Piąty album studyjny Unknown Mortal Orchestra ma bardzo eksperymentalny charakter i zdecydowanie odstaje (w dobrym tego słowa znaczeniu) od tego, co zespół prezentował do tej pory. To brzmienie łączące jazz z rockiem.

IC-Hanoi powstało w całości w stolicy Wietnamu, Hanoi, a pomysł na ten instrumentalny album zrodził się podczas sesji nagraniowej płyty Sex & Food. Każdy z utworów na wydawnictwie to istna wirtuozeria dźwięków, często w formie free jazzu, z wykorzystaniem świetnie brzmiącej skrzydłówki, saksofonu i klimatycznych wstawek klawiszowych. Warto zaznaczyć, że w nagraniach trójkę muzyków wsparł ojciec Rubena i Kody’ego Nielsonów, Chris Nielson. W niemal każdym kawałku słychać też wkład lokalnego muzyka z Hanoi, Minha Nnguyễna, grającego na tradycyjnych instrumentach wietnamskich Sáo Trúc i Đàn Môi oraz na wietnamskiej perkusji. To właśnie wspomniany wyżej saksofon Nielsona i egzotyczne dla kultury zachodu instrumenty sprawiają, że wszystkie utwory brzmią wyjątkowo. Zespół odwołuje się do swoich psychodelicznych korzeni, a za swoje inspiracje w tworzeniu materiału na płytę podaje Milesa Davisa, krautrock i muzykę awangardową. Ten wyraźny rozstrzał słychać w eksperymentalnej i pochłaniającej uwagę formie, najlepiej ujętej w niesamowitym, singlowym Hanoi 6.

Wszystkie utwory reprezentują coś trochę innego, a mimo to cudownie się ze sobą zgrywają. Hanoi 1 jest szybkie i szalone, Hanoi 2 bardzo melodyjne, a gitary w tym kawałku brzmią bardzo orientalnie. Sáo Trúc w Hanoi 3 dodaje piosence niesamowitego klimatu. Hanoi 4 brzmi już jak porządny krautrock, choć i tam można usłyszeć tradycyjne instrumenty wietnamskie. W ciężkim od basu Hanoi 5 przewodzą instrumenty dęte, a kończące płytę Hanoi 7 brzmi bardzo psychodelicznie. Całość to piorunuje pięknem dźwięków.

Druga wydana w tym roku płyta Unknown Mortal Orchestra należy do tych, które z każdym przesłuchaniem brzmi coraz lepiej. To zdecydowanie zespół świetnych instrumentalistów, nie bojących się eksperymentować z dźwiękiem.