Na najnowszym wydawnictwie Meli Koteluk melodyjność kompozycji przeplata się z ich zaskakującą nastrojowością. To całkiem przyjemne połączenie.

Lekkość utworów zawartych na Migawce w pewien sposób urzeka, podobnie jak ich spokój i delikatność. O ile singlowe Odprowadź to raczej bezpieczny wybór (choć przebojowy i dobry, to reprezentujący brzmienie typowe dla twórczości wokalistki) o tyle reszta albumu już nie jest tak oczywista. Nowe elementy są wprowadzane stopniowo: czy to w trwającym 6 minut, melancholijnym Losie hipokampa z nawarstwiającym się (co koresponduje z tekstem) motywem muzycznym, czy nucenie w uroczym Tańczę, przepływam oddające nastrojowość utworu o szukaniu swego miejsca w życiu. Zmiany tempa pod koniec Ja, fali również zdają się nieprzypadkowe i mogą być odczytane jako muzyczna ilustracja tekstu. Bądź odwrotnie: zależnie od procesu kompozycyjnego.

Pełne uroku i niezwykle nośne Hen, hen to jeden z najlepszych kawałków na płycie. Zdaje się, też że Koteluk i towarzyszący jej zespół określili na Migawce własny styl, najlepiej słyszalny we wspomnianym wcześniej Odprowadź, a także w bardzo melodyjnych Doskonale, Ogniwie i Aha. Co nie oznacza, że nie muzycy mogą przestać poszukiwać. Pozytywna energia płynąca z żywszych kompozycji w przyjemny sposób miesza się z melancholią, której na Migawce, wbrew pozorom, nie brakuje. Większość aranżacji jest stonowana, a całość zamyka utwór Janie, w którym przewodzące instrumenty smyczkowe kreślą smutne, dźwiękowe obrazy.

Wszystkie wspomniane wyżej elementy stanowią o ostatecznym odbiorze Migawki. To płyta pełna przyjemnych i nastrojowych piosenek. Przebojowość miesza się tam z delikatnością, a nośne i pełne melodii aranżacje kryją w sobie melancholię. I trudno czasem oprzeć się takiemu połączeniu.