Ostatnio coraz więcej zespołów i muzyków zamiast regularnych albumów studyjnych wydaje EP-ki, albo w miarę regularnie wypuszcza pojedyncze single. To właściwie wygodniejsze i daje fanom możliwość częstszego cieszenia się muzyką ich ulubionych wykonawców. Tak zrobił Iglooghost. 8 sierpnia ukazały się jego dwie EP-ki. Pierwszą z nich jest Clear Tamei.

EP-kę rozpoczyna śpiew ptaków. Intro Påleo Mamu ze swoim wschodnim klimatem płynnie przechodzi w następny kawałek New Vectors. Wysoki, przetworzony głos powtarza wersy w wymyślonym przez muzyka języku, opowiadając o Tamei: jednym z latających bytów, towarzyszących mu czasem gdy próbuje wymyślić słowa do swoich piosenek. Ten wymyślony język pojawia się później wszędzie na tej krótkiej płycie. Słowa jednak zdają się tracić ważność przy muzyce tworzonej przez Iglooghosta.

Produkowaną przez Malliagha muzykę charakteryzuje nieokreślenie. Glitch hop, experimental, instrumentalny hip hop – nieważne jak ją nazwać – brzmienie najnowszego wydawnictwa zadziwia i urzeka. Zawarto tu mocne bity i basy, zaskakująco dużo melodii i uroku. Konsekwentnie, bo według mitologii stworzonej przez Iglooghosta, Tamei odpowiada za  same dobre rzeczy. Czarująca jest pozytywna energia wypływająca wręcz z tych piosenek oraz ich niepozorna słodkość. Dźwięki zawarte na Clear Tamei kojarzą się z przyjemnością, nienarzucającą się siłą i pięknem. W tytułowej piosence można usłyszeć rap, a sama warstwa instrumentalna (hip hopowa zresztą) rozwija się powoli i spokojnie, by w końcu dostarczyć porządnej dawki elektroniki. Całość brzmi bardzo dobrze. Ważnym punktem jest tu też Namā: kawałek brzmi wprost fantastycznie! EP-kę zamyka długi, rewelacyjny Shrine Hacker. Tu wokalnie udziela się Babii. Jej już i tak wysoki głos chwilami zostaje przetworzony by brzmieć jeszcze wyżej. Trochę słodyczy nie zaszkodzi. Zresztą w przypadku twórczości Malliagha cukierkowość jest właściwie na porządku dziennym i zadziwiająco: nie męczy. A wszystko dzięki temu jak świetnie brzmią produkcje muzyka.

Clear Tamei to wydawnictwo urokliwe, urzekające ciepłem brzmienia i jego siłą. 20 minut porywających bitów, mocnych basów, pokręconej i połamanej elektroniki. EP-ka działa na wyobraźnię.