Sonbird
OFF Festival w Katowicach to jeden z najpiękniejszych i najlepszych festiwali w Polsce. Co roku odznacza się wspaniałymi koncertami i wyjątkową atmosferą. Koncert Sonbird był pierwszym tego dnia na Scenie Miasta Muzyki. Żar lał się z nieba, a wokalista Dawid Mędrzak mówił już na początku To jest najbardziej gorąca scena na jakiej do tej pory graliśmy. Później przyznał jeszcze nigdy nie miałem tak, żeby mnie mikrofon parzył i życzył, aby publiczność nie dostała udaru. Na scenie zespół prezentował niezwykle energiczne indie rockowe piosenki, które rytmem wprawiały część publiczności w ruch. Zespół zagrał swoje trzy single – Głodny, Ląd i Hel – i inne piosenki, które trafią (bądź nie) na ich debiutancki album. Dziewczyny pod sceną tańczyły, publiczność skakała na prośbę wokalisty. Oprócz wspomnianego indie rocka w twórczości Sonbird pobrzmiewają echa rocka alternatywnego. Na koncercie słychać było zaskakująco dużo basu, szczególnie w końcowych fragmentach poszczególnych utworów, być może przez świetne nagłośnienie. Sekcja rytmiczna wtedy dawała z siebie wszystko. Najbardziej stateczny na scenie basista Tomek Kurowski wylewał (dosłownie) siódme poty, a Maciek Hubczak uderzał w talerze jakby to miał być jego ostatni koncert, co przy takim upale było nie lada wyczynem. Również drugi gitarzysta Kamil Worek grał świetnie, ze skupieniem starając się przeżyć na słońcu. Jak na Polskę to ekstremalne warunki. A Sonbird poradzili sobie zaskakująco dobrze.

IMG_20180803_161155.jpg

Sonbird /fot. Mateusz Stypuła

Meek, Oh Why?
Trąbka i rap to bardzo przyjemne połączenie, jeśli dodać do tego grę członków jego zespołu, otrzyma się receptę na niezwykły koncert. Ten OFF-owy odbył się na Scenie Leśnej.Sam raper ma dobre flow, pisze świetne teksty i pięknie gra na trąbce. Poza ma bardzo dobrą interakcję z publicznością. Niektórzy ludzie później zastanawiali się jak sklasyfikować twórczość Meek, Oh Why? Czy to jeszcze jest hip hop czy już coś innego? Nietypowe aranżacje kawałków Mikołaja Kubickiego zadziwiają i ciekawią. Bo są bardzo dobre. Świetnie się ich słucha. Koncert na festiwalu zadziałał na niektórych, zmęczonych ciepłem, bardzo ożywczo i dał siłę do końca dnia.

IMG_20180803_173048.jpg

Meek, Oh Why? /fot. Mateusz Stypuła

Muchy grają Terroromans
Dziesięć lat od wydania bardzo dobrej płyty Terroromans zespół zremasterował ją i ruszył w festiwalową trasę koncertową, zaczynając od Poznania. Tam, w klubie Blue Note zamknęli festiwal Spring Break. Później pojawili się w lipcu na Open’erze. Na OFF-ie muzycy zagrali na Scenie Trójki. Zapewnili publiczności nostalgiczną podróż w przeszłość. Do tego niesamowicie energiczną i żywiołową, bo takie właśnie są piosenki na Terroromansie. Granie z młodzieńczą energią? Takie sformułowanie błędnie postarza nie takich starych jeszcze przecież muzyków. Odegranie starych numerów musiało obudzić wspomnienia, skojarzenia. W pewnym momencie wokalista Michał Wiraszko powiedział o jednym z gitarzystów Dziesięć lat temu Piotrek miał 25 lat. Dodajcie sobie. Świeżość nie zniknęła z tak dobrych kawałków jak Brudny śnieg, Fototapeta, 21 dni czy Miasto doznań. Publiczność reagowała entuzjastycznie i śpiewała z zespołem wszystkie piosenki. Wiraszko zszedł nawet na chwilę do ludzi pod barierkami. Na zakończenie wokalista podziękował zgromadzonym pod Sceną Trójki ludziom i przyznał Mam nadzieję, że to nie będzie tylko jubileuszowa trasa i zobaczymy się gdzieś na koncertach w klubach. Publiczność też by tego chciała. Zdecydowanie. Bardzo dobry koncert.

IMG_20180803_175425.jpg

Muchy /fot. Mateusz Stypuła

Oxbow
Niesamowici Oxbow pokazali klasę, siłę i moc na zadziwiająco energicznym, zahaczającym nieraz o brutalność (przez reakcje publiczności niestroniącej od pełnych przekleństw krzyków) koncercie. Miejsce – najmniejsza scena festiwalowa – Scena Eksperymentalna. Muzyka Oxbow too nietypowa, ekspresyjna i teatralna mieszanka eksperymentalnego rocka i wpływów cięższych brzmień. Oczywiście to co najbardziej przykuwało uwagę, to właśnie ekspresyjność i teatralność zarówno śpiewu jak i ruchów scenicznych wokalisty Eugene’a Robinsona. Muzyk wyszedł na scenę ubrany w czarne spodnie, fioletową marynarkę i żółtą koszulę. Zaraz po pierwszym kawałku wokalista ściągnął marynarkę, po drugim koszulę, a później jeszcze spodnie. Potem ubrał skórzaną kamizelkę. I tak występował do końca koncertu. Robinson co chwilę przybierał teatralne i sugestywne pozy, a raz przez swoją energiczność przewrócił statyw do mikrofonu. Zresztą nie był mu on potrzebny. Mikrofon trzymał cały czas w ręce, a kabel był długi na tyle, by mógł swobodnie poruszać się po scenie. Wokalista zszedł też na chwilę pod barierki. Ku uciesze publiczności m Chodź tutaj, dzięki i tak, tak. Trzeba przyznać, że reszta muzyków również prezentowała się świetnie: od strony technicznej. Słychać było wyczucie i lata grania, to profesjonaliści. Na koncercie zespół zagrał przekrojowy materiał ze swojej dyskografii. Nie zabrakło kilku numerów z ich ostatniej, rewelacyjnej płyty Thin Black Duke, w tym singlowego Cold and Well-Lit Place. Piosenki wypadły nadzwyczaj dobrze. To był naprawdę ostry koncert.

Oxbow /fot. Mateusz Stypuła

The Brian Jonestown Massacre
Zespół w pewnych kręgach wielce szanowany. Szlachetne połączenie alternatywnego rocka i shoegaze’u wybrzmiało na Scenie Miasta Muzyki. Zespół występuje w ośmioosobowym składzie. Na OFF-ie zaprezentował materiał przekrojowy ze swojej obszernej dyskografii (swego czasu wydawali kilka płyt rocznie), zarówno te najnowsze kawałki jak Hold That Thought czy te starsze jak The Girl Suicide. Pod względem interakcji z publicznością zespół był raczej wycofany i nie odzywał się prawie w ogóle, ale to norma wśród zespołów. Wszyscy grali bardzo profesjonalnie i zapewnili chwilę oddechu swoimi kompozycjami.

The Brian Jonestown Massacre /fot. Mateusz Stypuła

M.I.A.
Wspaniała raperka. Niestrudzona aktywistka. Na M.I.A. czekało praktycznie najwięcej osób. I warto było, bo koncert w Katowicach był wprost niesamowity. Chwilę po północy rozległy się dźwięki basu, na scenę wyszła DJ-ka i zakrzyknęła Poland make some noise! Zaraz potem na scenę wyszły dwie tancerki, a później pojawiła się ona: M.I.A. w pełnej krasie, z pomarańczowym szalem (równie dobrze mogła to być shayla), przerzuconym przez lewą rękę i zarzuconym na głowę. Wykonując pierwszy numer raperka trzymała mikrofon ustawiony na statywie przyozdobiony kwiatami. Prezentowała się niczym bogini Matangi, od której zresztą ma imię.

Matangi Arulpragasam – M.I.A. /fot. Mateusz Stypuła

Koncert w Polsce był pierwszym po kilkumiesięcznej przerwie. To było zupełnie inne show niż rok temu na Open’erze. Zamiast krat na środku sceny, z sufitu zwisały połacie materiału, który przy zmianach świateł pięknie się prezentował. Na ekranie wyświetlano kolorowe wizualizacje z symbolami M.I.A. Jak wiadom zmieniły się wykonywane piosenki. Koncert rozpoczął się od cudownego World Town, a jako drugi numer można było usłyszeć Bamboo Banga. Na setliście pojawiło się sporo piosenek z Arular: Sunshowers (choć wplecione w rytm XR2 (ale brzmiało kapitalnie), Pull Up the People, Bucky Done Gun i Galang. Z płyty Kala, oprócz wspomnianego XR2, nie zabrakło 20 Dollar i Boyz. Z ostatniej płyty AIM raperka wykonała Visa (to raczej był skit połączony z Go Off). Po Go Off DJ-ka zaczęła grać Borders, jednak chyba się pomyliła, albo raperka kazała jej przestać grać. Być może też M.I.A. stwierdziła, że spontanicznie zmieni kolejność. Zaraz potem wykonała bardzo żywe Born Free. Zaskoczyło rzadko grane Double Bubble Trouble i Story to be Told z MAYA, a z płyty Matangi, raperka wykonała jeszcze hit Bad Girls i dzikie Bring the Noize i YALA. Koncert zakończył się utworem Paper Planes.

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

Możnaby przyczepić się do jednej rzeczy: DJ-ka bardziej wchodziła w interakcje z publicznością niż sama raperka, ale całość koncertu to rekompensuje. Rzeczywiście DJ-ka co rusz zachęcała ludzi do krzyku, skakania czy śpiewania, ale to M.I.A. przekazywała najważniejsze informacje. Przed wykonaniem Borders raperka powiedziała Teraz wyszło całe to gówno związane z Facebookiem. A ja o tym mówiłam już od dawna. Wtedy ludzie mieli mnie w dupie. Teraz przeglądacie sobie mój Instagram i inne gówna w internecie. Zrobiłam o tym film. Idźcie go zobaczyć. Może kiedyś zrobię drugi film o internecie. Aktywistce oczywiście chodziło o aferę z udostępnianiem danych osobowych i innych poufnych informacji na skalę masową przez Facebooka i o to jak internet (i władza) ingeruje w naszą prywatność. W pewnej chwili zeszła też do publiczności i tam wykonywała jedną piosenkę. W drugiej połowie koncertu zaczęła prosić nagłaśniających, żeby podkręcili głośność do maksimum, na scenie było za cicho. Prosiła też o zdjęcie szumów i zniekształceń z jej mikrofonu. Miała problemy techniczne (problemy z odsłuchami) i widać było po niej jak ją to denerwuję. Zupełnie jakby na dłuższą chwilę straciła całą werwę potrzebną do tak energicznego występu.  Uznanie należy się też dwóm tancerkom, które dawały z siebie wszystko pięknie tańcząc i skacząc. Choreografia występów była bardzo skoczna i energiczna. Kończąc Paper Planes muzyczka krzyknęła Dziękuję, że tu z nami dzisiaj byliście na OFF Festivalu. Mogliście być gdzieś indziej. Gdziekolwiek na świecie. A wybraliście ten koncert. Entuzjazm publiczności nie miał końca. Podczas koncertu wszyscy bardzo żywo reagowali na każdy kawałek i spełniali prośby DJ-ki. O tak, to było fantastyczne show. Zjawiskowe, tak jak muzyka M.I. A. Wielki szacunek!

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła