Już od pierwszej zapowiedzi było wiadome, że ten projekt okaże się co najmniej ciekawy. Theresa Wayman zdecydowała się na wydanie solowego albumu pod pseudonimem TT. Dźwięki na LoveLaws nie są już tak oczywiste, jak stwierdzenie zawarte w pierwszym zdaniu. I dobrze.

Trip-hop i elektronika w dużej mierze zastąpiły te bardziej tradycyjne brzmienia. Choć bity, sample, syntezatory i delikatne, klimatyczne dźwięki gitar oraz cudownie podkreślającego atmosferę downtempo basu, mieszają się tu ze sobą nieustannie. I to najpiękniej jak można by było. Tworzą tym samym niezwykle klimatyczne dzieło opowiadające o miłości bezwarunkowej, miłości samej w sobie, macierzyństwie i samotności z jaką musi mierzyć się muzyczka na trasach koncertowych. TT swoim nieco rozmarzonym i eterycznym głosem przekazuje te historie z odpowiednią dawką wrażliwości i emocjonalności. Mykki to godne wprowadzenie w atmosferę wydawnictwa. Jednocześnie trochę intymne, delikatne jak słyszalny na początku wydech, w refrenie silne jak prośba w tekście Tell me you’re alive / Make it feel right. A to dopiero początek.

Singlowe I’ve Been Fine i Love Leaks zapadają w pamięć dzięki cudownym melodiom i aranżacjom. Pierwszy utwór wyróżnia świetny rytm i powtarzane jak mantra Why can’t you be next to me? podkreślające samotność autorki, a melodia wygrana na fisharmonii w Love Leaks prawdziwie wzrusza. The Dream to klimatyczna piosenka o podobnej strukturze co Mykki, i jak sama wokalistka przyznała, pierwsza jaka powstała na płytę. Prawdziwy trip-hop można usłyszeć jednak w Tutorial – spokojny, pulsujący bas brzmi tu pięknie, a pianino elektroniczne i gitary stanowią doskonałe tło dla intymnej historii zawartej w tekście. Melancholia płynąca z tej muzyki jest szczególnie zauważalna w oszczędnym Dram. Na początku Safe można usłyszeć odtworzoną scenę z Okna na podwórze Alfreda Hitchcocka. To podkreślenie miłości multiinstrumentalistki do filmów tego reżysera i estetyki klasycznego Hollywood. Ten kawałek ma swój urok również dzięki melodii i warstwie instrumentalnej. Pojawia się tam klarnet, a na perkusji i syntezatorach zagrała Stella Mozgawa.

Oprócz klasycznych piosenek, na płycie znajduje się krótkie i przyjemne interludium zaśpiewane przez Ludivine Anneliz: pasierbicę menadżera Theresy Wayman, Cedrica LeMoyne’a. Na Take One pojawia się kolejny gość: Jenny Lee Lindberg. Można ją usłyszeć w drugiej połowie kawałka, a jej gra na basie dodaje mocy i świeżości. Całość kończy Too Sweet, spokojnie rozwijający się utwór ze ślicznymi harmoniami wokalnymi. Na solowym debiucie przyjaciółki z zespołu nie mogło przecież zabraknąć Emily Kokal.

Na sam koniec albumu można usłyszeć bity imitujące bijące serce. Słucha się też tego bijącym z emocji sercem. LoveLaws to bardzo dojrzałe, przemyślane i pięknie brzmiące dzieło pełne przede wszystkim fantastycznych trip-hopowych rytmów i świetnych melodii.