W tym roku ukazał się trzeci album studyjny Little Simz pt. Grey Area. Lirycznie bezkompromisowa, muzycznie prezentuje bardzo wysoki poziom produkcyjny i świetnie zestawia żywe instrumenty z bitem. To zdecydowanie najlepsza zagraniczna rapowa płyta tego roku, chociaż konkurencja jest spora. W środę 9 października raperka przyjechała do Polski zagrać fantastyczny koncert w warszawskim klubie Hybrydy. Mimo że środa to z perspektywy większości pracujących i uczących się osób niezbyt dobry dzień na koncerty, bilety na to wydarzenie wyprzedały się całkowicie. Klub zapełnił się fanami, którzy na koncert przyjechali z całej Polski Jednak przed tym koncertem, publiczność rozgrzał duet April + VISTA.

April+VISTA
Projekt tworzy muzykę balansującą pomiędzy bardzo klimatycznym soulem i R&B. W 2018 roku ukazała się ich debiutancka EP-ka zatytułowana You Are Here i najwięcej piosenek można było usłyszeć właśnie z tego wydawnictwa. Wokalistka i skrzypaczka April George śpiewa ze świetnym wyczuciem, a jej kojący głos stworzył piękną, nieco senną, atmosferę – choć w ich muzyce nie brak też specyficznej energii udzielającej się publiczności. Zapowiadając jedną z piosenek muzyczka powiedziała: Jeśli którekolwiek z was kiedyś chciało coś zrobić, albo coś osiągnąć, a słyszało tylko „Odpuść sobie”, „Daj spokój, nie dasz rady” albo „Po co Ci to?” to nie słuchajcie tych głosów i róbcie swoje, osiągajcie co chcecie i podnieście rękę w górę najwyżej jak potraficie po czym zrobiła gest V-ki. Jej gra na skrzypcach i świetny vibe stworzony przez wyraźne dźwięki basu mattVISTY dały publiczności dużo energii na następny koncert.

April + VISTA /fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Little Simz
Najważniejszy koncert wieczoru rozpoczął się z przytupem: najpierw dało się usłyszeć muzykę, a Little Simz zaczęła rapować Boss z offa. Po chwili wyszła na scenę. Gdy nie rapowała, roześmiana i witała się gestem jakby chciała objąć wszystkich ludzi zgromadzonych w klubie. Na scenie towarzyszyło jej dwóch muzyków: perkusista i klawiszowiec. Żywa perkusja oraz gra ze znakomitym wyczuciem i luzem, wniosły do każdej z wykonywanych na żywo piosenek dużo świeżości i jeszcze więcej energii. Warto wspomnieć też o tym, że na koniec koncertu perkusista zaprezentował swoje umiejętności w fantastycznej partii instrumentalnej, która (jak się zdaje) była na wpół improwizowana. Samej raperce nie brakowało też żywiołowości. Na scenie jest bardzo charyzmatyczna, w ciągłym ruchu zgranym ze świetnym flow. Mimo lekkiej choroby (podczas koncertu stwierdziła, że nie czuje się najlepiej i głównie dlatego nie wyszła potem na spotkanie z fanami) dawała z siebie wszystko.

Początek koncertu/ fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Reakcja Little Simz na widok rysunku od fana/ fot. Mateusz Stypuła

Energia raperki zdecydowanie udzielała się publiczności, a ona sama miała z nią cudowny kontakt. Ludzie z entuzjazmem spełniali jej prośby i unosili ręce do góry, by potem nimi machać w rytm muzyki, tańczyli, skakali a podczas jednej piosenki zaczęli nawet pogować. Pogowanie spodobało się muzyczce do tego stopnia, że poprosiła Warszawo, ja zacznę rapować, a potem wleci bit. Wy wtedy zróbcie tak, jak zrobiliście to przed chwilą! Publiczność oczywiście spełniła jej prośbę. Na początku koncertu jeden z fanów wręczył jej własnoręcznie wykonany rysunek, który zaskoczona i szczęśliwa raperka szybko przekazała pomocy technicznej klubu, by nie wypaść z flow. Później podpisała winyl i płytę podane jej przez fanów. W trakcie Backseat Little Simz dostrzegła fana, który z pasją rapował razem z nią i zainteresowana (a może nawet zaintrygowana) podała mu ze sceny mikrofon. Młody chłopak rapował sam cały wers, tam gdzie z nerwów zabrakło mu słów pomogła mu publiczność, a sama Simbi skwitowała to wszystko pełnym radości Zróbcie dla niego hałas! Kilka piosenek później, podczas wykonywania 101FM zeszła ze sceny i dłuższą chwilę rapowała wśród rozentuzjazmowanych fanów. Wszystko to sprawiło, że w klubie aż kipiało energią.

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Grey Area została wykonana w całości (Bardzo lubicie tę płytę, prawda!?), jednak nowe utwory pomieszano ze  starszymi. I tak z tych starszych można było usłyszeć Good For What, Her, Bad to the Bone, wspomniane wcześniej Backseat czy God Bless Mary, podczas którego raperka opowiedziała o osobie, która zainspirowała ten utwór i która bardzo jej pomogła gdy jeszcze była młoda, dopiero zaczynała i była we wszystkim zagubiona. Później też poprosiła publiczność Teraz mówcie God Bless Mary! Little Simz pokazała też swoją wszechstronność: w jednej piosence chwyciła za gitarę i poradziła sobie nieźle, choć była dość niepewna z tym instrumentem i uważnie patrzyła na palce. Ładnie grała też na przeszkadzajkach. Pod koniec koncertu jej zmęczenie tańcem w rytm muzyki i samym rapowaniem było już widoczne i na bis zasiadła za perkusją. Tam też poradziła sobie dobrze i widać, że scena to jej żywioł.

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Little Simz pożegnała się z publicznością w Warszawie stwierdzając, że właśnie zagrała jeden z najlepszych koncertów obecnej trasy. Ile w tym prawdy i czy powtarza tak w każdym mieście, nie wiadomo. Pewne jest to, że jej koncert w Hybrydach był niesamowicie intensywnym doznaniem muzycznym. Pełnym wspaniałej energii. A raperka i towarzyszący jej zespół na żywo brzmią znakomicie. Właśnie takich koncertów się bardzo długo nie zapomina.

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła