Kraków. Studio Luma na Ślusarskiej 9. Dość przestronne i klimatyczne miejsce. To tam odbyła się kolejna edycja SofarSounds Krakow, pierwsza po siedmiomiesięcznej przerwie.

Tym razem to nie był zwyczajny Sofar, a specjalna irańska edycja. Grało tam tylko dwóch irańskich muzyków: Farkey i Sasan Bakhsheshi. Na podłodze leżały perskie dywany i część publiczności ściągnęła skarpetki, by po nich chodzić. Dodatkowo, podczas koncertów na jednej ze ścian wyświetlano zdjęcia z Iranu autorstwa Poza Trasą. Ładnie to wyglądało. Na początku city leaderka Marianna Kosch przypomniała i przedstawiła publiczności ogólną historię i idęę Sofar Sounds. Po podziękowaniu organizacjom i ludziom bez których tamto wydarzenie by się nie odbyło, zaczęły się koncerty.

Marianna Kosch, city leaderka Sofar Sounds Krakow/fot. Mateusz Stypuła

Farkey
Farkey to tak naprawdę Farshad Keyhosravi, irański muzyk grający atmosferyczną muzykę elektroniczną. Jak sam muzyk przyznał, w niektórych swoich utworach wykorzystuje wokal pewnej popularnej w Iranie wokalistki. Choć jego twórczość ma w sobie potencjał, można było odnieść wrażenie, że brakowało jej całkiem wyróżniającej jej treści. Może dlatego, że był to pierwszy koncert tego muzyka, a jego jedną piosenkę można posłuchać na SoundCloudzie. Mimo wszystko Farkey stworzył swoją muzyką przyjemną atmosferę, może właśnie przez nutę irańskich klimatów, które mieszały się ze spokojną elektroniką. Jego utwory spodobały się publiczności i można było zauważyć jak ludzie siedzą z zamkniętymi oczami wsłuchując się w muzykę i ruszają głową do jej rytmu. To było dość ciekawe, doświadczać tego debiutu scenicznego.

Farkey/fot. Mateusz Stypuła

Sasan Bakhsheshi
Po 10 minutach przerwy na scenie pojawił się Sasan Bakhsheshi. Muzyk zaczął swój koncert wspominając o tym, że kiedy kilka dni przed występem przyjechał do Polski, zauważył jak Iran i Polska są do siebie podobne. Zdaniem muzyka to dwa kraje, które przeszły wiele i wiele ucierpiały. Później już zaczął grać. Bakhsheshi tworzy, jak sam powiedział industrial noise, a jego muzyka bardzo wpasowała się w atmosferę wnętrza Studia Luma. Była bardzo przestrzenna. Tworzyła też specyficzną  i trudną do jednoznacznego określenia atmosferę niepokoju połączonego z ulgą. I tak jak podczas poprzedniego koncertu można było zobaczyć ludzi, którzy zupełnie zatracili się w muzyce i bardzo ją czuli. I większość z nich długo klaskała gdy koncert się zakończył.

Sasan Bakhsheshi/fot. Mateusz Stypuła

Po wszystkim cześć ludzi została na chwilę i można było zobaczyć jak rozmawiają między sobą rozemocjonowani albo dyskutują z muzykami. I można było odnieść wrażenie, że rzeczywiście jest tak jak głosi idea Sofar Sounds: to koncerty dla ludzi kochających muzykę.