Zestawienie zadziornego garage rockowego/garage punkowego brzmienia Le Butcherettes z energicznym post punkiem szwedzkiego INVSN wydaje się nietypowe. Te dwa zespoły łączy na pewno widoczna pasja na scenie i energia zawarta w ich twórczości. Pod koniec czerwca zespoły rozpoczęły wspólną trasę po Europie, a w pierwszy dzień lipca zagrały w warszawskim klubie Pogłos. To był upalny poniedziałek, a w Warszawie na dodatek wcześniej padał grad. Wierząc w zrządzenia kosmosu, można by pomyśleć, że to obietnica (a może zapowiedź) świetnych koncertowych wrażeń. Obietnica całkowicie spełniona.

Le Bucherettes
To był pierwszy koncert w Polsce dla tego zespołu. Wśród publiczności znaleźli się fani, którzy marzyli od dawna o przyjeździe Le Butcherettes do Polski, ale też fani, którzy mieli okazję zobaczyć zespół na koncertach np. w Berlinie czy w Londynie. Nie można było narzekać na ścisk i tłumy, co trochę dziwiło. Choć z drugiej strony umożliwiło to niektórym zajęcie bardzo dobrych miejsc, a w połączeniu z atmosferą miejsca – klimatycznie oświetlonej sali z małą sceną – dało poczucie wyjątkowości całego wydarzenia. Le Butcherettes najczęściej grają na właśnie takich mniejszych scenach. To wszystko z pewnością jeszcze bardziej podkreśliło garażowość i punkowość zawartą w muzyce tego zespołu. Dodatkowo statywy na instrumenty klawiszowe na których grali Teri Gender Bender i Riko Rodríguez-López były przystrojone czerwonym, błyszczącym materiałem – zwyczajową dekoracją na trasie promującej najnowszą płytę zespołu pt. bi/MENTAL.

Scena w Pogłosie/ fot. Mateusz Stypuła

Lekkie opóźnienie koncertu przestało cokolwiek znaczyć gdy zespół wyszedł na scenę i zaczął grać Witchless C Spot poprzedzone dłuższym intro, w którym wokalistka opowiadała po hiszpańsku o swoich rodzicach z wyraźnie słyszalnymi emocjami w głosie. Tylko jedno intro było po angielsku – gdy wokalistka zaczęła opowiadać o wiadomości, że ojciec jest w szpitalu. Takich wprowadzeń, niezrozumiałych dla niemówiących po hiszpańsku ludzi, było później więcej. Natężenie dźwięku, surowość i żywiołowość brzmienia robiły wielkie wrażenie. Teri Gender Bender na scenie jest elektryzująca. To  niesamowicie charyzmatyczna i utalentowana kobieta. W Pogłosie skupiała na sobie całą uwagę gdy grała na gitarze i całkowicie wczuwała się w muzykę oddając się jej rytmowi w pozornie chaotycznym tańcu. Reszta  zespołu to również charyzmatyczni, wprawni technicznie i doświadczeni muzycy. Są świetnie zgrani i na scenie dają z siebie wszystko. Dodatkowo Le Butcherettes ważną dla szeroko pojętej muzyki punkowej esencję surowości brzmienia. I właśnie ta surowość wyłania się w najpiękniejszej postaci na koncertach.

Od lewej: Teri Gender Bender, Marfred Rodríguez-López/fot. Mateusz Stypuła

Od lewej: Marfred Rodríguez-López, Riko Rodríguez-López/fot. Mateusz Stypuła

Co ciekawe, muzycy zagrali tylko pięć piosenek z nowej płyty: spider/WAVES, struggle/STRUGGLE, strong/ENOUGH, la/SANDÍA i mother/HOLDS. Każda z tych kompozycji na żywo brzmiała fantastycznie. Poza tym w Warszawie można było usłyszeć starsze utwory zespołu takie jak Burn the Scab, La Uva czy The Leibniz Language. Le Butcherettes zagrali w sumie 12 bardzo żywiołowych i głośnych piosenek. Zawarta w nich energia udzielała się publiczności i w klubie robiło się coraz duszniej. Po muzykach widać było zmęczenie, ale też wielką radość jaką daje im granie koncertów. Podczas wykonywania Dress Off była chwila, w której wokalistka dała sygnał ludziom by śpiewali i choć nie zrobili tego wszyscy, ci śpiewający robili to wyraźnie i głośno. Brak barierek dał wspaniałe uczucie bliskości z zespołem. Zaplątany między stopami Marfreda Rodríguez-Lópeza kabel od mikrofonu Teri Gender Bender raz nawet uniemożliwił wokalistce zejście ze sceny. Później jednak się udało i w pewnym momencie muzyczka wyszła między publiczność i śpiewała przez chwilę wśród ludzi, chaotycznie skacząc i ruszając się w rytm muzyki. Cudowne uczucie, taka bezpośredniość.

fot. Mateusz Stypuła

Od lewej: Teri Gender Bender, Alejandra Robles Luna/fot. Mateusz Stypuła

Po zagraniu mother/HOLDS wokalistka wykrzyknęła podziękowania i powiedziała jak niezmiernie się cieszy, że może grać przed tak wspaniałym zespołem jak INVSN. Le Butcherettes zagrali prześwietny koncert, a ich piosenki na żywo brzmią cudownie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że zespół jeszcze wróci do Polski.

INVSN
Wyraźna linia basu, dość typowy dla post-punku rytm i charakterystyczny niski wokal Dennisa Lyxzéna. Inspiracje szwedzkiego zespołu INVSN są wyraźne (Joy Division, wczesne The Cure),  a mimo to INVSN potrafią przetworzyć je w coś interesującego i przyciągającego. W tym pozornie prostym brzmieniu zawarto dużo energii i specyficznej, zimnej atmosfery. I na koncertach tej energii nie brakuje. Wśród publiczności w Pogłosie znalazły się osoby dla których zespół był odkryciem, ponieważ albo przesłuchały go wcześniej w dniu koncertu, albo w ogóle tego nie zrobiły. Później można było usłyszeć opinie wyrażające pozytywne zaskoczenie tym jak ładnie brzmienia dwóch różnych zespołów się zazębiły i pochwały samego koncertu zespołu i ogólnej atmosfery na sali.

INVSN/fot. Mateusz Stypuła

INVSN zagrali w Warszawie piosenki ze swoich trzech wydawnictw, np. Deconstruct Hits, Valentine’s DayDown in the Shadows czy Love, cover Lany Del Rey nagrany na EP-kę pt. Forever Rejected. Przed wykonaniem Immer Zu wokalista m.in. zwrócił uwagę na to ile szkód wyrządza patriarchat. Każdy ważny przekaz zawarty w tekstach zespołu jest nieźle podany, bez uogólniania czy wrażenia przesady. Lyxzén na scenie był niczym czysty żywioł: charyzmatyczny, ciągle w ruchu, oddany muzyce w chaotycznym tańcu. Często też skakał i przypuszczalnie na dusznej sali musiało mu być bardzo ciepło w marynarce i koszuli. Nie dziwi więc, że szybko się tej marynarki pozbył, a potem rozpiął koszulę. Twórczość INVSN jest stworzona do grania na żywo, doświadczenia płynącej z niej energii. Solidne brzmienie i żywiołowość tych piosenek udzielała się publiczności i we wspomnianej duszności widać było, że ludzie cieszą się muzyką.

fot. Mateusz Stypuła

Chcąc znaleźć wspólne cechy twórczości Le Butcherettes i INVSN, należy zacząć od żywiołowości i surowości brzmienia. W obu zespołach grają też utalentowani i bardzo charyzmatyczni muzycy, potrafiący skupić całą uwagę na sobie czy porwać publiczność gestem bądź słowem. W Pogłosie odbyły się koncerty zespołów gwarantujących intensywne doznania dźwiękowe. Niesamowite wrażenia.