Chełmek niedaleko Oświęcimia. Miasteczko to stało się jednym z 5 przystanków na trasie Matta Elliotta po Polsce. Czy dało się przejść obojętnie obok takiej dawki emocji i melancholii?

Sala MOKSiRu praktycznie się zapełniła – nieczęsto się zdarza, żeby taki muzyk jak Elliott, inspiracja dla wielu kompozytorów, multiinstrumentalistów i tekściarzy, pojawił się na koncercie w Polsce. W dobrym wypadku zrobi to raz na kilka lat. W końcu przyjechał. Wyszedł na scenę samotny, z gitarą akustyczną pod ręką i zasiadł na krześle. Przed nim stały dwa mikrofony, dalej już tylko publiczność. W jego muzyce, w pozornej prostocie akustycznych kompozycji, tkwią wielkie pokłady szczerości i autentyczności. Twórczość Elliotta nie czaruje w słodkim tego słowa znaczeniu, jeśli jest w niej czar, to właśnie w chłodzie, przenikliwym nieraz smutku i specyficznej, trudnej do opisania atmosferze stwarzanej przez te numery i towarzyszącej koncertom Brytyjczyka. Trudno było nie westchnąć, wsłuchując się na przykład w przejmujący i klimatyczny, najbardziej znany utwór gitarzysty, czyli The Kursk opowiadający o katastrofie rosyjskiego okrętu podwodnego K-141 Kursk, a w zasadzie będący – dzięki wytworzeniu dusznej i przytłaczającej atmosfery, stopniowaniu napięcia, genialnie zloopowanym frazom wokalnym i minimalistycznej warstwie lirycznej – próbą opisania traumy tonących marynarzy, którzy już nigdy nie zobaczą światła.

DSC_6012

Matt Elliott / fot. Aleksandra Kardasińska

Jednak nie tylko ta piosenka stanowiła o wyjątkowości tego wieczoru. Matt Elliott rozpoczął swój koncert od długiej i pięknie zaaranżowanej The Right to Cry z płyty Only Myocardial Infarction Can Break Your Heart. I gdy tylko z ust wokalisty wydobyły się pierwsze słowa piosenki, można już było tylko siedzieć w bezruchu, słysząc zaangażowanie z jakim opowiada tę (oczywiście) smutną historię. Następny w kolejności Zugzwang płynnie przeszedł w cover Screamin’ Jaya Hawkinsa I Put a Spell on You, śmiało dorównujący oryginałowi pod względem tworzenia klimatu. Po wykonaniu tego coveru Elliott zagrał The Kursk, a później dwa kawałki z albumu The Calm Before: numer tytułowy oraz Wings & Crown. Podstawowy set muzyk zakończył utworem Dust, Flesh and Bones. Po zagraniu tej smutnej piosenki o samotności Elliott zszedł ze sceny, jednak nie dał na siebie długo czekać i wrócił, by zaprezentować publiczności jeszcze dwie piosenki – cover Cher Bang Bang i Also Ran z jego pierwszej solowej płyty.

DSC_6020

fot. Aleksandra Kardasińska

Wprawne ucho od razu zarejestrowało, że Matt Elliott używa loopera. W pewnym sensie zniwelowało to intymność koncertu, jednakże przyczyniło się do oddania atmosfery melancholijnego chłodu, a nie raz i rozpaczy, zawartych w prezentowanych przez niego piosenkach. A Elliott to mistrz w tworzeniu takich klimatów i wspaniały instrumentalista. Zniewalające dźwięki gitary, choć czasem loopowane, spotkały się z entuzjastyczną reakcją publiczności. Sam muzyk, jeśli już odzywał się między piosenkami, dziękował za oklaski. Pod koniec koncertu Matt Elliott wyraził wdzięczność za ciepłe przyjęcie i podziękował Radkowi Chlamie, który mocno przyczynił się do obecności muzyka w Chełmku. Publiczność pożegnała Elliotta owacjami na stojąco.

Matt Elliott. Skromny człowiek piszący niesamowicie smutne i bolesne teksty oraz tworzący świetne kompozycje. Tę muzykę trzeba usłyszeć na żywo. Koncertem w Chełmku pokazał jak wiele można przekazać za pomocą gitary i głosu.