7 grudnia. Ważna data w kalendarzu zespołu Zwidy. Tego dnia, w warszawskim klubie CH25, odbył się koncert zorganizowany z okazji premiery Szumu, ich pierwszej długogrającej płyty. Oprócz nich zagrały jeszcze zespoły Lukier i daysdaysdays. Razem z panującym na zewnątrz jesienno-zimowym klimatem, muzyka stworzyła mieszankę wybuchową.

Lukier
Koncertem w CH25 Lukier debiutował na scenie pod obecną nazwą. W ich muzyce słychać, że dopiero zaczynają, jednak warto zwrócić na nich uwagę, choćby dla energii wywoływanej dzięki ich graniu. Głośne, gitarowe brzmienie Lukru wyróżnia się dzięki dwójce wokalistów – Katarzynie Nowakowskiej i Marcinowi Kornackiemu. Szczególnie Nowakowska dobrze śpiewała, a jej głos był pełen ekspresji. Pomiędzy żywiołowymi utworami można też było usłyszeć piosenkę do przytulania. Wokalistka zachęciła wtedy do wzajemnego przytulenia się, a pod koniec koncertu wspomniała Za tydzień nagrywamy pierwszy singiel. Można założyć, że dogranie się i udoskonalenie brzmienia to dla zespołu tylko kwestia czasu. Warto więc słuchać Lukru i śledzić ich drogę w muzyce. A samych muzyków czeka sporo pracy, ale jej efekty mogą być bardzo przyjemne. W CH25 energia udzielała się całej publiczności, a cały set rozbudził apetyt na więcej.

daysdaysdays
Muzycy z daysdaysdays zdecydowanie wiedzą jak przekuć emocje w niezwykle intensywne dźwięki. Zespół reprezentuje porządne i mocne emo. I to właśnie emocje i ekspresyjność w ich brzmieniu – oraz w głosie wokalisty i perkusisty Jacka Lodiego Piątkowskiego – przykuwają uwagę i decydują o ostatecznym odbiorze ich muzyki. Podczas koncertu w CH25 można było usłyszeć między innymi piosenki z ich demo,  takie jak świetnie i pełne melodii Spać. To zresztą była jedyna piosenka po polsku, którą zespół zaprezentował tamtego wieczoru. Tak jak na płycie, większość utworów śpiewane było po angielsku. Śpiew często przechodził w krzyk, a pośród publiczności pojawiły się osoby zdecydowane na urządzenie sobie małego pogo. Set daysdaysdays naprawdę wyzwalał dużą ilość energii. Muzycy na scenie wykazywali dużo luzu, często żartując, co wpływało na jeszcze lepszy odbiór koncertu. Warto słuchać tego zespołu i słuchać ich muzyki; daysdaysdays razem z Lukrem wspaniale przygotowali publiczność na ostatni koncert wieczoru – Zwidy.

Zwidy
Finał musiał być wybuchowy. Zwidy rozpoczęły swój koncert cudzym utworem. Był to właściwie fragment Collossusa IDLES. Kawałek przeszedł w Ostatnie pięć lat i publiczność przywitała zespół. Troje muzyków zagrało niezwykle energetyczny i pełen ekspresji koncert, pokazując tym samym wszystkim zgromadzonym w klubie jak wiele emocji potrafi zmieścić się w jednej piosence. Później Zwidy nie zwolniły i świetny Cital jeszcze bardziej ożywił publiczność. Wspomniane emocje kumulowały się już podczas dwóch wcześniejszych koncertów, bo przecież zarówno Lukier jak i daysdaysdays dobrze wiedzą jak zawrzeć je w swojej twórczości. Tym razem jednak, może to za sprawą tekstów piosenek, a może samej gry, najbardziej przemówiła autentyczność i szczerość tej muzyki, oraz widoczne na scenie zaangażowanie (swoją drogą poprzednim zespołom również nie można odmówić oddania muzyce) i charyzma. W pewnym momencie basista i wokalista Krzysztof Sarosiek wspomniał o niedawnych 2 urodzinach zespołu i przyznał, że po pierwszej próbie nawet nie myślał, że będzie grać z pozostałymi członkami zespołu, a co dopiero, że po dwóch latach będą mieli wydane EP-kę i płytę. Na koncercie premierowym można było usłyszeć wszystkie utwory z płyty Szum, a oprócz nich również Polipa, 4:35 i zagrane na koniec Częściej wychodzę z siebie niż ze strefy komfortu. Każda z kompozycji na żywo brzmi rewelacyjnie. Te piosenki zawierają w sobie potężną dawkę emocji i energii, najbardziej słyszalne we Władysławowie i Na szczęście. Niedopowiedzeniem byłoby stwierdzić, że cały set Zwidów był po prostu bardzo dobry. Trzeba cenić tyle szczerości, emocji i energii na scenie i w muzyce, ile oni dają z siebie. Bo w CH25 zagrali fantastycznie.

Premiera na żywo płyty Szum i towarzyszące im koncerty Lukru i daysdaysdays wypadły niesamowicie dobrze. Właśnie występy w mniejszych pomieszczeniach, gdzie bariera pomiędzy artystą a publicznością się zaciera najbardziej zapadają w pamięć. Warto zapamiętać sobie każdy z tych zespołów i śledzić ich dalsze poczynania.