzmieniem gitar i emocjonalnością zawartą w tekstach dobrze wyrażających teenage angst, jednak w trochę dojrzalszy niż można się zwykle spodziewać sposób. Jeden z muzyków stał w pierwszym rzędzie i wychodził na scenę tylko wtedy, kiedy trzeba było zagrać na syntezatorze. Oprócz chwil takich jak tamte, publiczność skupiała swoją uwagę głównie na bardzo ekspresyjnym scenicznie wokaliście i gitarzyście. Energia zawarta w kompozycjach poimprezki zdecydowanie udzieliła się publiczności. W klubie zrobiło się duszno, ponieważ część ludzi zaczęła skakać i pogować. Zespół ma duży potencjał i tylko trzymać kciuki za rozwój ich brzmienia tak, by było ono jeszcze lepsze i dojrzalsze.

poimprezka/ fot. Mateusz Stypuła

Spirits of the Air
Spirits of the Air zrównoważyli nadmiar energii wywołany koncertem poimprezki. Równie żywiołowe kompozycje mają w sobie więcej mroku, są też bardziej dojrzałe i reprezentują zwyczajnie bardziej profesjonalny poziom grania. Piosenki z wydanej w tym roku najnowszej płyty zespołu na żywo zaskakują głośnością i poziomem energii, który w nich zawarto. Wśród publiczności było spokojniej niż na poprzednim koncercie i dziwnym trafem część ludzi zniknęła zaraz po nim, ale dzięki temu można było lepiej poczuć energię zawartą w piosenkach. W pewnym momencie na scenę wszedł Mateusz Romanowski (The Spouds, Hanako) – wtedy można było usłyszeć Frontex z najnowszej płyty. Wykonanie miało bardzo ekspresyjny charakter i to nie tylko ze względu na specyfikę brzmienia post-hardcore, ale też na sceniczną ekspresję Romanowskiego. Spirits of the Air to jeden z zespołów, którego brzmienie można w pełni docenić na koncercie.

Spirits of the Air i Mateusz Romanowski/ fot. Mateusz Stypuła

Parks, Squares and Alleys
Projekt Sergeya Khavro z Moskwy tworzy ciepłe i przyjemnie brzmiące indie. Na początku listopada muzyk wyruszył ze swoim zespołem by zagrać 3 koncerty: w Berlinie, Warszawie i Pradze. O ile w przypadku wersji studyjnych twórczość Parks, Squares and Alleys brzmi dość bezpiecznie i niezobowiązująco, o tyle na żywo piosenki projektu mają w sobie dużo więcej żywiołowości i ekspresyjności. Dodatkowo brzmienie gitar jest bardziej surowe. Khavrova na scenie wspiera trzech muzyków, co w dużym stopniu wpływa na jakość ich muzyki. Podczas koncertu można było usłyszeć piosenki z dwóch wydawnictw projektu, m.in. CrayonsParasitesMan in the SkyDisco GirlForest czy Youth. Parks, Squares and Alleys grał prawie dwie godziny, a publiczność nie traciła siły i entuzjazmu. Warto zaznaczyć, że wokalista miał z nią świetny kontakt: często zagadywał ją, parę razy schodził ze sceny przed pierwszy rząd, a podczas wykonywania Forest stanął wśród rozentuzjazmowanej i tańczącej publiczności. Odbiór publiczności mógł być tylko jeden: ludzie nie chcieli by Parks, Squares and Alleys kończyli swój koncert. Było fantastycznie pod względem atmosfery i zaangażowania zarówno muzyków jak i publiczności.

Parks, Squares and Alleys/ fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

CRY A LITTE fest w CH25 dostarczył bardzo dużo energii i emocji. Zaprezentowano niemal każdy odcień smutku, złości, rozczarowania i szczęścia. Wszystko ładnie się ze sobą zazębiło i zapewniło dobre doznanie muzyczne.