Balansowanie na granicy indie rocka i rocka alternatywnego już od dawna nie brzmiało tak dobrze. Przynajmniej tu w Polsce. EP-ka Good Old Heartbreak warszawskiego Ships Went South to 13 minut pełne energii i melodyjności.

Trudno o odkrywczość przy ogromie zespołów grających tego typu muzykę, a jednak całość odbiera się świetnie.Materiał na EP-ce cechuje melodia i nośność. Instrumentalnie gitary dodają klimatu. Chwilami słychać tam nawet delikatne echa math rocka. Teksty piosenek niosą ze sobą pewną dozę melancholii, a może nawet i smutku i bólu, bo przecież mowa w nich (w dużym skrócie) o zawodzie miłosnym. Wyśpiewane ekspresyjnym głosem kawałki są niesamowicie nośne. Jest w tym zespole coś, co wyróżnia go na tle wielu innych grup grających indie rocka. Może właśnie to coś kryje się  w głosie wokalisty, kiedy trzeba potrafiącego wyrzucać z siebie emocje, a może w grze zespołu. Numer tytułowy w odpowiednio wyważony sposób kontrastuje ostrzejsze, bardziej emocjonalne refreny z delikatnością zwrotek. Najbardziej indie rockowym (jeśli wziąć pod uwagę lekkość i szybkość) kawałkiem jest drugi Not Impressed, choć i tutaj można usłyszeć zmianę tempa i podkreślenie mocy w refrenie, przez co całość wychodzi zdecydowanie na plus. EP-kę zamyka Oranges. Emocje opadają na słuchacza z intensywnością gradobicia, gdy historia o utraconej nadziei kończy się, a muzyka atakuje z niezwykłą mocą.

Muzyka zawarta na Good Old Heartbreak wytwarza dość specyficzny klimat. Chłód melancholii miesza się tu z energią, ekspresją i emocją. Ships Went South nagrali całkiem solidny materiał. Na pewno godny polecenia i przesłuchania.