Pierwszy dzień kolejnej edycji festiwalu Spring Break. Było intensywnie, chwilami emocjonalnie. A wszystko dzięki cudownej muzyce.

So Flow
Krakowski zespół zagrał jeden z pierwszych koncertów na tegorocznej edycji festiwalu. Publiczność zjawiła się tłumnie. Niektórzy ciekawi nowych dźwięków, inni chcieli usłyszeć swoje ulubione piosenki. So Flow zagrał piosenki ze swojej płyty pt. Parallels (w tym Kalahari i utwór tytułowy), starsze utwory (River) i jedną nową kompozycję, zagraną zaraz na początku koncertu. Wszystkie piosenki brzmiały świetnie na żywo. Siedmioro niezwykle utalentowanych muzycznie ludzi dzielących pasję, razem na scenie: na ich koncertach można spokojnie dać ponieść się rytmowi nu jazz/neo-soulu. Wokalistka Karolina Teernstra tańczyła na scenie całkowicie wczuwając się w rytm. I można by zamknąć oczy i też spróbować takiego tańca. To przyjemnie kołysząca muzyka – ale nie do snu. Niesie ze sobą energię, która uderzyła najbardziej w utworze Kalahari. Ze względu na słabsze nagłośnienie w klubie czasem tworzyła się ściana dźwięku – BaRock zdaje się być klubem pod bardziej rockowe/alt koncerty. Na zeszłorocznej edycji festiwalu grał tam shoegaze’owy duet Molly z Austrii. Tamci akurat mogli ten minus obrócić w plus. Jednak na So Flow nie zdawało się to przeszkadzać nikomu z publiczności i ludziom bardzo podobał się koncert. Potwierdzali to gromkim aplauzem. To rzeczywiście był bardzo dobry początek Spring Breaku.

So Flow/ fot. Mateusz Stypuła

Szklane Oczy
Muzyka Szklanych Oczu ma w sobie dużą dawkę energii. Ich wersja punku, zmieszana z nową falą, jest pełna świeżości. Szklane Oczy wyróżniają się też świetnymi tekstami piosenek, pełnymi dystansu do świata, przekornymi, pełnymi humoru, a czasem i buntowniczymi. Zespół zagrał w klubie W Starym Kinie, miejscu dość ciasnym i dusznym, gdy zjawi się tam więcej osób. Podczas koncertu można było usłyszeć takie piosenki jak np. Rzeczywistość, Bez zmian, Wszystko dobrze i parę innych, jeszcze nienagranych utworów. Czas gonił, ale nie zabrakło też największego hitu zespołu, Łez. Zapowiadając Rzeczywistość, wokalistka i gitarzystka Ania Grąbczewska mówiła, że jak była mała to bardzo chciała latać. Próbowała cały czas i w końcu mama ją powstrzymała od zrobienia sobie krzywdy. Przed wykonaniem jednej z niewymienionych z tytułu piosenek powiedziała, że całym zespołem są buntowniczkami i nie zgadzają się m.in. na to, żeby ich okradano – i o tym była ta piosenka. Muzyczki skakały po scenie i widać było jak wielką radość sprawia im granie tego koncertu. Można było też usłyszeć krótki, bardzo punkowy utwór, podczas którego wokalistka zaczęła skakać, machać włosami na wszystkie strony, krzyczeć do mikrofonu i wydawać z siebie nieartykułowane dźwięki. Niektóre osoby wtedy wyszły, co, jak na fragment performance’owy, było do przewidzenia. W końcu takie coś nie trafia do każdego. Jednak Szklane Oczy zagrały bardo dobry koncert, a muzyka dostarczyła wiele energii.

Szklane Oczy/ fot. Mateusz Stypuła

SKY
Muzyczka tworzy niesamowicie klimatyczne utwory, a ich wykonanie na koncercie również ma w sobie dużo atmosfery tajemniczości i mroku. Koncert odbył się w pięknym klubie Pies Andaluzyjski. Klimatu dodawały zawieszone nad sufitem różnokolorowe światełka. Choć koncert SKY najlepiej przeżyć w ciemnościach (m. in. ze względu na wyświetlane za muzyczką wizualizacje – są ważne estetycznie) i późnym wieczorem, tym razem było jasno, różowo i niemal bez wizualizacji (bo prawie nie było ich widać). Choć  to w ogóle nie przeszkadzało. W pewien sposób nadało to koncertowi jeszcze bardziej specyficznego uroku. Piękno i klimat elektronicznych kompozycji z płyty pt. p r e y (można było usłyszeć między innymi h e a d s h o t i d e v i l s ) wywoływał dreszcze. SKY operowała swoim sprzętem skupiona i stuprocentowo zaangażowana. To taki koncert po którym trudno od razu powiedzieć coś sensownego. Trzeba go dopiero przetworzyć w swojej głowie, ułożyć odpowiednie myśli i zebrać wrażenia. Oczyszczające doznanie.

SKY/ fot. Mateusz Stypuła

Normal Echo
Normal Echo też zagrał w Psie andaluzyjskim i podobnie jak SKY, w dobry sposób operuje atmosferycznością tworząc niesamowite piosenki. W klubie zgasły światła i koncert rozpoczął się w niemal kompletnej ciemności. Karmazynowe światło reflektora pozwoliło uchwycić wzrokiem tylko kontury siedzącego na krześle muzyka. Stworzyło to atmosferę tajemniczości. I tak minął pierwszy utwór. Później Normal Echo już wstał i przechadzał się rytmicznie po małej scenie, a w klubie zrobiło się jaśniej, lecz nadal bardzo klimatycznie i odpowiednio do granej przez niego muzyki. Ma ona w sobie specyficzny rodzaj energii i piękną melancholię. Muzyk wykonał kilka nowych piosenek, w tym singiel W pół, a także trochę tych starszych utworów. Można było też usłyszeć jego największy hit czyli Kaskady. Piosenka ma ponad 5 tysięcy wyświetleń na YouTube. Choć i tak to mało, biorąc pod uwagę jak dobrą muzykę tworzy ten utalentowany muzyk. Pół godziny minęło zdecydowanie za szybko i chciałoby się słuchać Normal Echo dłużej. Warto wypatrywać jego koncertów. W maju Normal Echo zagra razem ze SKY: 9 maja w łódzkim DOMu, 10 maja w krakowskim Klubie RE i 11 maja w warszawskim klubie SPATiF.

Normal Echo/ fot. Mateusz Stypuła

Polmuz
Zespół zdolnych muzyków grających, jak sami piszą, radykalny folklor. Polmuz zagrał w Scenie Na Piętrze, w sali na 220 miejsc siedzących. Przetwarzają oni tradycyjne melodie na mocno eksperymentalne brzmienie. Na kontrabasie gra tam Ksawery Wójciński, który w zeszłym roku promował na Spring Breaku album nagrany w duecie z Maniuchą Bikont. Głębokie dźwięki tego instrumentu dodawały klimatu, a piękny hałas polivoksa którym operował Rafał Zapała robił niezwykłe wrażenie. Każdy z muzyków wczuwał się w stu procentach w to co robi i w cudny sposób stopniował napięcie każdą nutą. Był taki moment w którym perkusista Rafał Igiel tworzył hałas rzucając pałeczkami o zestaw perkusyjny. W pewnej chwili też wstał, przyniósł drugi bęben i przez dłuższą chwilę grał tylko na nim. Brzmienie narastało z minuty na minutę, aż w końcu można było usłyszeć znaną melodię. Szczyt został osiągnięty pod koniec koncertu. Pół godziny minęło bardzo szybko.

Polmuz/ fot. Mateusz Stypuła

Niemoc
Duszny i zatłoczony klub Próżność. Późny wieczór. festiwalowicze chcą tańczyć. Wyzwolić endorfiny. Niemoc dała ku temu okazję. Piosenki Niemocy dostarczają niezwykłej energii. W dniu koncertu miał premierę ich debiutancki album długogrający pt. Baśnie, wydany w wytwórni Seszele Records. Jak na koncert premierowy przystało, nie mogło zabraknąć kompozycji z Baśni, między innymi otwierającego płytę Mitshubishi Evo VII czy Komunikatów. Każdy utwór uderzał tanecznym rytmem i brzmiał fantastycznie. Zielonogórski zespół zagrał też swoje starsze piosenki, podobnie porywające i wyzwalające mnóstwo energii. Znów można było wczuć się w rytm. Cały klub skakał i tańczył, było duszno, ale też bardzo klimatycznie. Z tym, że był to klimat wspaniałej imprezy na koniec dnia, gdzie każdy miał okazję się wyszaleć, by potem w domu lub na następnych, spokojniejszych koncertach odpoczywać.

Niemoc/ fot. Mateusz Stypuła

Dla niektórych pierwszy dzień festiwalu Spring Break zakończył się dopiero nad ranem.  Czwartek dostarczył intensywnych muzycznych wrażeń. A to dopiero początek.