Podziemna część krakowskiej Alchemii stwarza świetny klimat, a miejsce jest dobrze nagłośnione. 18 maja właśnie tam zagrali Frankenstein Children i Koko Die. Wyzwolenie energii w takim miejscu było nieuniknione i zaowocowało to bardzo dobrymi koncertami.

Koko Die
Muzyka, którą tworzy Koko Die nie jest już całkowicie zanurzona w smutku. Echa sadcore’u częściej ustępują miejsca bardziej żywiołowym dźwiękom, pełnym świetnych melodii i kumulującym moc. Nowe piosenki Konrada Nikla, które można usłyszeć na koncertach, pokazują jego szersze inspiracje i zdają się reprezentować inny aspekt jego twórczości. Nie zmieniło się na pewno to jak wiele oczyszczającej melancholii i emocjonalności jest w tych kompozycjach i to jak bardzo ta muzyka jest angażująca – również w warstwie tekstowej. Bo teksty tych piosenek są pełne wrażliwości. Dodatkowo Koko Die śpiewa w bardzo ekspresyjny sposób, co w pewien sposób wyzwala energię niemal tak jak rytm. Podczas koncertu w Alchemii można było usłyszeć piosenki z minialbumu muzyka pt. Distant Light. Once Again After, określone przez niego jako największy przebój, zadedykował przyjacielowi, który niedługo ma urodziny. Koko Die zapowiedział też ze sceny, że niedługo przystąpi do nagrywania albumu długogrającego, a tymczasem zamierza testować jak nowe piosenki sprawdzają się na żywo. Ich tytuły nie są znane, ale charakteryzują się wspomnianą żywiołowością. Muzyk mógł odstawić gitarę i nawet zatańczyć do rytmu. Nowości noszą w sobie echa psychodelicznego popu i shoegaze’u, a niektórym osobom z publiczności kojarzyły się też z twórczością Archive. Wszystko to z dużą dawką energii i ekspresyjności wyrażonej słowem i gestem. Konrad Nikiel zagrał też jeden utwór po polsku. To świetna kompozycja, a tekst dosadnie wyraził emocje i wrażliwość. Publiczność przyjęła ją bardzo dobrze. Pod koniec koncertu można było jeszcze usłyszeć Alien in Your Home w trochę zmienionej aranżacji (kojarzącej się z piosenką Snowdrop Chouchou), która dodała tej smutnej piosence nieco słodkiego wydźwięku. Ludzie podczas koncertu żywo reagowali na każdą piosenkę, co poniektóre osoby tańczyły, a Koko Die zagrał na bis swoją najbardziej taneczną kompozycję, wspaniale łączącej energię i melodyjność. Chyba już tylko pozostaje czekać na pełny album, żeby usłyszeć każdą z nowszych kompozycji w wersjach studyjnych.

Koko Die/ fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Frankenstein Children
W Krakowie zespół zagrał prawie wszystkie piosenki ze swojego najnowszego wydawnictwa pt. Patience, m.in. Better Start, Grawitację i Moment. I Don’t Wanna Be Good na żywo brzmi jeszcze mocniej. I trzeba przyznać, że te kompozycje na żywo brzmią nawet i lepiej, ponieważ właśnie na koncercie można dokładnie odczuć ładunek energii jaki mają w sobie: w wystarczającej ilości, by publiczność pod sceną zaczęła tańczyć w rytm muzyki. W klubie zjawiło się dość sporo ludzi i w pewnym momencie zrobiło się duszno. Widać było radość jaką daje tym muzykom granie koncertu (wiecznie roześmiany perkusista), a między piosenkami rzucał uwagi na przykład na temat tego jak to w zespole się wymieniają między sobą i niemal każdy z nich grał już na basie czy perkusji. Syntezatory wprowadziły do twórczości tego zespołu dużo świeżości i wyraźnie zaznaczają się one na żywo. Muzyka Frankenstein Children stwarza też przyjemny i luźny klimat, co można było odczuć na tym koncercie. Pod koniec koncertu muzycy zaprosili na scenę Konrada Nikla i wykonali napisaną wspólnie piosenkę, w świetny sposób łączącą atmosferyczność i żywiołowość.W tekście piosenki wyraźnie powtarzają się słowa Control your fear. Kompozycja jest bliska brzmieniu Frankenstein Children, jednak udział wokalny Nikla sprawił, że całość brzmi trochę inaczej. Publiczność reagowała z entuzjazmem i zespół nie skończył koncertu bez bisowania. Zagrali wtedy najbardziej funk rockowy utwór z płyty: Drift In. Można było zauważyć, że kilka osób pod sceną próbowało zainicjować małe pogo, choć i tak spora część publiczności bujała się do rytmu, zresztą razem z wczuwającymi się w granie muzykami. Bo Frankenstein Children czują muzykę, a ich piosenki mają w sobie dobrą energię przy której można i nawet na chwilę się zgubić. Zgubić w muzyce.

Frankenstein Children/ fot. Mateusz Stypuła

Frankenstein Children i Koko Die/ fot. Mateusz Stypuła

Luźna atmosfera, wyczuwalna wiosna i moc dźwięków. Frankenstein Children i Koko Die zagrali z energią i ekspresją. Ładnie ją też przekazali – i to chyba najważniejsze w tym wszystkim.