Jednym z najważniejszych punktów muzycznej części tegorocznej edycji krakowskiego festiwalu ARS LATRANS, oprócz świetnych koncertów Gverilli, Bluszczu, MIN t i Raja Blah, był projekt Miami Vice Orchestra. Muzycy z takich zespołów jak między innymi Clock Machine, So Flow czy Smoking Barrelz wykonywali na scenie przeboje lat 80.

Projekt został powołany do życia specjalnie na tę okazję przez Nikodema Dybińskiego i Piotra Wykurza. Za ich sprawą wszyscy zgromadzeni na sali w Forum Przestrzenie mogli poczuć się jak w Miami. Na żywo zabrzmiały piosenki, które zna niemal każdy, największe hity lat 80. Projekt w obszernym składzie – Michał Marczak, Jakub Wojtas, Damian Raźny, Igor Walaszek, Łukasz Kastelik, Konrad Nikiel, Runforrest, Gypsyandtheacidqueen, Karolina Teernstra, Mateusz Mazurkiewicz, Krzysztof Maria Wysocki, Dorota Biłka, Patryk Pater, Filip Pietrek, Szymon Paciora, Alex Clov, Mateusz Czaja, Emilia Skrzypiec-Steblik i Aga Grembowiec –  doskonale prezentował się na scenie i zadbał o to, by publiczność dobrze się bawiła.

Koncert rozpoczął się od wykonania przez część projektu Crockett’s Theme: motywu muzycznego z Miami Vice II. Później na scenie pojawił się debiutujący w roli frontmana (bez zwykle towarzyszącej mu gitary) Konrad Nikiel, basista Clock Machine. Muzyk brawurowo wykonał piosenkę The Whispers And the Beat Goes On. Reakcja publiczności była jak najbardziej entuzjastyczna. Nikiel tchnął dużo życia w ten funkujący numer. Również sekcja dęta dała dużo klimatu. Następnie na scenę wyszła wokalistka So Flow Karolina Teernstra, by wywołać burzę oklasków swoją wersją kultowego Self Control Laury Branigan. Utwór zabrzmiał przepięknie i można by pokusić się o stwierdzenie, że nawet lepiej od oryginału. Wszystko dzięki świetnemu głosowi Teernstry. Wokalistka pięknie zaśpiewała też Last Night a D.J. Saved My Life grupy Indeep.  W utworze wstawkę wokalną miał Piotr Wykurz.

okoko

Konrad Nikiel podczas wykonywania And the Beat Goes On / fot. Mateusz Stypuła

Bezbłędnie wybrzmiał znany chyba wszystkim na sali Out of Touch duetu Hall & Oates wykonany przez Łukasza Kastelika z Dziewcząt. Piski wśród żeńskiej publiczności wywołało pojawienie się na scenie kolejno Runforresta i Igora Walaszka. Pierwszy zachwycił fantastycznym wykonaniem In The Air Tonight Phila Collinsa, a drugi podkręcił atmosferę energicznym Wanna Be Startin’ Somethin’ Michaela Jacksona. Na zakończenie Gypsyandtheacidqueen porwał publiczność pierwszorzędną wersją Let’s Dance Davida Bowiego. Podczas utworu niemal wszyscy śpiewający tamtej nocy muzycy wyszli na scenę, przedstawili zgromadzonym na sali ludziom cały zespół i podziękowali za przybycie.

Każdy z wykonawców wystąpił w stylizacji na lata 80. Niektórzy wyglądali bardzo przekonująco. Dodatkowo zespół grał na syntezatorach z tamtych lat. Klimat Vice City dało się odczuć nie tylko dzięki wspaniałej muzyce. Pomiędzy wykonaniem poszczególnych piosenek można było usłyszeć pełne przekleństw i przemocy, gangsterskie, alternatywne historie bohaterów GTA Vice City, między innymi Tommiego Vercetti i Sonnego Forelli. Reakcje publiczności były bardzo ciekawe, choć raczej entuzjastyczne. Większości takie interludia kojarzyły się z PRO8L3Mem, ponieważ muzycy na swoim Ground Zero Mixtape umieścili przerywniki w podobnym stylu. Można też było usłyszeć ludzi mówiących między sobą, że to alternatywna historia z Tonego Montany, bohatera filmu Człowiek z blizną. Niezależnie od tego, takie rozwiązanie kwestii ciszy pomiędzy kolejnymi wykonaniami dobrze się sprawdziło.

Miami Vice Orchestra postarała się by każdy mógł spędzić noc w Vice City i przeżyć. Koncertowi projektu towarzyszyła wspaniała atmosfera, a wszystkie piosenki zabrzmiały rewelacyjnie. Takie wydarzenia zdecydowanie zapadają w pamięci.