Wiosna uderzyła słońcem i ciepłem, Spring Break trwa w najlepsze. Kolejny dzień mógł minąć bardzo szybko, jeśli spędziło się go na znakomitych koncertach. A takich nie brakowało.

Misia Furtak
Muzyczka wystąpiła na Dziedzińcu Różanym, w składzie poszerzonym o skrzypce, wiolonczelę i gitarę (grał na niej Runforrest). Tak zaaranżowane piosenki brzmiały pięknie, bardzo ciepło i klimatycznie. W kompozycjach z płyty pt. Co przyjdzie? jest coś przyjemnie delikatnego, co na żywo wybrzmiewa jeszcze lepiej, czasem i dobitniej. Wiele emocji zawartych było w samym głosie Misi Furtak, a pozostali muzycy (na scenie profesjonaliści), w tym grającej na fortepianie Hani Rani oraz klarnecistki i keybordzistki Michaliny Bieńko dzięki swojej grze sprawili, że można było zamknąć oczy i kołysać się w rytm muzyki. Podczas koncertu można było usłyszeć takie piosenki jak Będzie gorzej, A little later, Pamięć czy Skończy się – jedną z kilku piosenek, które mogłyby być grane jako ostatnie. Piosenki brzmiały bardzo dobrze i można tylko pomyśleć, że koncert był za krótki. Chciałoby się słuchać ich dłużej. Ostatnią piosenką okazała się być Nie zaczynaj, przed wykonaniem której Misia zakomunikowała, że zespół ma jeszcze dwie minuty zanim przyjedzie ekipa techniczna, żeby zabrać ze sceny fortepian. I tak się złożyło, że pod koniec utworu dzwony w pobliskiej wieży zaczęły wybijać 18:30. Zrobiło się bardzo atmosferycznie i tak zakończył się pierwszy koncert większego składu zespołu Misi Furtak. Aż chciałoby się uczestniczyć w kolejnych. Dłuższych.

Misia Furtak z zespołem/ fot. Mateusz Stypuła

Wsłuchiwanie się w bijące dzwony/ fot. Mateusz Stypuła

Trupa Trupa
Ciężko ostatnio złapać Trupę Trupa na koncertach w Polsce poza Trójmiastem, dlatego warto korzystać z każdej okazja do posłuchania tak dobrej muzyki. Choć klub TAMA ma dużą salę koncertową, na miejscu było duszno. Być może ze względu na ilość zgromadzonych tam ludzi. Każdy koncert Trupy Trupa gwarantuje mocne przeżycia muzyczne. Muzyka zespołu zawiera w sobie wiele energii i emocji, podkreślanych przez ekspresyjny głos wokalisty Grzegorza Kwiatkowskiego.  Gitary brzmiały świetnie i tworzyły lekko psychodeliczny klimat, tak charakterystyczny dla twórczości tego zespołu. Podczas koncertu można było usłyszeć zarówno ich nowsze, jak i starsze piosenki m. in.  To Me z płyty Jolly New Songs, Snow i Wasteland z płyty Headache. Wspomniane nowości z nadchodzącej płyty to  singiel Dream About, a także żywiołowo wykonana piosenka pt. Long Time Ago. Energia udzielała się także entuzjastycznie reagującej publiczności i wiele osób nie mogło wyjść z podziwu dla talentu tych muzyków i tego jak dobry był ten koncert.

Trupa Trupa/ fot. Mateusz Stypuła

Coals
Na występ tego zespołu przyszło tak dużo osób, że procesja pokoncertowego wychodzenia z TAMY mogła trwać do 10 minut. Jednak warto było stać w tłumie i wcześniej i później, by usłyszeć i zobaczyć Coals: ich koncert był fantastyczny. Białe stroje muzyków odznaczały się na scenie, a mocny bit i piękny głos Katarzyny Kowalczyk przeszywały na wskroś. Wokalistka śpiewała krążąc po scenie, Łukasz Rozmysłowski mocno wczuwał się w grę na gitarze i tylko gitarzysta Bobkovski stał po prawej stronie sceny, spokojniej, z kapturem na głowie. Większość na setliście tego krótkiego koncertu stanowiły piosenki z płyty pt. Tamagotchi. Zespół miał drobne problemy techniczne (z odsłuchami) i bał się, że nie zagrają wszystkich zaplanowanych piosenek, jednak chyba się udało. Nie zabrakło dwóch nowych piosenek, z EP-ki zatytułowanej Klan. Najpierw można było usłyszeć Entele, Pentele (Piernikowski leciał z taśmy), a później na scenę zaproszono Diankę i zespół wykonał z nią Satynę. Trzeba przyznać, że nowe kompozycje na żywo mają w sobie dużo klimatu i mocy, a  i Dianka zaśpiewała dobrze. Koncert Coals był najlepszy w  drugim dniu Spring Breaku. I tylko znów jedna myśl pozostaje w głowie: że można byłoby słuchać ich dłużej.

Coals/fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Coals i Dianka /fot. Mateusz Stypuła

Mocne przeżycia i piękne dźwięki. Spring Break dostarczył wiele dobrej muzyki.