Pola Chobot & Adam Baran/ fot. Mateusz Stypuła

Dwie edycje Sofar Sounds Krakow w lipcu. Do tego pod rząd! To może być coś ciekawego. Pierwszego wieczoru, w piątek, wydarzenie odbyło się w pięknym Goethe Institut. Instytut ten zlokalizowany jest w samym sercu miasta, na Rynku Głównym. Tamtego wieczoru na Sofarze zagrał międzynarodowy skład.

Na początku zagrało polsko-czesko-francuskie electropopowe trio Chilè. Wokalistka Joulie Fox jest z Polski, perkusista Miro Haldina z Czech, a basista Damien Ricaud z Francji. Razem zespół zaprezentował całkiem interesującą mieszankę mocnego, tanecznego basu i dobrych melodii. Wokalistka wspominała ze śmiechem pomiędzy piosenkami o tym, jak mało ona rozumie z tego co mówi po czesku Haldina, a jak dużo on rozumie z tego co ona mówi po polsku. Podali też we dwójkę kilka przykładów polskich słów, które Czech mówi, ale ciężko je przytoczyć. To był krótki, ale intensywny set. Głównie przez bas i energię płynącą z muzyki tria. Chociaż było też duszno, zarówno w budynku, jak i na zewnątrz. Koniec końców, zespół zagrał świetnie. Muzycy zagrali swój najnowszy singiel Rhythm of Joy – tytuł mówi sam za siebie – taneczna piosenka podniosła poziom radości na sali. Choć nie tylko ona, bo ludzie uśmiechali się widząc ciągle tańczącego i rozbujanego Damiena Ricauda, z basem przewieszonym przez ramię. Później zespół zagrał jeszcze piosenkę Am I Wrong,  ciekawie wykonany cover Lykke Li I Follow Rivers i Because of Weather. Naprawdę czuli wykonywaną przez siebie muzykę.

okok

Chilè. Od lewej: Damien Ricaud, Miro Haldina, Joulie Fox /fot. Mateusz Stypuła

Po 10 minutach przerwy swój koncert zaczęli Pola Chobot & Adam Baran. W Goethe Institut wybrzmiał blues. Słuchając głosu Poli Chobot można stwierdzić, że urodziła się by śpiewać tego typu muzykę. W twórczości duetu (co za gitara!) jest wiele autentyczności. To również był intensywny występ, jednak pod zupełnie innym względem niż w przypadku pierwszej grupy. Wokalistka dużo mówiła, choć twierdziła, że miała opowiadać jeszcze więcej, ale wszystkie historie wyleciały jej z głowy. Na początku duet zagrał piosenkę Wstyd. Chobot potem stwierdziła, że ten tytuł bardzo pasuje do tego co ona czuła w tamtym momencie – podczas wykonywania kawałka zauważyła, że nie działa jej odsłuch. Na szczęście techniczny szybko to naprawił i koncert mógł trwać dalej. I tym razem, podobnie jak na ostatnim występie duetu na Sofarze, wokalistka wystąpiła z małym tamburynem przyczepionym do jednego z butów. To jej wynalazek. Wystukiwała nim rytm we wszystkich piosenkach. Zrobiło się przez to bardzo klimatycznie. Później Pola Chobot i Adam Baran zagrali Brud. Jak można się było dowiedzieć Od Brudu wszystko się zaczęło. Wokalistka wspominała jak szukali perkusisty, ale nikt nie chciał z nimi grać. W konsekwencji zdecydowali się występować w duecie i wtedy nagle wszyscy zaczęli się do nich zgłaszać. W Goethe Institut na perkusji zagrał z nimi ich przyjaciel Jarek Korzonek. Chobot opowiedziała również jak razem z Baranem zdecydowali się polecieć na Camp America na 3 miesiące. Ona była zwykłą praczką, on pracował jako kierowca. Wtedy też powstał numer, zagrany na Sofarze jako ostatni:  o mężczyznach w kuchni,mocno inspirowany bluesem z lat 20. i 30. Utwór był urzekający. Wspaniały, krótki koncert!

pola

Od lewej: Adam Baran, Jarek Korzonek, Pola Chobot / fot. Mateusz Stypuła