Mały eksperyment: po zamknięciu oczu, tam gdzieś na styku temperatur, gdzie tworzy się chmura burzowa i temperatura drży, można wyobrazić sobie brzmienie najnowszego albumu Foghorna, solowego projektu Tomasza Turskiego z Opus Elefantum Collective, pt. Thanatos. Przynajmniej pod względem specyficznego klimatu jakie stwarzają kompozycje na nim zawarte.

Właśnie budowanie klimatu zdaje się być jednym z najważniejszych aspektów w twórczości tego projektu. I tak jak w przypadku płyty Corona najlepiej sprawdzało się granie na samej atmosferyczności utworów, tak Thanatos już najlepiej wybrzmiewa w momentach w których melodyjność gitar łączy się z ich ciężarem. Ciężar balansującego chwilami pomiędzy drżącym od przesterowanych gitar shoegazem, a ambientem brzmienia stwarza tajemniczą i duszną i hipnotyzującą atmosferę. Atmosfera ta, w połączeniu z niesamowitą melodyjnością piosenek, sprawia, że cały album wybrzmiewa świetnie. Thanatos jednak potrzebuje zaangażowania, nastroju i skupienia. To niewątpliwie nie jest płyta na lekkie.i słoneczne dni wakacji.  Aspekt liryczny na Thanatosie – nazwanym imieniem greckiego boga śmierci – porusza tematy stagnacji i powtarzalności ludzkiego życia,powtarzalnego od wieków cyklu który zaczyna się i kończy w ten sam sposób. To dosyć gorzkie obserwacje, prowokujące chęć zgłębienia tekstów jeszcze bardziej, przebicia się przez warstwy wokalu i pięknego, instrumentalnego hałasu. Wrażliwość i emocje zawarte zarówno w tekstach jak i muzyce zachęcają wręcz do słuchania tej płyty w półmroku bądź w ciemnościach, a piosenki mają dość refleksyjny i melancholijny charakter.

Dźwięki kościelnych dzwonów w You Can’t See Me but I’m Always with You dodają dziwnego uroku do kompozycji, której brzmienie później narasta i pozostaje nic tylko trwać w tym niezaprzeczalnie urzekającym i ładnie melodyjnym hałasie. I tak sprawdza się również Labirynths, a delikatne synthy w tle przyjemnie łagodzą tę muzykę. Instrumenalny Circle of Lebanon ma w sobie coś bardzo hipnotyzującego. To też jeden z najbardziej zapamiętywalnych utworów z płyty, być może dzięki świetnemu brzmieniu gitary. W Church Ruins wybrzmiewają bardzo wyraźne echa Have A Nice Life, które później zostają stonowane dzięki ambientowemu i przyjemnie melancholijnemu Lima 1. Warto jeszcze zwrócić uwagę na kończący płytę utwór tytułowy w którym można usłyszeć smyczki, i połączone z shoegaze’ującymi gitarami i atmosferycznym wokalem. Takie brzmieniowe nawiązania, nie tylko do tego konkretnego zespołu, przewijają się przez całą płytę (najmocniej w Church Ruins, Condemnation i I Don’t Hope for Anything More), a jednak Foghornowi daleko do odtwórczości, ponieważ jego kompozycje są na tyle dobrze przetworzone, że można znaleźć w nich coś ładnie świadomego i autentycznego. I choć nie ma na tej płycie nic bardzo odkrywczego, kompozycje hipnotyzują swoim klimatem i brzmieniem.

Thanatos hipnotyzuje brzmieniem przesterowanej gitary i ambientowych syntezatorów. Dobre teksty piosenek to również atut tej płyty, a niemal wszystkie kompozycje charakteryzują się niesamowitą melodyjnością i stwarzają specyficzny, tajemniczy i dość refleksyjny klimat pełen pięknej melancholii.