Barbara Wrońska minimal

Dlaczego minimal? Bo Wrońska zagrała w towarzystwie tylko grającego na laptopie Tomka Kasiukiewicza, na sceniebGdynia Open Stage zlokalizowanej na Placu Grunwaldzkim w samym centrum miasta. Koncert odbył się w pełnym słońcu, a na setlistę złożyły się piosenki z solowej płyty Wrońskiej Dom z ognia. Występ zaczął się od utworu  Rozmowa. Potem publiczność zgromadzona na placu mogła usłyszeć między innymi takie piosenki jak Abstrakcja, Nie czekaj czy Dom z ognia i lodu. Wrońska niedawno urodziła i na początku koncertu powiedziała, że wzięła ze sobą do Gdyni dwumiesięczną córkę i mamę, która się nią opiekowała podczas gdy ona śpiewała. Po wykonaniu piosenki Nieustraszeni wokalistka wspomniała, że spotkał ją zaszczyt – wspomniana piosenka znalazła się na liście przebojów programu trzeciego Polskiego Radia i pnie się w górę. W związku z tym poprosiła wszystkich żeby, jeśli tylko mają czas, zagłosowali na kawałek. Ludzie na placu przyjęli piosenki Barbary Wrońskiej z entuzjazmem i w rezultacie wyproszono jeden cudny bis: Blask. Wrońska to na scenie profesjonalistka. Śpiewała ona te melancholijne piosenki z pasją. W międzyczasie żartowała, że mogłoby dżdżyć. Deszcz prawdopodobnie dodałby klimatu. Jednak bez deszczu cały koncert był piękny. A to dopiero rozgrzewka przed jutrzejszym koncertem na Firestone Stage.

IMG_20180704_140310

Barbara Wrońska /fot. Mateusz Stypuła

Tęskno

Tęskno zagrało na Alter Stage. Ten niezwykły zespół swoimi występami budzi w ludziach całkiem sporo emocji. Może to przez ich spokojną, melancholijną muzykę, może przez czyste głosy wokalistek i cudowne aranżacje piosenek. A może przez to i to. Na Alter Stage zespół starał się grać jak najwięcej utworów i jak najmniej mówić. Ich klasyczne brzmienie i klimatyczność piosenek, takich jak Z chaosu czy singlowego Mięśnia, urzeka i wprowadza w nastrój błogości. Z występu na występ zespół się rozwija, a koncert na Open’erze może być szansą dotarcia do jak największej ilości fanów dobrej muzyki.

IMG_20180704_180312

Tęskno /fot. Mateusz Stypuła

Superorganism

Ten ośmioosobowy zespół na scenie Alter Stage dosłownie porwał tłumy. Stało się tak za sprawą ich rewelacyjnego brzmienia, dużej ilości basu oraz niezwykłej przebojowości i rytmowi wykonywanych przez muzyków piosenek. Warto wspomnieć, że wokalistka Orono Noguchi to na scenie wulkan energii. Dziewczyna jest bardzo charyzmatyczną osobą. Nie mogła ona ustać w miejscu, a  podczas wykonywania jednego utworu zeszła że sceny i pozwoliła, by fani nieśli ją na chwilę na swoich rękach. Cóż to był za crowdsurfing! Dodatkowo muzyczka tarzała się po scenie i potem śmiała się I’m too old for this shit. Sypiące się z jej ust wulgaryzmy w jakiś sposób nie przeszkadzały. Przeciwnie: na swój sposób rozluźniały atmosferę, gdyż używała ich ona podkreślając na przykład to z jak dobrą publicznością ma do czynienia. Na tym koncercie można było usłyszeć niemal wszystkie piosenki ze znakomitej debiutanckiej płyty zespołu. Brzmiały one nawet jeszcze lepiej niż w wersjach studyjnych i rozbudzały w człowieku wiele pozytywnej energii. To był naprawdę udany występ.

IMG_20180704_194746

Superorganism /fot. Mateusz Stypuła

Nick Cave & the Bad Seeds

O koncertach Nicka Cave’a mówi się, że to iście szalone i wprost trudne do opisania wydarzenie.  Istotnie, Cave to niesamowicie charyzmatyczny człowiek, potrafiący porwać tłumy dosłownie jednym gestem i nimi manipulować. Koncert rozpoczął się utworem Jesus Alone. Potem tłumnie zgromadzona na terenie przed sceną główną publiczność mogła usłyszeć między innymi Magneto, Do You Love Me, Loverman, Red Right Hand, Into My Arms, Girl in Amber, Jubilee Street, The Weeping Song czy Push the Sky Away. Cały zespół dosłownie szalał na scenie. Każdy  z tych kawałków zyskał na koncercie nowe życie i wywoływał w ludziach wiele emocji. Wszyscy reagowali entuzjastycznie. Charyzma wokalisty, który co chwilę schodził ze sceny by byc bliżej fanów, udzielała się niemal każdemu. Podczas wykonywania From Her To Eternity i przedostatniego Stagger Lee, Cave wziął na scenę fanów: najpierw dziewczynę, która oszołomiona kompletnie nie wiedziała co ze sobą zrobić, a potem parę, dziewczynę i chłopaka. Ten ostatni prawdopodobnie to u niego wyprosił, gdyż wokalista początkowo wziął za rękę tylko dziewczynę i dopiero chwilę później dołączył do niej jej chłopak. Ta dwójka również nie wiedziała do końca co robić na scenie, przypuszczalnie byli w szoku. Prawie wszystkie piosenki mozna było usłyszeć w mocniejszych, rockowych wersjach, a zespół dużo jamował. Śpiewając Stagger Lee (i nie tylko) Cave instruował publiczność kiedy mają ucichnąć i jak mają z  nim śpiewać. To energetyczne show zakończyło się odśpiewanym wspólnie z publicznością Rings of Saturn. Muzyk również i wtedy zaprosił na scenę fanów. Około dziesięciu ludzi w kompletnym szoku otoczyło go z prawej i lewej. W taki właśnie sposób Nick Cave & the Bad Seeds pożegnali się z Polską. Cóż to byly za emocje!

IMG_20180704_210355

Nick Cave wśród publiczności /fot. Mateusz Stypuła

IMG_20180704_211314

Nick Cave z parą szczęśliwych fanów /fot. Mateusz Stypuła

Arctic Monkeys

Niewiele można powiedzieć o koncercie headlinera pierwszego dnia festiwalu, poza tym, że był on poprawny. Na setlistę złożył się materiał przekrojowy ze wszystkich wydawnictw zespołu. Nie można było jednak oprzeć się wrażeniu, że wszystkie piosenki grupy brzmią tak samo. Na ekranie za muzykami przez cały czas wyświetlał się wielki napis Monkeys, co skłoniło do żartow mówiących, że zespół zmienił nazwę. Ponadto, od ludzi zgromadzonych na terenie festiwalu można było usłyszeć, że wokalista śpiewając robi śmieszne miny. Nie zabrakło niekwestionowanych hitów: Do I Wanna Know, I Bet You Look Goodbye on the Dancefloor i zagranego na bis R U Mine?

IMG_20180704_224741

Na koncercie Arctic Monkeys /fot. Mateusz Stypuła

Fleet Foxes

Zespół grał długo, bo od 23.30 do 01.00 i zaprezentował 15 utworów ze swoich wszystkich albumów. Dłuższy niż zazwyczaj na festiwalach czas grania spowodował, że Tent Stage prawie całkiem się zapełnił.  Wydarzenie rozpoczęło się od utworu Grown Ocean. Na setliście nie zabrakło White Winter Hymnal, Ragged Wood, Blue Ridgde Mountains czy Fool’s Errand. Wokalista cały czas podkreślał z jak dobrą publicznością ma do czynienia i jej dziękował. To był bardzo ożywczy i dodający tak bardzo potrzebnej energii wystep.

IMG_20180704_235413

Fleet Foxes /fot. Mateusz Stypuła

CHVRCHES

CHVRCHES wyszli na scenę w namiocie późno, bo o 01.45. To już niemal całkiem inny zespół niż ten, który przyjechał w to samo miejsce dwa lata temu. Na pewno bardziej dojrzały. Troje muzyków nabrało większej pewności siebie na scenie. Rozwój CHVRCHES cieszy, tak jak i wspaniały koncert jaki dali w Gdyni. Lista utworów obejmowała zmieszane ze sobą piosenki z ich wszystkich trzech płyt. Ten pełen energii wystep rozpoczął się od wykonania utworu Get Out z najnowszego albumu Love is Dead. Potem muzycy zagrali takie utwory jak Gun, Bury it, We Sink, Lies, Never Ending Circles, czy Leave a Trace. Wokalistka Lauren Mayberry na scenie zmienia się w wirującą kulę energii: w części utworów tańczyła obracając się z otwartymi ramionami, a podczas końcowego numeru Never Say Die uklęknęła i zaczęła energicznie kiwać do rytmu, może ochładzając się w ten sposób, bo jej długie włosy działały wtedy jak wiatraczek. Oprócz wymienionych wyżej piosenek, z najnowszego wydawnictwa tria, można było usłyszeć Miracle, Forever i God’s Plan. Ten ostatni kawałek, jak i następny po nim Under the Tide, zaśpiewał Martin Doherty, a Lauren Mayberry przystanęła za klawiszami. Później wokalistka powiedziała, że na klawiszach gra tylko w dwóch piosenkach i teraz zdarzyła jej się niecodzienna sytuacja: podczas wykonywania jednego z nich zauważyła, że na instrumencie przysiadł sobie mały robaczek. Początkowo próbowała ona go przegonić, ale nie dała rady i przypadkowo go zgniotła. To było ostrzeżenie dla Doherty’ego: on gdzieś tam jest. Chwilę potem muzyk żartem dał wyraz obrzydzenia. Dwa lata temu CHVRCHES prawie w ogóle nie odzywali się do publiczności, tym razem robili to bardzo często. Być może to efekt wcześniejszej, przedkoncertowej rozmowy w strefie Co jest grane 24, gdzie wokalistka stwierdziła, że z tego co zaobserwowała, mało kto z muzyków podczas koncertów mówi coś więcej niż standardowe Jesteście najlepszą publicznością! i może Polacy są jakoś bardziej postępowi i otwarci w stosunku do tego. Clearest Blue zostało zadedykowane przez Mayberry całej publiczności, a The Mother We Share okraszone wstępem a capella. Na sam koniec wokalistka i zespół podziekowali za to, że wszyscy zgromadzeni w namiocie ludzie zechcieli zostać na nich tak późno i wyrazili nadzieję, że wrócą do Polski szybciej niż za dwa lata. Pozostaje trzymać za to kciuki. Absolutnie fantastyczny koncert!

IMG_20180705_020724

Lauren Mayberry /fot. Mateusz Stypuła