Jedną z pozakoncertowych atrakcji ostatniego dnia festiwalu było spotkanie z Henrym McGrogganem, menadżerem Iggy’ego Popa. Na dodatek zorganizowany w dniu urodzin tego drugiego. McGroggan opowiadał ciekawe historie o tym jak działał kiedyś przemysł muzyczny czy jak wygląda jego praca. Opowiedział też historię swojej współpracy z Myslovitz. Gdy już udało mu się przekonać szefów wytwórni do promowania twórczości zespołu za granicą i mimo problemów językowych (nikt z zespołu nie potrafił dostatecznie dobrze mówić po angielsku) zabukowano już trasę na hale zdolne pomieścić od 8 do 15 tysięcy osób, Artur Rojek wycofał się, tłumacząc, że nie może teraz zostawić swojej rodziny i udało mu się przekonać do tego większą część zespołu. Trasa się nie odbyła, a McGroggan po latach uważa, że wokalista za bardzo bał się wyjść ze strefy komfortu i po prostu nie chciał, żeby Myslovitz stał się znany poza Polską. Po tej i kilku innych historiach, publiczność zadawała pytania. A potem przyszedł czas na koncerty.

Kraków Loves Adana (18.45-19.15)
Duet z Hamburga pierwszy raz odwiedził Polskę, by zalać publiczność niezwykle przyjemnymi dźwiękami gitar. Trochę przesteru, trochę indie rocka i zdecydowanie wyróżniający się spośród innych, delikatny i niski głos wokalistki Deniz Cicek sprawił, że trudno będzie zapomnieć o tym koncercie. Na krótki set w Poznaniu złożyły się piosenki z dwóch ostatnich albumów duetu: Call Yourself New (między innymi False Alarm, Never Quite Right) i Songs After the Blue. Jak mówiła wokalistka, Rapture to utwór o kasecie, American Boy to pełna wściekłości piosenka o mieście w którym Cicek żyje, Follow the Voice to nowa piosenka mówiąca o podążaniu za pewnymi ideami, nawet gdy są błędne. Ostatni utwór, Illusion of Control, wokalistka zadedykowała żonie Iana Curtisa, Deborze. Bardzo dobry koncert!

Krak

Kraków Loves Adana / fot. Mateusz Stypuła

Maniucha i Ksawery (19.45-20.15)
Drugi koncert w Psie Andaluzyjskim był najoryginalniejszym i magicznym wydarzeniem. Wymierające, tradycyjne pieśni z Polesia (zarejestrowane na płycie Oj borom, borom) wykonywane przez Maniuchę Bikont i Ksawerego Wójcińskiego oczarowały i wprowadziły publiczność w swoisty trans. Brawurowe wykonania poprzedzały krótkie opowieści zdradzające o czym jest dany utwór. Wójciński niesamowicie wczuwał się w grę na kontrabasie. Dwójka muzyków dała koncert pełen wielkiej pasji i widocznego zaangażowania. Ludowe pieśni rozbrzmiały z prawdziwą mocą w sali klubu i stworzyły specyficzny klimat swojskości (w dobrym tego słowa znaczeniu). Maniucha Bikont urzekli wszystkich zgromadzonych w Psie Andaluzyjskim ludzi. Przepiękny koncert.

bikont

Maniucha i Ksawery / fot. Mateusz Stypuła

Sorja Morja (20.45-21.15)
Zespół rozpoczął koncert Australią, jakby otwierali swój album. Ich muzyka waha się między minimalizmem w brzmieniu, a uzyskaniem z niego jak najwięcej energii dzięki często pojawiającym się w utworach dwóm gitarom. W Poznaniu Sorja Morja zagrała nie tylko piosenki ze swojej płyty Sorja. Na setliście pojawił się cover rapera z Wrocławia, Młodego Osy, którego to twórczość zespół bardzo poleca. Trio wykonało też po raz drugi na żywo swoją nową piosenkę Oczy. Muzycy świetnie wypadli, a w klubie zrobiło się duszno od nadmiaru ludzi, którzy dali się uwieść dźwiękom keyboardu, skutecznie wabiącego melodiami.

sorja

Sorja Morja / fot. Mateusz Stypuła

Bokka (23.30-00.15)
Ten koncert mógł się nie odbyć. Dwa dni wcześniej, w drodze na koncert w Gdańsku, Bokka miała wypadek w wyniku ktorego spłonął im cały sprzęt. Niewiele pozostało, a po zdjęciach opublikowanych przez zespół widać, że było groźnie. Ocalała tylko jedna nowa maska, dumnie noszona przez Y oraz tamburyn. Na szczęście dzieki pomocy co najmniej dziesięciu zaprzyjaźnionych muzyków, którzy urzyczyli grupie swojego sprzętu, koncert odbył się zgodnie z planem. W Poznaniu Bokka zagrała piosenki że ze swojej najnowszej płyty Life On Planet B. Wyjątek stanowił utwór Town of Strangers, zapisany jako bis na setliście i ostatecznie nie zagrany na koncercie. To bardzo dziwne, że publiczność nie domagała się bisów, przecież koncert przyjęli entuzjastycznie. Materiał z nowej płyty wykonywany na żywo to istna dźwiękowa petarda. Na koncercie nowe, świetne kompozycje nabierają innego, równie zachwycającego brzmienia. To też wspaniałe melodie, elektronika, oświetlenie i cudne wizualizacje wyświetlane  za muzykami. Całość brzmiała i wyglądała wprost oszalamiająco. Śpiew Y i jej energia, połączona z profesjonalizmem pozostałych muzyków, płynęła ze sceny wprost na publiczność i mimo deklaracji stresu Bokka zagrała fantastyczny koncert.

kka

Bokka / fot. Mateusz Stypuła

I jeszcze, w nocy, Muchy zagrały Xerroromans w wypełnionym po brzegi klubu Blue Note i tak oto 5 edycja Enea Spring Break Showcase Festival and Conference przeszła do historii.