Miki Berenyi z Lush, KJ Moose McKillop z Moose, Mick Conroy z Modern English i Justin Welch z Elastica –  z tak mocnym składem mogło zapewnił bardzo profesjonalne podejście do muzyki. Słychać to dobrze na debiucie zespołu pt. Brickbat.

Wydawnictwo jest dość mocno zanurzone w brzmieniach z lat 9o. Wspaniale miesza ze sobą rock alternatywny i echa shoegaze’u słyszalne w niektórych utworów. Każda kompozycja na Brickbat jest też niesamowicie melodyjna. Atmosferyczny głos Berenyi niesie ze sobą dużo emocji i pasji. Dzięki wspomnianym melodiom (trudno je potem przestać nucić)  i dużym pokładom energii zawartym w utworach albumu słucha się świetnie. 10 bardzo dobrze skomponowanych piosenek w pewien sposób porywa swoim brzmieniem. Brickbat rozpoczynają dźwięki przesteru, wyraźna linia basu i wyklaskiwany rytm: to This Must Be Bedlam. Niewymuszona lekkość tych piosenek w pewien sposób urzeka i można śmiało stwierdzić, że to album stworzony dla przyjemności. Nie sili się na zbytnią odkrywczość. Pozwala muzyce płynąć. Village Of The Damned wyróżnia się rytmem kojarzącym się chwilami ze ska i motywem trąbki, żywiołowe Never Enough i Run For Your Life mają w sobie coś z  indie rocka, a singlowe What’s Next i Everlastingly Yours w pełni przekonują o przebojowości tej płyty, podobnie jak Hated By The Powers That Be. W What’s Next i Hated By The Powers That Be  zgrabnie wykorzystano syntezatory nadając całości jeszcze więcej melodyjnościBardzo dobrze brzmią też Blameless i She’s Unreal. Shoegaze’ujące gitary i wokal Berenyi są przepięknie klimatyczne. Z tym, że o ile Blameless zaskakuje delikatnością i cudną partią skrzypiec, o tyle She’s Unreal zdaje się uderzać klasycznie shoegaze’ową falą dźwięku. Wspaniałe zakończenie.

Piroshka zaskakuje wspaniałą energią i melodyjnością kompozycji. Fantastyczne brzmienie zespołu bardzo angażuje. A członkowie zespołu profesjonalnie, z lekkością i pasją przetwarzają gitarowe brzmienia lat 90. Brickbat to album, który spodoba się nie tylko fanom macierzystych formacji muzyków.