Bass Astral x Igo
Dostaliśmy informację od Łukasza, że nie mieliśmy pełnej mocy, gdy zaczęliśmy grać. Teraz już mamy pełną moc – powiedział Kuba Tracz po wykonaniu pierwszego kawałka. Zaraz potem Igor Walaszek dodał, że niedawno wyskoczył im milion wyświetleń pod coverem Alice in Chains Would na YouTube i duet zaczął grać tę piosenkę. Ze Sceny Leśnej popłynęły elektroniczne bity. Oprócz wspomnianego coveru, na OFF-ie Bass Astral x Igo zagrali między innymi Lipstick, a koncert zakończył wykonaniem Pussy Cock & God. Duchota w powietrzu musiała rozleniwić publiczność. Oczywiście część osób tańczyła, głównie skoncentrowana pod sceną, nie można było jednak oprzeć się wrażeniu, że spora część osób przyszła na ten koncert z ciekawości. Ludzie stali z boku i przysłuchiwali się koncertowi z minami wyrażającymi zainteresowanie. W pewnym momencie wokalista stwierdził Jest tu melancholijnie, tak melancholijnie się zrobiło. Chwilę później Kuba Tracz stwierdził  że na koncertach tego typu najważniejsze jest, żeby było przyjemnie. Właściwie ma rację, atmosfera jest ważna. Mimo wszystko swoim koncertem na OFF-ie duet zdołał rozruszać i zabawić sporą część publiczności, która rozkręciła się dopiero pod koniec koncertu i wtedy ludzie zaczęli skakać do rytmu. Wcześniej tak samo dużo ludzi pod sceną i trochę dalej tańczyło, każdy na swój sposób: cieszące się muzyką i klimatem pary razem, inni sami. Bo to był właśnie przyjemny koncert.

IMG_20180805_184450

Bass Astral x Igo / fot. Mateusz Stypuła

Clap Your Hands Say Yeah
Pierwotnie projekt Aleca Ounswortha przyjechał na OFF-a zagrać w całości swoją płytę Some Loud Thunder, jednak po pięciu piosenkach Ounsworth powiedział Pierwszy raz gramy w Polsce, a mamy tylko godzinę. Zmieniliśmy trochę setlistę. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza. Ze wspomnianej płyty w Katowicach Clap Your Hands Say Yeah zagrali tylko Yankee Go Home. Później już publiczność zgromadzona pod Sceną Trójki mogła usłyszeć In This Home On Ice, Heavy Metal i The Skin Of My Yellow Country Teeth z debiutu projektu, Same Mistake i Ketamine And Ecstasy z Hysterical, Coming Down z płyty Only Run oraz Better Off z The Tourist. Piosenki z Some Loud Thunder brzmiały naprawdę dobrze. Trochę zaskoczyła inna, bardziej elektroniczna (z użyciem automatu perkusyjnego) wersja rozpoczynającego album utworu tytułowego. Próba projektu skończyła się dziesięć minut przed koncertem – na początku muzykom nie towarzyszył zbytni entuzjazm i można było odnieść wrażenie, że ciężko im rozgrzać, wczuć się w to co robią. Mogli mieć też drobne problemy natury technicznej, ponieważ po pierwszej piosence wokalista powiedział Przepraszamy, nie gramy często tych piosenek i to właśnie tak wygląda. Szybko jednak to minęło, szczególnie gdy Clap Your Hands Say Yeah zaczęli grać te szybsze piosenki. A mieli ich całkiem sporo, bo tak zmyślnie została stworzona setlista. Zgromadzeni pod sceną fani zaczęli szaleć w rytm tych alt rockowych / indie rockowych kompozycji. Publiczność reagowała entuzjastycznie, szczególnie na ostatnich trzech piosenkach. Wtedy co chwilę ktoś urządzał sobie crowdsurfing: ochrona przynajmniej się nie nudziła. Choć muzycy grali raczej w skupieniu i poza kilkoma wtrąceniami Ounswortha nie nawiązywali kontaktu z publicznością (przynajmniej podczas występu – potem to już inna historia) był to zdecydowanie porządny, bardzo dobry koncert.

ok

Clap Your Hands Say Yeah / fot. Mateusz Stypuła

Zola Jesus
Występ Zoli Jesus na Scenie Leśnej można zaliczyć do najlepszych koncertów tegorocznej edycji OFF Festivalu. Nika Roza Danilova wyszła na scenę ubrana cała na czerwono z zasłaniającym jej głowę czerwonym woalem. Cieszę się, że znowu mogę być w Polsce, jestem z Ameryki, ale jestem też Słowianką, powiedziała i rozpoczęła swój koncert zapierającym dech w piersiach wykonaniem piosenki Veka z wydanego w 2017 roku albumu Okovi. Większość zaśpiewanych przez nią piosenek pochodziła właśnie z tej płyty. Oprócz wspomnianego utworu, publiczność mogła usłyszeć między innymi Soak, Hikikomori, Wiseblood, Bound, Remains, Night czy Vessel. Trudno opisać ile czaru kryje się w tych mrocznych, jednocześnie melancholijnych i pełnych mocy, często smutnych piosenkach. Wokalistka ma bardzo mocny głos i świetnie śpiewa na żywo. Na koncercie była pełna energii: skakała i w rytm mocnych, elektronicznych bitów swoich utworów i budowała atmosferę często w teatralny sposób trzymając się za głowę, mierzwiąc włosy, zakrywając twarz rękami. Biegała po scenie (kilka razy nawet na niej klęczała i niemal leżała) i nawiązywała naprawdę dobry kontakt z publicznością. Gdy jeden z fanów pod barierkami któryś raz z kolei krzyknął jej imię, wokalistka stanęła naprzeciw niego, spojrzała i na chwilę wyciągnęła rękę. Danilova dwa razy zeszła ze sceny i przez chwilę śpiewała stojąc na kolumnach – raz po prawej, raz po lewej stronie sceny.

ok

Zola Jesus oblegana przez aparaty fotograficzne / fot. Mateusz Stypuła

Muzyczka trochę opowiadała w przerwach między utworami. Na początku koncertu przyznała Szkoda, że nie przybyłam tu na OFF Festival wcześniej. Tyle dobrej muzyki w jednym miejscu. Występował tu The Mystery of The Bulgarian Voices, a ja kocham ten chór. Zapowiadając Dangerous Days Zola Jesus powiedziała Nie wiem jak dokładnie jest w Polsce, ale w Ameryce nastały trudne czasy. Przypuszczam, że w Polsce też. Przed wykonaniem Witness Danilova powiedziała Teraz będzie dziwnie, bo to nie jest piosenka do śpiewania na festiwalach. Nie pisałam tej piosenki z myślą o festiwalach muzycznych – jest ona zadedykowana mojemu wujkowi, który ostatniego lata próbował popełnić samobójstwo. Dedykuję ją też wszystkim osobom, które znalazły się kiedyś w tak trudnej sytuacji, albo znają osoby, zmagające się z takim problemem. Poruszające słowa i takie samo, przepiękne wykonanie. Zaraz po tym utworze, Zola Jesus zaśpiewała Siphon – jak zapowiedziała próbując rozweselić nieco może bardziej siebie niż tłum – kolejną smutną piosenkę. Na scenie wokalistce towarzyszył jedynie gitarzysta Alex DeGroot. W pewnym momencie Zola Jesus powiedziała Możecie znać Alexa DeGroota: pomógł mi nagrać wszystkie moje albumy, wszędzie ze mną jeździ i wspiera mnie od dziesięciu lat. Wielkie brawa dla niego! Zwykle na scenie towarzyszy nam jeszcze skrzypaczka, wspaniała Michelle Woodward, ale nie ma jej tu dzisiaj. Miała inną pracę do wykonania. Więc po prostu sobie wyobraźcie, że tu [wokalistka wskazała rękami na prawo od siebie] są skrzypce. Dwójka muzyków poradziła sobie w Katowicach wspaniale i dała porywający koncert. Później Zola Jesus dodała Ja postaram się wypaść jak najlepiej. Maksymalnie się angażuję w to co robię. I tak było przez cały jej występ, do końca – piosenki Exhumed – gdzie pół klęcząła a pół leżała na scenie. Danilova wybiegła za scenę i cudowny set się zakończył. Niecałe pół godziny później muzyczka pojawiła się pod barierkami by spotkać się z fanami.

fot. Mateusz Stypuła

ok3

fot. Mateusz Stypuła

W czasie gdy Zola Jesus rozmawiała z fanami, Grizzly Bear cieszyli ucho świetnymi dźwiękami, a oko ładną oprawą wizualną, na Scenie Miasta Muzyki. I tak kolejna edycja OFF Festivalu przeszła do historii.