Klimat muzyki Bałtyka jest zdecydowanie nieupalny. Jego twórczość jest przepełniona smutkiem, zimną melancholią i wielością emocji, świetnie wyrażonej w tekstach piosenek, którym nie brakuje bezpośredniości. We wtorkowy wieczór Michał Rutkowski zagrał w warszawskim klubie CH25, żeby naprawić gitarę, która zepsuła mu się na jednym z koncertów.

Koncert rozpoczął się około 20:30. Już sam występ sali na dole był dość klimatyczny, bo ustawiono krzesła. Siedzący charakter koncertu dodał atmosfery intymności. Bałtyk przywitał ludzi zgromadzonych na sali przemiłym Hej, misie pysie (później cały czas tak zwracał się do publiczności), zapowiedział, że koncert będzie długi i zagrał na gitarze akustycznej przekrój utworów ze swoich trzech płyt, a także nowsze kompozycje i parę coverów. Akustyczne aranżacje piosenek pozwoliły usłyszeć w nich nawet i więcej emocji. Kameralność koncertu mocno wpłynęła na wrażenie odczuwania bliskości z muzykiem. Publiczność była zaangażowana w koncert i wsłuchana w każdą z wykonywanych piosenek. Na sali panowała luźna i przyjazna atmosfera, która stanowiła przeciwwagę dla sporego ładunku emocjonalnego wyrażonego w muzyce Bałtyka.

Bałtyk /fot. Mateusz Stypuła

Na setliście znalazły się m. in. takie utwory jak Cutting Through Air i I Love My Dog z Fleeting Light, Therapy, Iodine czy The Bus Home (I Hope You’re Alright) z Self-help Pt. 1. Muzyk zagrał też dużo piosenek z Self-help Pt. 2 (Dogville, Give Life a Chance, Vanilla, Sugary Blodd (Punch), Lust for Life, Cinnamon Coke (Crickets) i Food (City Blue) ). I jeśli piękno można znaleźć w oczyszczającej dźwiękowej terapii jaką wydawał się ten koncert, wtedy każda z wymienionych kompozycji brzmiała na żywo przepięknie. Nic tylko wsłuchiwać się w historie opowiadane przez Bałtyka. Jego głos brzmiał świetnie i zdaje się, że wyrażał sporą emocjonalność. W CH25 Bałtyk zagrał też piosenki swoich znajomych, takie jak Antarctica, którą otworzył koncert. Można też było usłyszeć nową piosenkę: kompozycyjnie dobrze wpisującą się w twórczość muzyka Everybody Leaves. W pewnym momencie Michał Rutkowski powiedział Teraz będzie piosenka tego, no, co od niego zrzynam. Elveruma i zagrał Woolly Mammoth’s Mighty Absence Mount Eerie oddając w utworze wszystko co najważniejsze – przeszywającą melancholię, smutek i emocjonalność. Koncert zakończył się kolejnym coverem. Tym razem Rutkowski zagrał doing all the things i used to do with people Teen Suicide, znów znakomicie oddając smutek wyrażony w oryginalnej wersji utworu. Jednak publiczność nie dała muzykowi zejść tak szybko ze sceny i Bałtyk bisował dwa razy.

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Kameralny i klimatyczny koncert Bałtyka w klubie CH25 był niesamowitym doświadczeniem, a Michał Rutkowski zagrał świetnie, zawierając w akustycznych aranżacjach piękny smutek. Może to była też muzyczna terapia. Po koncercie muzyk złożył setlistę w samolocik i posłał ją po sali.