Deerhunter to zespół poszukujący. Brzmienie zespołu ewoluuje z płyty na płytę i ich pierwszy od czterech lat album nie jest tego wyjątkiem. Przy tym ich muzyka nie traci muzyki elementu charakterystycznego, rozpoznawalnego tylko w ich twórczości.

Ważną rolę na płycie odgrywają instrumenty klawiszowe, na przykład klawesyn na którym, w singlowym Death in Midsummer, zagrała Cate Le Bon. Ponadto, wokalistka zaśpiewała w Tarnung, a w No One’s Sleeping zagrała na mandolinie. Wciąż obecne w nowych piosenkach gitary brzmią jakby skromniej i delikatniej, choć z odpowiednią dozą psychodelii, wyrażoną między innymi w zamykającym płytę Nocturne. Wydawnictwu nie można odmówić melodyjności. Wszystkie piosenki są pełne przyjemnych i nośnych melodii, kontrastujących z tekstami napisanymi przez wokalistę Bradforda Coxa. A te wyrażają niepokój wobec niepewnej i niekomfortowej sytuacji na świecie, choć robią to w sposób bezpośredni-muzyk w jednym z wywiadów zaznaczał, że nigdy nie czuł się i nadal nie czuje się upoważniony do komentowania spraw społecznych i politycznych bardziej niż inni ludzie. Czasem jednak zaprzecza sam sobie. W No One’s Sleeping pojawiają się odniesienia do Jo Coxa, członka brytyjskiego rządu zamordowanego w 2016 roku przez przez chorego psychicznie mężczyznę powiązanego z ruchem neonazistowskim. Element to elegia do ekologii, a What Happens to People opowiada o śmierci emocji w relacjach interpersonalnych. Dziwny nastrój wyrażony w tekstach odbija się najbardziej we wspomnianej wcześniej psychodelii obecnej w każdej piosence na płycie.

Eksperymentalny charakter twórczości grupy najbardziej przejawia się w najbardziej niepiosenkowym Détournement czy instrumentalnym (na syntezatory i perkusję) Greenpoint Gothic. Why Hasn’t Everything Already Disappeared? reprezentuje bardzo dobry poziom techniczny, a wszystkie wspomniane wcześniej elementy stanowią o jej dobrym odbiorze i jakości. Mimo wszystko ma się wrażenie, że kompozycje mogłyby angażować bardziej niż to robią. Być może trochę dłuższa przerwa między Fading Frontier, a najnowszym albumem studyjnym grupy sprawiła, że oczekiwania wobec ich muzyki wzrosły. Łagodniejsze brzmienie przekonuje mniej, chociaż nadal w pewien sposób przykuwa uwagę.

Na ósmym wydawnictwie Deerhunter kontynuuje muzyczną ewolucję, łagodząc brzmienie i nadając mu niepokojąco urokliwego, psychodelicznego wydźwięku. Każda z dziesięciu kompozycji na płycie jest całkiem melodyjna i nośna, co kontrastuje z przesiąkniętymi niepokojem tekstami. Album nie zaskakuje, ale też nie rozczarowuje. Jest zwyczajnie dobry.


administrator

Zakochany w zimnych i melancholijnych dźwiękach, choć nie ogranicza się muzycznie. Ciągle ze słuchawkami na uszach. Z wykształcenia tłumacz języka angielskiego. Stworzył Wytwórcę Nadmiernego Smutku: najpierw na Facebooku, później zaczął pisać bloga. Przez dwa lata samodzielnej działalności opublikował 194 wpisy. Skromny i ambitny, pisze wiersze do szuflady, a gdy tego nie robi i nie słucha muzyki, siedzi w kinie. W muzyce próbuje znaleźć coś co przemówi do jego (nad)wrażliwości i często stawia na emocje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *