Wrzesień żegnał jesienną i wietrzną aurą, a w warszawskim klubie NIEBO zrobiło się tęczowo. To tam odbył się Pierwszy w Polsce Wiec Wyborczy dla Równości. Zorganizowała go Kampania Przeciw Homofobii w ramach akcji Głosuję na miłość. jednym z najbardziej wyczekiwanych punktów wiecu – oprócz spotkania i wysłuchania twarzy akcji – m.in. Antona Ambroziaka z oko.press czy Piotra Grabarczyka (grabari.pl) – był mini-koncert Mery Spolsky.

O planowanej godzinie rozpoczęcia koncertu w klubie ucichło, a publiczność poproszono by oklaskami zachęciła Mery Spolsky do wyjścia i potem nie przerywała klaskania, ponieważ wstęp będzie dłuższy. I rzeczywiście – zanim wokalistka wyszła na scenę, pojawił się na niej grający na gitarze No Echoes (to on, razem z Mery Spolsky, wyprodukował jej niedawno wydaną i niezwykle udaną płytę pt. Dekalog Spolsky), a zaraz potem można było usłyszeć rozpoczynające każdy koncert muzyczki intro Dzień dobry very much zarapowane przez nią z backstage’a. Po chwili Mery Spolsky wyszła na scenę ubrana w obcisłe czarne, skórzane spodnie i szarą bluzę z czarnym krzyżem spolsky i ciepło przywitała się z publicznością bardzo ciesząc się, że dość dużo osób przyszło pod samą scenę. Intro płynnie przeszło w Miło było pana poznać. Ta piosenka na żywo brzmi jeszcze lepiej i bardziej ekspresyjnie niż na płycie, a zgromadzeni pod sceną ludzie od razu zaczęli wyśpiewywać jej tekst razem z wokalistką. Mery Spolsky już na początku koncertu wyraziła wdzięczność za to, że mogła zagrać na tak ważnym wydarzeniu i wyrazić wsparcie miłości, o której – jak sama przyznała – przecież tak bardzo lubi pisać. Zaraz potem można było usłyszeć najnowszy singiel wokalistki, Bigotkę. Przy zapowiadaniu piosenki nie zabrakło wspomnienia o najnowszym, dziwnym, kolorowym i bardzo udanym klipie do Bigotki. Sama piosenka w wersji na żywo brzmi świetnie, ponieważ można było w pełni odczuć to dobre brzmienie i energię. Większość osób pod sceną znała już tekst na pamięć, co bardzo ucieszyło wokalistkę, która później zaimprowizowała Ja mówię – Zemsta jest słodka, a wy – Bigotka. Ten moment wypadł bardzo dobrze i podkreślił jeszcze mocniej to jak dobry kontakt z publicznością ma Mery Spolsky.

Zapowiadając wykonanie kolejnej piosenki (FAK), Mery Spolsky stwierdziła, że zgodnie z tekstem piosenki osobom mówiącym źle o innych najlepiej pokazać faka. Siła rave’owego bitu zachęciła publiczność do tańca. FAK na żywo ma w sobie niesamowitą dawkę energii. I gdy wydawało się, że koncert dopiero się rozkręca, muzyczka zapowiedziała ostatnią piosenkę, Technosmutek, i zadedykowała ją wszystkim którym jest smutno – np. z tego powodu, że koncert już się kończy. To również bardzo taneczny i energiczny utwór z fantastycznym, zabawnym tekstem. Wokalistka wprawdzie zapomniała krótkiego fragmentu tekstu, ale za to pożegnała publiczność w NIEBIE ładną choreografią z użyciem pałeczki od pada perkusyjnego. Część publiczności odtańczyła ją z wokalistką – zapewne wiedzieli jak to zrobić z wcześniejszych koncertów. Mery Spolsky ponownie gorąco podziękowała za możliwość zagrania na tamtym wydarzeniu, serdecznie podziękowała też publiczności za taniec, energię i wspólne śpiewanie i zeszła ze sceny.

Mery Spolsky/ fot. Mateusz Stypuła

No Echoes/ fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Ważne wydarzenie, fantastyczny koncert. Choć zdecydowanie za krótki. Ale to dobra rozgrzewka przed jesienną trasą koncertową Bigotka Tour.