Dotychczas CHVRCHES produkowali swoje albumy sami. Do pracy nad Love Is Dead muzycy przystąpili z producentem Gregiem Kurstinem. Coś się zmieniło. Musiało. Nowe wydawnictwo zespołu jest pełne przebojowych piosenek, bardziej popowych niż kiedykolwiek. I świetnie się tego słucha.

Muzycy z zespołu dobrze wiedzą jak ułożyć listę piosenek na płycie, tak żeby całość brzmiała spójnie i dobrze. Ich pierwsze dwie płyty zaczynały się od fantastycznych, melodyjnych i zapadających w pamięć kawałków, tak jest i tym razem. Graffiti to prawdziwa perełka na tym albumie i jeden z najlepszych utworów CHVRCHES w całej ich dyskografii.  Niewiele mniej czaru mają singlowe Get Out i Never Say Die. Są one niezwykle energiczne i melodyjne. Deliverance niesie lekki powiew świeżości – syntezatory delikatnie budują klimat i tło pod głos Lauren Mayberry.

W My Enemy, spokojnej i dość oszczędnej piosence, wokalnie udziela się Matt Berninger – wokalista The National. Razem z Mayberry tworzą całkiem urokliwy duet wokalny. Ich głosy dobrze ze sobą współgrają. Cudowną niespodziankę stanowi głęboki bas w refrenie Miracle. Tej piosenki najlepiej słuchać głośno i można tylko przypuszczać jak dobrze sprawdzi się ona na koncertach. Podobnie Graves: najbardziej przebojowy i energiczny numer z płyty. Za to rewelacyjnie brzmiące syntezatory w Heaven/Hell przyprawiają o dreszcze. Na Love Is Dead, tak jak na dwóch poprzednich płytach zespołu, znajduje się piosenka zaśpiewana przez Martina Doherty’ego. Nazywa się God’s Plan i NIE jest to cover Drake’a. Brzmi naprawdę dobrze i świetnie się komponuje z resztą piosenek zachowując przy tym oryginalność. Trochę bardziej zaskakująca jest Really Gone. To minimalistyczna ballada w marszowym rytmie wybijanym przez syntezatory, śpiewana przez wokalistkę delikatnie i stonowanym, czarującym głosem. Tym samym to dopiero trzecia typowa ballada w dyskografii tria. Nowością jest minutowe interludium ii, które można usłyszeć przed ostatnim utworem. Dobrze wprowadza w klimat, bo ostatnie Wonderland to mieszanka przebojowości, energii i dziwnego smutku zawartego w tekście utworu (Can’t live forever / With my head and my heart in the clouds).

Lauren Mayberry jeszcze nie miała tak dobrych linii wokalnych, a jej głos tak dobrze nie brzmiał jak na tym albumie. Pełne możliwości swojego głosu Mayberry pokazuje w przejściach między zwrotkami a refrenem w pierwszej połowie Graves i Heaven/Hell. Być może odpowiedzialny jest za to Kurstin, być może to wokalistka ma coraz większe doświadczenie w pisaniu piosenek i występowaniu na żywo. Trzeba przyznać, że jej głos przekazuje wiele energii i emocji.

Love Is Dead zaznaczyło zmianę. Małą ewolucję brzmienia, jednak świetnie wpisującą się w dotychczasową dyskografię zespołu. To album pełen świetnych melodii i wspaniałych syntezatorowych dźwięków.