La Femme

Francuscy muzycy porwali zgromadzoną w namiocie publiczność swoją energią, pasją z jaką grali i piosenkami, które na żywo brzmią niezwykle energetycznie, momentami wręcz punkowo. W połączeniu z dużą ilością syntezatorów, czystym damskim wokalem i bardziej ekspresyjnym męskim, daje to wybuchową mieszankę. Nie minęło 15 minut od początku koncertu, a wokalista już rzucił się ze sceny i zrobił crowdsurfing. Później cały czas schodził ze schodów wiodących na scenę i przybijał piątkę ucieszonym fanom. Po każdej piosence powtarzał też entuzjastycznie po polsku Dziękuję! czym oczywiście zaskarbił sobie jeszcze większe uznanie ludzi. Na koncercie w Gdyni zespół wykonał piosenki z obu swoich płyt. W niemal zrównoważonej ilości, bo z lekką przewagą tych z Mystère. Publiczność usłyszała między innymi Sur La Planche 2013, It’s Time to Wake Up (2023), czy Où Va Le Monde. Na zakończenie Francuzi zagrali Antitaxi i zostali pożegnani gromkimi brawami. To był niesamowicie dobry koncert.

IMG_20180706_173651

La Femme /fot. Mateusz Stypuła

Ffrancis

Koncertowy skład Ffrancis to nie tylko Misia Furtak i Piotr Kaliński, ale też grająca na klawiszach i klarnecie  Michalina Bieńko i perkusista Aleksander Orłowski. Piosenki z Off the Grid na koncercie zdecydowanie nabierają mocy. Żywa perkusja godnie zastępuje automat, a sama muzyka brzmi przez to bardziej rockowo niż możnaby się tego spodziewać. Takiego zespołu jak Ffrancis w Polsce nie ma. Na scenie występują sami profesjonaliści, którzy dobrze wiedzą co robią i grają z zaangażowaniem i pasją. Widać jaką przyjemność im to sprawia. Swój krótki, półgodzinny występ Ffrancis rozpoczęli od świetnego wykonania Causes. Później zagrali między innymi Off the Grid, Zazdrość czy Lekarstwo.

IMG_20180706_194404

Ffrancis. Od lewej: Michalina Bieńko, Misia Furtak, Aleksander Orłowski, Piotr Kaliński /fot. Mateusz Stypuła

IMG_20180706_194908

fot. Mateusz Stypuła

Wokalistka urzekała swoim niezwykłym głosem i widać było jak z każdym utworem granie sprawia jej coraz większą przyjemność. Świetnie też grała na basie Przesterowana gitara Kalińskiego brzmiała bardzo dobrze. Muzyka Ffrancis wprawiała w stan dziwnego rozmarzenia. Trudno się było z tego stanu otrząsnąć później, kiedy zespół już skończył grać, a Misia Furtak przedstawiła wszystkich jego członków. Czwórka muzyków ukłoniła się i zeszła ze sceny, pozostawiając publiczność w tym dziwnym, ale całkiem przyjemnym stanie. Znakomity koncert!

IMG_20180706_195017

fot. Mateusz Stypuła

IMG_20180706_201532

Radość /fot. Mateusz Stypuła

Gorillaz

Ludzie przychodzili zająć miejsce na ten projekt już dwie godziny przed koncertem i mowa tu wyłącznie o ziemi, na której co poniektórzy rozłożyli sobie koce. Cóż, na taki koncert warto było długo czekać! Gorillaz zagrali w Gdyni niezwykle intensywne i pełne emocji show. Na setlistę złożyły się same hity zespołu i kilka piosenek z ich dwóch ostatnich płyt. Wiele osób zastanawiało się jak to wszystko będzie wyglądać. Zespół często gra schowany za sceną. Tym razem jednak wszyscy muzycy na niej się pojawili, a w tle na ekranie pojawiały się wizualizacje, animacje z ich teledysków oraz dwa krótkie filmy służące za przerwy między utworami: MadamElevator Going Up. Wydarzenie rozpoczęło się od M1 A1, później zespół zagrał Tranz z nowej płyty The Now Now. Z tego wydawnictwa na Open’erze można było jeszcze usłyszeć Hollywood (na scenie pojawił się Jamie Principle), Humility, Lake Zurich, Magic City i Souk Eye.  Z poprzedniej płyty Humanz zespół zagrał piosenkę Andromeda ( w outro pojawił się D.R.A.M.), Strobelite z udziałem Pevena Peveretta i Saturnz Barz.

IMG_20180706_220819

Damon Albarn i fani /fot. Mateusz Stypuła

Oprócz tych nowości, tłumnie zgromadzeni na obszernym polu przed sceną główną fani mogli usłyszeć dużo piosenek z Demon Days: Last Living Souls, Every Planet We Reach is Dead z alternatywnym zakończeniem, El Mañana, Dirty Harry z gościnnym udziałem Booty’ego Browna, Feel Good Inc. z udziałem De LA Soul czyli niekwestionowany hit odśpiewany przez wzystkich i wykonany jako przedostatni Kids With Guns. Na scenie pojawiła się też występująca wcześniej tego samego dnia raperka Little Simz i wspólnie z Gorillaz wykonała Garage Palace. Nie zabrakło wspaniałej On Melancholy Hill (Damon Albarn zagrał na gitarze akustycznej) i Tomorrow Comes Today. Koncert zakończył się odśpiewanym przez na pewno setki gardeł Clint Eastwood z udziałem Del the Funky Homosapien. We wspomnianym utworze, a także w Tomorrow Comes Today Albarn grał na melodyce.  Trzeba przyznać, że Gorillaz mają wspaniały kontakt z publicznością. Basista i chórzystki są pełni energii, ale to wokalista budził największe emocje gdy co chwila schodził do fanów, trzymany za pasek przez (biednych) ochroniarzy stawał na barierkach i tak śpiewał, otoczony przez las wyciągniętych w górę rąk. Fanki i fani płakali ze szczęścia. Pod koniec koncertu Albarn nawet uściskał kilku z nich znajdujących się zaraz przy barierkach. Chociaż prawie w ogóle nie rozmawiał z publicznością, zarażał pozytywną energią i stworzył atmosferę wspaniałej zabawy. To był jeden z najlepszych koncertów tej edycji festiwalu.

IMG_20180706_222121

fot. Mateusz Stypuła

IMG_20180706_224839

Gościnny występ Little Simz /fot. Mateusz Stypuła

fot. Mateusz Stypuła