Rozstrzał gatunkowy muzyki wykonywanej przez Juliana Casablancasa poza The Strokes może odrobinę zaskakiwać. Z jednej strony kolaboracje z Daft Punk, inspirowany synth popem i elektroniką album solowy, z drugiej zespół The Voidz. To właśnie z nim, jeszcze pod szyldem Julian Casablancas + The Voidz, muzyk wydał w 2014 roku album Tyranny pełen głośnych, chwilami agresywnych, nieoczywistych i eksperymentalnych numerów. Teraz zespół ten wrócił z drugą płytą Virtue.

Płyta nie powiela żadnych schematów z poprzedniczki – znacząco się od niej różni. W założeniu miała ona być bardziej przystępna. I faktycznie, płyta brzmi delikatniej i bardziej gładko, jest mniej trudna w odbiorze. Piosenki znajdujące się na Virtue nadal mają bardzo eksperymentalny charakter. Mimo to płytę otwiera Leave It In My Dreams, przyjemny, melodyjny kawałek o bardzo tanecznym rytmie. Pyramid of Bones wprowadza już jednak ostrzejsze gitary – to już dobry eksperymentalny rock, chwilami kojarzący się z punkiem. Lżejsze rytmy powracają w Permament High School, nie pozostawiając złudzeń: na Virtue Julian Casablancas eksperymentuje z tanecznymi brzmieniami. One of the Ones wprowadza w lekko psychodeliczny klimat. Krótki oddech ulgi funduje śliczna i delikatna, smutna ballada Think Before You Drink. Beach boysowa gitara i jakby zapętlona perkusja hipnotyzują w Wink, a  celowo leniwie melorecytowane zwrotki dobrze skontrastowano z melodyjnością utworu. Bardzo głośna i mocna, niemal punkowa piosenka Black Hole to punkt kulminacyjny albumu, choć do końca zostało mniej więcej 13 minut, a końcowe Pointlessness próbuje uspokoić i złagodzić natężenie dźwięków.

To co w Black Hole najlepsze, stanowi również problem tej płyty i, jak się zdaje, całej dotychczasowej dyskografii The Voidz. Eksperymentalny charakter tych utworów zaskakuje i chwilami jest strzałem w dziesiątkę. Na Virtue stanowią o tym fantastyczny, taneczny, melodyjny i przebojowy QYURRYUS (nie przeszkadza tu nawet autotune), Świetny, niemal hip-hopowy sampel w AlieNNatioN oraz niesamowicie przebojowy All Wordz Are Made Up. Ponad wszystko wybija się jeszcze Pink Ocean, numer zostaje jednak stłamszony przez nadmiar innych dźwięków. Właśnie – co za dużo, to niezdrowo. O ile pierwsza część płyty jest świeża, ciekawa i przebojowa, im dalej w las, tym bardziej można się zmęczyć. Bo to mimo wszystko wymagający album. Piosenki na koniec zlewają się w jedno i choćby nie wiem jakby się chciało je odróżnić, męczą i mogą denerwować swoją formą.

Wymagająca forma tych 15 piosenek nie zmienia faktu, że Virtue to płyta niezwykła. Z jednej strony taneczna, przebojowa, chwilami flirtująca z alternatywnym popem, z drugiej ostra, momentami agresywna oraz przede wszystkim eksperymentalna. Casablancas tworzy z pasją i zaangażowaniem. Widać, że muzyk uwielbia eksperymenty z brzmieniem. W jakie rejony zaprowadzą go następne, można tylko spekulować.