29 czerwca, w Spółdzielni Ogniwo, odbyła się 32 edycja Sofar Sounds Krakow. Przyszło na nią sporo osób pragnących posłuchać dobrej muzyki. Wszyscy zgromadzili się w dość dużym pomieszczeniu ze sceną na środku. To właśnie tam występowali muzycy i zespoły.

Kasia Tontor

Na początku wystąpiła Kasia Tontor, a na scenie wspomogli ją grający na trąbce Piotr Grzanka i DJ KOSTA. Jej największą inspiracją jest muzyka czarna, co łatwo można wyłapać, słuchając jej piosenek. Wyróżniają je, charakterystyczne dla na przykład R’N’B, rytm i wibracje. Do tego rytmu aż chce się kołysać. Nawet sama wokalistka dała się ponieść tej muzyce i widać było jak bardzo ją czuje. Ekipa organizacyjna Sofar Sounds Krakow nagrywała kilka piosenek i podczas wykonywania dwóch utworów muzyczka wystosowała prośbę do publiczności: kto chce, może wstać i zacząć tańczyć. Niektóre osoby jej posłuchały i po chwili tańczyło już przynajmniej sześciu ludzi. Na setlistę Kasi Tontor złożyły się dwa single z jej nadchodzącej płyty  – I’m Fine i Coolgirl – a także utwór Don’t Talk to Me, dwa kawałki z jej starej EP-ki i świetny tease / cover Redbone z repertuaru Childish Gambino. Tym ostatnim wykonaniem na pewno zaskoczyła większość zgromadzonych w Spółdzielni Ogniwo osób. Ten set był całkiem energetyczny i pozytywny, a na pewno bardzo przyjemny.

kopia 1

Kasia Tontor fot. Mateusz Stypuła

Kirszenbaum

W samym pomieszczeniu było dość duszno, więc piętnaście minut przerwy między występami publiczność wykorzystała na to, by się ochłodzić. Potem na scenie pojawili się muzycy z niezwykłego, a nawet przedziwnego dla niektórych pod względem liryczności, duetu Kirszenbaum – Jakub Wiśniewski i Kacper Szpyrka. Dlaczego przedziwnego? Muzycy, zapytani przez  MC Sofar Sounds Krakow, Klaudię Urban czy mogą opisać graną przez siebie muzykę jednym słowem, nie wiedzieli co odpowiedzieć. W rzeczy samej trudno dokładnie określić gatunek muzyki przez nich prezentowany. Muzycy grają na skrzypcach i gitarze (akustycznej i elektrycznej), a do dyspozycji mają całą masę efektów do gitary i looper. Koncert na Sofarze duet rozpoczął piosenką Samogongon. Wokalista śpiewa w niej pozornie o spotkaniu węża wciąż pędzącego samogon, jednak słuchając tekstu można mieć skojarzenia z mitycznymi symbolami (jörmungandr, uroboros: zaciśnięta szczęka / Węża na ogonie / nie do oderwania / początek i koniec). Później można było usłyszeć piosenkę z nawiązaniem do książki / filmu Siedem lat w Tybecie (zostałem ja i pokój na świecie / przez siedem minut byłem w Tybecie) i piosenkę o idącym przez miasto Golemie (weź ze sobą wszystko / Golem jest już blisko). Ponieważ muzycy z zespołu lubią Muminki, ostatnia piosenka Kirszenbaumu na Sofarze miała całkiem błyskotliwy tekst o Buce. To był najlepszy kawałek tamtego wieczoru, a cały koncert duetu był fantastyczny.

kirsze

Kirszenbaum. Od lewej: Kacper Szpyrka, Jakub Wiśniewski /fot. Mateusz Stypuła

Kat Galie

Na koniec czerwcowej edycji wystąpiła Kat Galie. Ta utalentowana muzyczka już wcześniej występowała na krakowskim Sofarze, jako połowa duetu Kayte. Tym razem zaprezentowała się solo, promując tym samym wydaną 5 maja 2018 roku EP-kę MOONLIGHT. Z tego wydawnictwa zagrała dwie piosenki: The River i The Moon. Oprócz tego wokalistka zaśpiewała kilka piosenek, które nie znalazły się na tej krótkiej płycie (Hands Can’t Deny i The Right Way) oraz Cosmic, piosenkę wspomnianego wyżej duetu. Mimo wyraźnie wyczuwalnej melancholii w delikatnym głosie i w piosenkach Kat Galie, ten repertuar uspokoił i ochłodził publiczność. A może to stało się właśnie dzięki temu? Twórczość tej wokalistki ma w sobie sporo uroku. Lepszego sposobu na duszność (oczywiście poza piciem wody i innych napojów) nie można sobie wyobrazić. W przerwach między występami i po wszystkim można było usłyszeć wesołe rozmowy. Koncerty zdecydowanie podobały się wszystkim zgromadzonym w Spółdzielni Ogniwo ludziom. To świadczy, że wieczór się udał.