Warszawa, klub CH25. Noc. Parę godzin po koncertowej premierze ich pierwszego długogrającego albumu Szum, członkowie zespołu Zwidy siedzą przy pierwszym stole po lewej od wejścia, odwróceni tyłem do szyby. Śmieją się i żywo dyskutują, a chwilę później ubierają kurtki i wychodzą na zewnątrz udzielić wywiadu. Opowiadają o swojej twórczości, koncertach i wszechobecnych w życiu emocjach.

Czy koncert w CH25 to zwiastun większej trasy?
Krzysztof Sarosiek: Plan jest taki, że z tą płytą okrążymy prawie całą Polskę, może nawet wyskoczymy na chwilę zagranicę.
Artur Koszałko: Jeśli się uda. Bo nasz zespół ma to do siebie, że nie wszystko się udaje co sobie założymy.
Krzysztof: Mamy na pewno zaklepany koncert we Wrocławiu na ten moment, parę innych też. Pogramy w lutym, intensywniej w marcu i potem jeszcze w maju. Będziemy to pewnie ogłaszać jeszcze w grudniu.
Artur: Dla nas większej trasy znaczy, że będziemy wyjeżdżać na weekendy. Każdy z nas pracuje.
Krzysztof: Tak naprawdę to będzie jakieś 9 koncertów rozbitych na trzy miesiące. Ale na przykład w maju pojedziemy w dłuższą trasę, a potem może uda się jeszcze zagrać na paru festiwalach.
Kuba Korzeniowski: Jak nas zaproszą.
Artur: Jeśli ktoś chciałby nas na festiwalu, to my bardzo chętnie. Na przykład na OFFie.

Niedawno obchodziliście 2 urodziny jako zespół. Jak zmieniały się Zwidy?
Kuba: Myślę, że naszemu zespołowi, zgodnie z tym, że już ma dwa lata, powoli zaczynają wyżynać się ząbki.
Artur: Ewoluujemy jako zespół i materiał, który prezentujemy na płycie długogrającej jest różny od tego co prezentujemy na EP-ce. Dobrze, że nie powielamy schematów obecnych na pierwszej płycie. Zmienił się sposób, w jaki robimy nowe piosenki. Na EP-ce dużo było już wymyślone wcześniej przeze mnie, przynosiłem na próby całe “szkielety” utworów. Teraz wspólnie tworzymy i to chyba słychać. I tak się stresuję przed koncertami jak się zawsze stresowałem, tu nie ma zmiany żadnej z mojej perspektywy.
Krzysztof: Dwa lata temu nie spodziewaliśmy się, że wydamy EP-kę, a potem płytę i będziemy grać koncerty takie jak dzisiaj.
Kuba: Na które przychodzą ludzie.
Artur: Nie mieliśmy nawet nadziei, że ta muzyka się przyjmie i się komukolwiek spodoba.
Krzysztof: To miało być z początku demo, tylko że Kuba też produkuje płyty, więc zrobił je całkiem ok i wyszła z tego EP-ka. Dwa lata temu zupełnie się tego nie spodziewaliśmy. Ja na pewno nie spodziewałem się, że chłopaki będą chcieli ze mną grać po pierwszej próbie.
Kuba: Z perspektywy czasu bardzo fajne jest też, że pierwszy koncert zagraliśmy w nieistniejącej już Klubojadalni Eufemia. To był właściwie jeden z ostatnich koncertów, jakie zostały tam kiedykolwiek zagrane. Właśnie nasz pierwszy koncert. Zagraliśmy tego dnia z Glamour i We Watch Clouds. Z tym drugim zespołem będziemy jechać w trasę w przyszłym roku. Chyba wszyscy zgodnie uważamy, że jest to jeden z najlepszych reprezentujących screamo w Polsce. To był początek historii, której byśmy się nigdy nie spodziewali, że podąży w takim kierunku, w jakim podążyła i wszyscy się z tego powodu cieszymy.

Opowiedzcie o pracy nad Szumem.
Krzysztof: Ta płyta powstawała bardzo długo.
Kuba: Założyliśmy sobie na początku tego roku, że chcielibyśmy tę płytę wydać gdzieś na jesieni albo pod koniec roku. Utwory, które znalazły się na płycie graliśmy już na koncertach. Już na etapie mniej więcej wiosny większość z nich funkcjonowała na naszych próbach.
Krzysztof: Pięć z ośmiu kawałków zdążyliśmy zagrać na koncertach. Część z nich potrzebowała trochę więcej czasu, żeby je dopracować. Na przykład Na szczęście został stworzony na ostatniej próbie przed nagraniem. Szum ilustruje to, co wszyscy robiliśmy przez dwa lata. Dwa kawałki powstały praktycznie zaraz po nagraniu muzyki na EP-kę, jeszcze przed jej wypuszczeniem. Graliśmy je na naszym pierwszym koncercie. Jeden kawałek powstał dwa tygodnie przed nagraniem płyty. Dużo pracowaliśmy przez dwa lata i to nie tylko jako zespół. Nie mamy dużo czasu na nagrywanie muzyki.
Artur: Generalnie nie mamy za dużo czasu na granie muzyki.
Krzysztof: Dlatego te osiem kawałków powstawało na przestrzeni dwóch lat.
Artur: A później nagraliśmy wszystko w trakcie jednego weekendu.
Kuba: Poświęciliśmy jeden weekend na nagranie strony instrumentalnej i większości wokali do tych utworów. Realizacją zająłem się ja. Nagrań dokonaliśmy w studiu Wieloślad. Cały materiał na tę płytę został nagrany na żywo, na setkę, co też jest moim zdaniem dość istotne, bo nie każdy zespół decyduje się na taką metodę nagrywania. Chcieliśmy, żeby ta płyta była jak najbardziej zbliżona do tego jak gramy na koncertach. Poza paroma zagranymi dodatkowo partiami gitary, wszystko jest na płycie tym, czego słuchacz może spodziewać się na koncercie.

Teraz Wam się lepiej nagrywało?
Krzysztof: Zdecydowanie. EP-ka powstała tylko po to, żeby mieć jakikolwiek materiał do wysyłania organizatorom koncertów.
Artur: Żebyśmy mogli zagrać koncerty. Co ciekawe, później jak ludzie przychodzili na nasze koncerty, mówili To bardzo dziwne, że zdecydowaliście się nagrać EP-kę zanim zaczęliście grać koncerty. Zaczęliśmy jakby w ciemno – zawsze jak grasz koncert to wiesz, czy ludziom się to podoba czy nie.
Kuba: Ta EP-ka miała ukazać się przed naszym pierwszym koncertem, ale prace nad miksem się przedłużyły, zajęło mi to dodatkowe dwa i pół tygodnia.
Krzysztof: Nagrywając EP-kę byliśmy bardzo niedoświadczeni. Mogę powiedzieć o sobie, o Arturze. O Kubie może nie.
Kuba: Dobrze, że mnie w to nie mieszasz.
Krzysztof: Tak, Kuba jest bardzo doświadczonym muzykiem.
Kuba: Można powiedzieć, że jestem młodym weteranem.
Krzysztof: Najmłodszy z nas.
Artur: A gra już 35 lat.
Krzysztof: Do nagrania longplaya już wszyscy podeszliśmy z pewnością, że umiemy to zrobić.
Artur: Pewność była tylko u Krzyśka i Kuby, ja nie byłem pewny.
Krzysztof: Myślę, że umiejętności były dużo większe niż dwa lata temu.
Artur: To pewnie tak, bo jesteśmy bardziej zgrani jako zespół i tak jak wspominał Kuba, nagrywaliśmy płytę na setkę. Chcieliśmy też, żeby energia, która jest na koncertach, była na płycie. Wydaje mi się, że się nam udało. Jak ktoś przyjdzie na koncert, może sobie porównać.

Jak pracujecie nad tekstami piosenek?
Artur: Zawsze pisanie tekstów zostawiamy na koniec. Dla mnie jest to zdecydowanie najtrudniejsze, bo nie chcę, żeby były cienkie. Uważam, że na EP-ce teksty są bardzo spoko, i takie też mieliśmy informacje od ludzi, którzy nas słuchają. Staramy się, żeby miały one sens, a piszemy w języku polskim, co zdejmuje filtr języka i wszystko jest bardziej bezpośrednie.
Krzysztof: Podział jest taki: okej, gram sobie trudną partię, nie będę w stanie śpiewać, Ty tutaj coś wymyśl. Albo: nie mam weny, więc Ty coś wymyśl.
Kuba: A ponieważ każdy ma tyle różnych problemów, o których może pisać dużo piosenek, to przychodzi z łatwością.
Artur: Ja na przykład mam ostatnio bardzo fajne życie i ciężko mi się pisało.
Krzysztof: Napisałem tekst do Na szczęście ponieważ ostatnio zupełnie nie jestem smutny. Moje życie to pasmo bardzo miłych chwil.
Artur: Podmiot liryczny zastanawia się w tym utworze i właściwie jest tak dobrze, że boi się, że umrze.
Krzysztof: I to jest prawda. Kiedy staję się szczęśliwy, zaczynam się bać, że kiedyś umrę i w sumie to już niedługo. Poza tym ten tekst opowiada o mnie kiedyś. Jak nagrywaliśmy EP-kę, to wszyscy byliśmy bardzo smutni. Paradoksalnie EP-ka sprawiła, że przestaliśmy być smutni. Nabraliśmy pewności siebie. EP-ka pomogła nam w innych częściach życia.
Kuba: Ja jestem dalej smutny.
Artur: Granie tej muzyczki sprawia nam dużo radości.
Krzysztof: I to wpłynęło na nasze ogólne szczęście. Podczas nagrywania tej płyty [Szumu; przyp. red.] stworzenie tekstów wymagało zatem trochę więcej pracy niż poprzednio.
Artur: Smutek właściwie objawia się też w momentach, gdzie paradoksalnie jesteś szczęśliwy, na zasadzie kontrastu. Przykładowo, będąc szczęśliwym walczysz, żeby ten smutek się nie pojawił, więc o nim siłą rzeczy myślisz.
Krzysztof: Smutek nie jest jednoznacznie złą emocją, tak samo jak szczęście nie jest jednoznacznie dobrą.
Artur: Tak. Nie ma szczęścia bez smutku.
Krzysztof: Smutek jest bardzo budującą emocją. Tak samo gniew. Ludzie uznają te emocje za bardzo złe, a wcale tak nie jest. One zmuszają do działania. Kiedy jesteś szczęśliwy, praktycznie nic nie robisz ze swoim życiem. Nie istnieje coś takiego jak oś, na której na jednym końcu jest smutek, a na drugim szczęście. Są jeszcze części poza nimi. Jest dużo smutku w szczęściu i szczęścia w smutku.
Artur: O tym jest właśnie Szum.

A gdyby tak się wyłożyć i umrzeć w tym skwarze, tysiące ludzi dookoła, nikt nie zauważy. Skąd takie spostrzeżenie we Władysławowie?
Krzysztof: Przez całą swoją młodość jeździłem na wakacje do Władysławowa. Gdy obudujesz się swoim parawanem we flamingi czy reklamę papierosów na zatłoczonej plaży, gdzie musisz wstać o szóstej rano, żeby mieć na niej swoje miejsce, możesz umrzeć i nikt tego na pewno nie zauważy. Będziesz tam leżał trzy dni. Nawet ratownik na swojej wieży nie zauważy, że ktoś tam nie żyje. Wszyscy mają się w dupie. Rozumiem i nie oceniam tego: kiedy przez cały rok pracujesz w miejscu, którego nienawidzisz, w którym nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, tylko od Ciebie wymaga, jak jedziesz na wakacje to chcesz się zająć sobą. I to jest ok.
Artur: Podobnie w piosence W wolnym czasie marnuję potencjał. Tekst miał mieć dalszą część. Po Mam dosyć szumu na ulicach i w głowie/ Chciałbym się zamknąć w pokoju bez okien miało być Z książkami, filmami, skupić na sobie. Człowiek ma swoje problemy, często związane też z innymi ludźmi. Bezpośrednio oddziałuje na nas wszystko co się dzieje, a człowiek chciałby mieć czas dla siebie. I o tym jest ta piosenka.
Krzysztof: Nie oceniamy tego, że jest znieczulica. Nie możemy przez cały rok zajmować się wszystkimi, tylko nie sobą.
Artur: Natomiast żyjemy w trudnych czasach, więc jak nie będziemy się wspierać, to będziemy jeszcze bardziej w dupie niż jesteśmy.

Przejdźmy do weselszych tematów. Jak się wam współpracowało z Crywank?
Krzysztof: To są nasi wielcy przyjaciele.
Kuba: To ludzie o niesamowitym przekroju charakterologicznym. Dla mnie są jak postacie z kreskówek. Jak Flip i Flap, ale z krwi i kości. Śniąc swój sen o graniu wszędzie gdzie się da.
Artur: A my go odkładamy.
Kuba: Crywank gra praktycznie na całym świecie.
Krzysztof: Pierwszy koncert jaki zagraliśmy z Crywank odbył się w Warszawie i ja go organizowałem. Nie chcę mówić za dużo, ale w przyszłym roku też ich zobaczymy w Polsce i też z nami. To wielcy ludzie i bardzo nas wspierają.
Artur: Podziękowałem Danowi [Watsonowi, perkusiście Crywank; przyp.red.] po zagraniu koncertu w Berlinie za danie nam szansy. Prawda jest taka, że gdybyśmy sami sobie chcieli zorganizować taki koncert, zagralibyśmy go prawdopodobnie dla nikogo. Albo dla obsługi. Mieliśmy okazję z nimi zagrać i oni traktowali nas jakbyśmy byli bardziej doświadczonym zespołem, niż jesteśmy w rzeczywistości.
Krzysztof: To co powiem, to trochę fanboyizm, ale jak przed koncertem w Warszawie chłopaki spali u mnie w domu, James [Clayton, przyp.red] chodził po nim i śpiewał nasze piosenki. To było cudowne. Zapoznał się wcześniej z naszą muzyką!
Artur: Dostaliśmy zresztą od niego maila o tym, że słucha EP-ki.
Krzysztof: Cały czas mamy z nimi [z zespołem; przyp.red] kontakt. Planujemy dużą, wspólną trasę w przyszłym roku.
Artur: Ale czy wyjdzie, to nie wiemy. Jestem największym pesymistą w tym zespole. Jeśli coś się uda, to się bardziej cieszę, a jeśli nie, to nie jestem aż tak bardzo zawiedziony. Zawsze jestem zawiedziony, ale wtedy mniej. Crywank to doskonali muzycy. Umiejętności Jamesa na gitarze to jest jakiś kosmos, a Dan jest doskonałym perkusistą. Ponadto są bardzo miłymi ludźmi. Bardzo wierzą w kulturę DIY i wszystko robią sami. Organizują sobie koncerty sami, a to jest naprawdę duży zespół.
Krzysztof: Przyciągają na koncerty setki ludzi, i mają dziesiątki tysięcy fanów na Facebooku, a wszystko robią sami. Sam zamawiałem w Polsce koszulki, które potem sprzedawali, bo nie mają firmy, która to robi. Robił to koleś, który robi koszulki też dla nas. Także to jest wielka sprawa.
Kuba: Żeby było śmiesznie, to wszystkie koszulki rozeszły się pierwszego dnia, w Warszawie.
Artur: Zostało trochę, ale niewiele. W Berlinie mieli tylko jedną.
Krzysztof: To świetni muzycy. Dan grał też w zespole Gnod, którego jestem olbrzymim fanem. Dowiedziałem się tego przez przypadek, trzeciego dnia trasy [śmiech]. Zapytałem Dana: Grałeś w Gnod? On odpowiedział: Tak i opowiedział całą historię związaną z jego graniem. To był chyba najlepszy moment związany z graniem muzyki, jaki przeżyłem. Okazało się, że jadę sobie od trzech dni w busie ze swoim idolem.
Artur: Słuchałem Crywank wcześniej i się bardzo jarałem. To, że mało jest zespołów, które grają w takim stylu jak my, sprawia, że możemy zagrać z podobnymi zagranicznymi zespołami jako support. Tak było z Pile, albo właśnie Crywank, bo oni grają emo. Płytkę z jamnikiem [Tomorrow Is Nearly Yesterday and Everyday Is Stupid z 2015 roku;przyp.red.] faktycznie męczyłem wiele razy.