Wydany w 2016 roku debiut duetu Walton/Hollingworth urzekał głębokim basem, niekonwencjonalnym podejściem do elektroniki, świeżością i klimatem. Ich drugie wydawnictwo robi to jeszcze lepiej. I zaskakuje.

Mocny, pulsujący bas i mrocznie brzmiąca wiolonczela w otwierającym płytę Whitewater przypomina to co najlepsze w twórczości Let’s Eat Grandma. Senny i błogi dream pop zestawiony jest tu z niezwykle nośnymi, eksperymentalnymi dźwiękami.  Wydawałoby się, że pierwszy singiel Hot Pink mógł zapowiadać zmianę brzmienia na bardziej weselsze. Jednak melancholia skryta jest nawet w najbardziej nośnych piosenkach na płycie. Za produkcję wspomnianego utworu odpowiada SOPHIE i wokalista zespołu The Horrors, Farris Badwan. Wpływ tej pierwszej słychać szczególnie w pełnym dziwnych i eksperymentalnych bitów refrenie. Tekst piosenki mówi o tym jak społeczeństwo błędnie pojmuje pojęcia kobiecości i męskości, o akceptacji i autoekspresji. Wspomniana dwójka wyprodukowała jeszcze pięknie brzmiące i przyjemnie przebojowe It’s Not Just Me.

Falling Into Me to piosenka o miłości,  pokonywaniu własnych lęków i braku wiary w siebie. W hipnotyzującym, sennym i klimatycznym Snakes & Ladders dźwięki gitary zestawiono z syntezatorami a chamber popowe I Will Be Waiting czaruje melodią i klimatem. Oprócz piosenek na krążku znalazły się dwa interludia: brzmiące jak baśniowy motyw Missed Call (1) i spokojne The Cat’s Pyjamas (z uroczym kocim mruczeniem w tle). Rewelacyjnie wypada trwający ponad 9 minut Cool & Collected. Cichy wstęp – gitara i wokal – stwarzają cudny, błogi klimat. W tle słychać coraz więcej i więcej elektronicznych dodatków, efektów, które jeszcze dodają do klimatu. Plus delikatny głos wokalistki. Całość rozwija się powoli, by w końcu uderzyć w słuchacza przemawiając do głębi. Zwłaszcza, że śpiew stopniowo przybiera na sile i ekspresyjności. W końcu można usłyszeć niesamowicie klimatyczne, zapętlone klawisze, żywą perkusję i gitarę: końcowe trzy minuty to już wspaniałe instrumentalne outro.

Smutna i minimalistyczna, zaaranżowana na pianino Ava pozwala na chwilę oddechu przed fantastycznym finałem. Ostatni utwór to porywający i zachwycający Donnie Darko. Czysty przykład połączenia dream popu z elektroniką. Znów delikatny wstęp – ciche klawisze i spokojna melodia wygrywana na gitarze – brzmi niezwykle przyjemnie i wprowadza w stan błogości. Po ponad trzech minutach numer nabiera tempa, gitara cichnie i można usłyszeć bajkowe, przebojowe syntezatory i taneczny bit, zupełnie nie ujmujący urokliwości piosenki. W tej chwili można tylko się rozmarzyć, zamknąć oczy i skakać do rytmu. Hipnotyczny trans i błogie pląsanie może trwać do końca. Najbardziej porywający moment w utworze to minuta, w której do syntezatorów i wspomnianego bitu dołącza gitara i przez chwilę wszystko osiąga szczyt rozmarzonej dźwiękowej ekspresji. Cudowne zakończenie udanej płyty.

Pod informacją o jednym z utworów, zamieszczoną na pewnej stronie z tekstami piosenek, ktoś zostawił komentarz ASMR. Oznacza to przyjemne mrowienie w okolicach szyi, głowy czy innych obszarach ludzkiego ciała. Muzyka wywołuje takie reakcje. Szczególnie tak dobra jak piosenki na I’m All Ears. Let’s Eat Grandma nagrały fantastycznie brzmiącą, porządnie skomponowaną, dojrzałą i spójną płytę. Te utwory uzależniają.