Muzyka tworzona przez Syndrom Paryski, Blokowisko i Bukowicz naznaczona jest znaczną emocjonalnością, choć każdy zespół przekazuje te emocje w różny sposób. Dużą rolę odgrywa też tam atmosferyczność, energia, oczyszczająca melancholia, a czasem i dość mroczne klimaty. Ostatecznie też w twórczości tych zespołów dużą rolę odgrywają świetnie napisane i pełne wrażliwości teksty piosenek.  17 maja we wrocławskim klubie D.K. Luksus dobrze się to wszystko zazębiło.

Syndrom Paryski
Syndrom Paryski ma w swojej twórczości coś niezaprzeczalnie przyciągającego. Reakcje szalejącej pod sceną publiczności mówią same za siebie – zespół zdobywa coraz więcej fanów i pozostaje tylko czekać na ich kolejną EP-kę (premiera już początkiem czerwca) pt. Hymny dla przegranych. Studyjne wersje piosenek grupy brzmią bardzo dobrze, ale tej energii zdecydowanie trzeba doświadczyć na żywo. Wokaliście zdarzało się żartować z czasu jakiego potrzeba na nastrojenie gitary (wina leżała, wg. niego, po stronie aranżacji).Widać było jak dużo radości daje tym muzykom granie koncertów. Od trójki muzyków na scenie aż kipiało charyzmą i nie jest to przesadzone stwierdzenie. Ważnym elementem scenografii koncertowej jest wyświetlana za muzykami definicja syndromu paryskiego. Podczas koncertu można było usłyszeć takie utwory jak np. Nie dawaj mi rad, Sygnały końca pociągu czy Zwiedzanie. Każda z tych piosenek na żywo sprawdza się fantastycznie. Świetnie też brzmią nowe ich kompozycje. Tych na koncercie było kilka, między innymi Hymn dla przegranych z bardzo błyskotliwym tekstem. Bo właśnie – jeśli chodzi o same teksty piosenek – nie dotyczą może wielkich spraw czy ciężkich autoanaliz i choć poruszają raczej zwyczajne, jak to niektórzy mogą określać, młodzieńcze tematy, to jest w nich coś całkiem błyskotliwego co bardzo je wyróżnia. I jeśli dodać do tego talent i charyzmę muzyków oraz to z jakim entuzjazmem koncert został przyjęty, nic tylko przyklasnąć. Każda z nowych piosenek każe wyczekiwać ich nowego minialbumu. A koncertowa charyzma? Zespół kilka razy schodził ze sceny by grać wśród szczęśliwej publiczności. Zainicjował to wokalista, który najpierw zaczął śpiewać na skraju sceny. Niemal każdy utwór został odśpiewany przez publiczność (najgłośniej krzyczano w pierwszym rzędzie) i koncert zakończył się nawet jednym bisem, choć czas narzucał ograniczenia. I można było sobie potem tylko pomyśleć: dopiero pierwszy z trzech koncertów wieczoru, a już taki dobry?

Syndrom Paryski/ fot. Mateusz Stypuła

Emocje! /fot. Mateusz Stypuła

Blokowisko
Warszawski zespół Blokowisko, odbiegając trochę w równie żywiołowy industrial i coldwave, ciekawie skontrastował ekspresyjność i emocjonalność Syndromu Paryskiego. Bo ich muzyka również jest pełna ekspresji, wyrażonej tak samo w głosie jak i w specyficznym tańcu wokalisty Macieja Jurgi. Na swój sposób te piosenki mają też w sobie więcej mroku i lepiej tworzą bardzo specyficzny klimat. Koncert rozpoczęło niesamowite i energiczne wykonanie Blokowisk, a później można było też usłyszeć Motyla, Spójrz i Panoptykon. Zespół zagrał też kilka nowych piosenek, przy czym wokalista zaznaczył, że są to wersje robocze, mogą się zmienić, prosił o wyrozumiałość i nienagrywanie. Nowości brzmiały bardzo ciekawie i nic tylko czekać na ich finalne wersje. Te utwory dobrze łączą w sobie melancholię i energię, a poza tym mają bardzo dobre teksty piosenek – te również wyróżniają Blokowisko. Muzycy na scenie dość mocno wczuwali się w muzykę i przyjmowało to różne oblicza. Cezary Zieliński był raczej skupiony na grze, a Jurga w pewnym momencie odłożył gitarę i zaczął tańczyć w rytm jednej z nowszych kompozycji. Zachęcił również do tego publiczność. Niektórzy zaakceptowali zaproszenie do tańca i mogłoby się wydawać, że koncert trwał nawet i za krótko.

Blokowisko/ fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Bukowicz
Jeśli klimat na koncercie Blokowiska był specyficzny, w momencie gdy zespół Bukowicz zaczął swój koncert wydał się inny, czasem posępniejszy, czasem i oczyszczający. W ich muzyce budowana jest atmosfera niepokoju, tajemniczości i melancholii. Zimny klimat piosenek, niski głos wokalisty Jakuba Buczka i dziwna energia która płynęła ze sceny zawładnęła całą salą wprowadzając w dziwny, niby-trans. I gdyby tak zatracić się w tych piosenkach. Choć zespół miał problemy techniczne (sprzęt lubi się buntować w najmniej odpowiednich chwilach) i można było zauważyć poddenerwowanie muzyków zaistniałą sytuacją, ale zupełnie nie wpłynęło to na odbiór koncertu. Większość piosenek stanowiły te z płyty pt. Dyskomfort w głowie, między innymi Możesz nawet tańczyć, Ciężko, Ostroga czy Poniedziałek. Zespół zagrał też nienagraną jeszcze piosenkę Anno, a wokalista zapowiedział ją zaproszeniem do tańca. I tak – Anno jest najbardziej żywiołową kompozycją Bukowicza, przynajmniej z tych granych obecnie na koncertach. Brzmi też bardzo dobrze. Piosenki zespołu na żywo zyskują więcej mocy i żywiołu, choć jest to nadal żywioł niejako skąpany w mroku i – mimo duszności panującej na sali – w zimnie. W pewnym momencie wokalista zwrócił uwagę, że nie umie opowiadać historii, a cała niezręczność tego stwierdzenia była na tyle urocza i zabawna, że rozluźniła trochę atmosferę. Jednak należy przyznać, że Buczek umie pisać pełne szczerości i emocji teksty piosenek i potem wyśpiewać to wszystko w taki sposób, by razem z całym zespołem może i całkowicie zahipnotyzować publiczność na koncercie. To właśnie najpiękniejsze w muzyce Bukowicz – jak wiele emocji potrafi budzić. Ciężko o lepsze zakończenie wieczoru niż  przeżywając coś na kształt oczyszczenia przez muzykę.

Bukowicz/ fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Trzy koncerty w D.K. Luksus. Zespoły Sydrom Paryski, Blokowisko i Bukowicz zapewniły oszałamiającą dawkę energii i emocji. Czyli dokładnie tego, czego było potrzeba, by oderwać się na chwilę dzięki znakomitym dźwiękom. A nawet więcej!