Fala kolorowych świateł zalewa niczym na dyskotece, choć tylko w wyobraźni. Takie skojarzenia nasuwa tęczowa różnorodność kolorów na okładce nowej płyty zespołu Pond i klimat każdej z piosenek. Tasmania jest pełna fantastycznych psychodeliczno-popowych brzmień.

Pond nie powiela schematów, nie powtarza tej samej formuły. Każdy z albumów grupy w jakiś sposób rozwija jej brzmienie. Zespół określił swoje najnowsze wydawnictwo jako płytę-siostrę The Weather z 2017 roku i trudno się z tym nie zgodzić. Z tym, że Tasmania jest jeszcze bardziej taneczna, jeszcze bardziej przebojowa (w dobrym znaczeniu tego słowa) i mocno zaangażowana społecznie. A wszystko to bez popadania w przesadę. Album zachwyca też produkcją – Kevin Parker znów pokazał jak wyprodukować album aby brzmienie było świetne, a zespół nie tracił przy tym naturalności oraz wyróżniającej go iskry. Każda z kompozycji pięknie łączy w sobie taneczność, melodię i pewną dawkę melancholii. To płyta pozbawiona słabych piosenek i słuchając jej nie można się nudzić. Pełnia energii bijąca z tak rewelacyjnych kompozycji jak Daisy, Hand Mouth Dancer czy Doctor’s In urzeka, a atmosfera The Boys Are Killing Me czy Burnt Out Star urzeka i hipnotyzuje. Kompozycje cechuje niesamowita lekkość, choć na płycie nie brakuje mocnych bitów czy dobrych gitar, które nieraz uderzają dźwiękiem z pełną mocą. We wszystkich piosenkach zawarto wiele emocji, przejawiających się w ekspresyjnym sposobie śpiewania wokalisty Nicka Allbrooka. To muzyka pełna niezwykłej wrażliwości.

Przepraszam za wszystko co zrobiliśmy / Przepraszam za cześć oddawaną królowej, cześć oddawaną pistoletom. To fragment tekstu Shame. W pozornie opowiadające o miłości teksty zostały wplecione odniesienia do problemów z jakimi zmaga się dzisiejszy świat, maczyzmu, poczucia wstydu, winy i odpowiedzialności za wyrządzoną krzywdę. To teksty napisane z celnością, potrafiące kiedy trzeba trafić w czuły punkt czy wytknąć błąd bez uciekania się przy tym wyrazy nacechowane emocjami. Tasmania, wyspa w Australii jawi się w tytułowym utworze jako raj, choć w kontekście ucieczki, miejsca do którego ludzie będą podróżować gdy w atmosferze ziemskiej zabraknie ozonu. W tekście do The Boys Are Killing Me pojawia się odniesienie do najtragiczniejszej w historii Australii masakry z użyciem broni palnej w Port Artur z 1996 roku. W Burnt Out Star mowa o 1917 roku, kiedy to Australią targały poważne problemy społeczno-ekonomiczne, związane nie tylko z I Wojną Światową. Wokalista zdaje się przestrzegać, aby ludzie nie zapominali o przeszłości.

Niesamowita wrażliwość przejawiająca się w tekstach i ogólnie w kompozycjach robi duże wrażenie. Podobnie prześwietne brzmienie oraz tak piękny w twórczości Pond psychodeliczny klimat elektroniki zmieszanej z rockiem. Jak to wszystko pięknie brzmi. I wydaje się, że do tego albumu będzie się wracać często.