Po czterech wypełnionych koncertami latach meksykański garage punkowy zespół Le Butcherettes powrócił z nową płytą pt. bi/MENTAL. Skład zespołu się zmienił, muzycy udzielali się w różnych innych projektach, m.in. w Crystal Fairy czy CocoVera, by nie wspomnieć o licznych projektach braci Riko i Marfreda Rodríguez-Lópezów. Brzmienie zespołu pięknie się rozwija.

To właśnie Marfred Rodríguez-López został nowym basistą zespołu, zastępując jednocześnie Riko, który w zespole gra teraz na gitarze, syntezatorach i trąbce. Tym razem album został wyprodukowany nie przez, jak to miało miejsce wcześniej, Omara Rodríguez-Lópeza, a Jerry’ego Harrisona z Talking Heads i The Modern Lovers. bi/MENTAL łączy w sobie energię, żywiołowość, melodyjność i mrok. Syntezatory i keyboard (oraz okazyjnie trąbka, np. w father/ELOHIM) świetnie dopełniają brzmienie gitar i mocno wyeksponowaną w każdym utworze linię basu. Na wydawnictwie nie ma typowo punkowych i surowych piosenek – nacisk postawiono na budowanie mroczniejszego klimatu, najlepiej wyrażonego w tekstach piosenek, opowiadających o relacjach wokalistki Teri Gender Bender z jej rodzicami, szczególnie matką chorującą na chorobę afektywną dwubiegunową. W ekspresyjnym śpiewie i okrzykach wokalistki można usłyszeć desperację i natężenie emocji.

W aranżacjach na płycie zespół próbował dobrze oddać stan umysłu wpadającego w szał człowieka i całkiem dobrze mu się to udało. Ciężar kompozycji jest odpowiednio wyważony dzięki świetnym melodiom. Słychać, że zespół jest bardzo zgrany. W każdym z utworów jest też coś przebojowego, co sprawia, że nie sposób o nich później zapomnieć. Choć nie jest to bardzo zaskakująca czy przełomowa w dyskografii zespołu płyta, broni się ona solidnością brzmienia oraz energią zawartą w kompozycjach.  Pojawia się na niej trzech gości: Jello Biafra melorecytuje w otwierającym płytę spider/WAVES, w hiszpańskojęzycznym la/SANDÍA można usłyszeć chilijską wokalistkę Mon Laferte, a Alice Bag z zespołu The Bags śpiewa w mother/HOLDS. Cała trójka muzyków wnosi dużo świeżości i mocy do tych utworów. Zaaranżowany na gitarę akustyczną in/THE END równoważy moc pozostałych kompozycji swoją delikatnością, a kończący płytę /BREATH ucina się gwałtownie, zaskakując nagłą ciszą.

Trudno znaleźć słabe elementy na płycie tak solidnej i spójnej. Być może nie jest to płyta innowacyjna czy zaskakująca, ale jej brzmienie mocno zapada w pamięć. Melodyjność i przebojowość miesza się w każdej kompozycji z ciężarem i mocą. To, oraz ekspresja i emocje w głosie wokalistki składają się na bardzo intensywne i dojrzałe dzieło, którego warto posłuchać i do którego warto będzie wracać.