8 sierpnia 2018 roku Iglooghost wydał dwie EP-ki, a Steel Mogu to druga z nich. Zestawiona z Clear Tamei, mogłaby stanowić jej mroczniejszą stronę. Brzmienie i klimat się ochłodziły, nie zmieniła się jednak moc tych dźwięków.

Uderzający po uszach bas i efekty imitujące deszcz: tak prezentuje się intro First Vōids. Kawałek płynnie przechodzi w tytułową Steel Mogu, drum’n’bassową perełkę. Natężenie basu i siła jaką niesie ze sobą ten numer sprawiają, że chce się słuchać tego bez końca. Właśnie basy zdają się tu być mocniejsze niż kiedykolwiek u Iglooghosta. Następny Black Night Ultra to już świeży glitch hop najwyższej jakości, urzekający atmosferą, mocą bitów i dziwnym klimatem. Klimat kawałków odgrywa tu dużą rolę. Na Steel Mogu jest mniej cukierkowo niż na Clear Tamei. Chwilami w piosenki wkrada się melancholia i dziwne zimno. Ta muzyka wciąż jednak ma w sobie wiele uroku. Czar znajduje się w melodiach i przeróżnych efektach – a na tym krótkim albumie jest ich pełno. Chłód i dziwny, nieco melancholijny klimat można najbardziej odczuć w Mei Mode, choć jest on obecny we wszystkich piosenkach. Płyta kończy się intensywnym Niteracer. Dziwne, przetworzone wokalizy, niezrozumiałe frazy (zapewne w wymyślonym przez producenta języku), a wszystko na tle świetnej i niesamowicie dużej dawki elektroniki. Dźwięki i bas chwilami tną niczym ostrza; swoją drogą w kilku piosenkach pojawiają się efekty je imitujące.

Druga EP-ka Iglooghosta to solidne wydawnictwo zaskakujące ilością basu, nie pozbawione uroku i słodyczy, spowitej jednak dziwnym mrokiem. Noc nieprzespana, gdyby słuchać ją przy zgaszonym świetle. Dużo w niej energii przemieszanej z melancholią.