Trudno zaprzeczyć oryginalności Of Montreal. Z biegiem lat brzmienie projektu ewoluowało, nie zmieniła się jednak jego autentyczność i siła. Kevin Barnes to niezwykle płodny muzyk potrafiący zaskoczyć kombinacją szczerych, głębokich tekstów pełnych odniesień literackich i mitologicznych czy refleksji filozoficznych z chwytliwością muzyki. Tak zaskakuje najnowsza płyta Of Montreal.

White Is Relic/Irrealis Mood to pełna mroku i fantazji podróż do umysłu Barnesa w takich niespokojnych czasach jakie mamy dzisiaj w USA.  W eseju napisanym w związku z wydaniem albumu wokalista określił jako swoje inspiracje dzieła Angeli Davis, Ta-Nehisi Coatesa, Noama Chomsky’ego i Chris Kraus, a także autobiografie Malcolma X i Marka E. Smitha. Przyznał też, że od czasu inauguracji prezydenta Stanów Zjednoczonych zmaga się z paranoicznym przeczuciem Sztucznej, złudnej rzeczywistości. Kolejne inspiracje czerpał on z wydłużonych klubowych miksów hitów z lat 80. I to zdecydowanie tu słychać, bo cały album jest bardzo taneczny i przesiąknięty ejtisowym brzmieniem. A do tego wprost fantastyczny. To czysta manifestacja energii zamknięta w 6 długich piosenkach. Płyta może być odbierana zarówno jako dobra do tańca, jak i refleksyjna. Teksty piosenek aż zapraszają do analizy. Nic tylko słuchać, tańczyć czy przemyśleć próbując nie dostać dreszczy, nie zapłakać bądź się nie uśmiechnąć.

Po raz kolejny objawia się tu niezwykły talent Barnesa. Kto inny mógłby napisać piosenkę w rodzaju Paranoiac Intervals/Body Dysmorphia, hymnu Ameryki po prezydenturze Obamy, czasów w których płonne nadzieje zastąpione zostały przez pełną nienawiści falę farmaceutycznie osłabionego internetowego neo-realizmu, która swoją melodią i zniewalającym brzmieniem sprawia, że aż chce się tańczyć? Albo rytmiczna, delikatna i jakby senna Soft Music/Juno Portraits Of The Jovian Sky, Writing The Circles/Orgone Trophics gdzie Barnes śpiewa wysokim, zniekształconym przez efekt głosem czy Sophie Calle Private Game/Every Person Is A Pussy, Every Pussy Is A Starktóra jest jedną z najładniej napisanych piosenek o miłości ostatnich lat? To wspaniała płyta. Świadczą o tym jej wyczuwalny we wszystkich utworach klimat disco, oraz niesamowite melodie i bity. Barnes tym razem pracował nad nią głównie sam i przy użyciu jednego tylko pakietu sampli perkusyjnych, chcąc przez to uzyskać ciągłość rytmiczną, co mu się w końcu udało. Chwilami, przez długość utworów i fakt, że każdy z nich posiada dwa tytuły, może się wydawać, że White Is Relic/Surrealis Mood to zbiór nie 6 długich, a 12 krótszych kawałków. Nieważne jednak jak się ją odbiera, płyta brzmi fantastycznie i świeżo.

Faktem jest, że Of Montreal to jeden z najbardziej osobliwych i oryginalnych projektów współczesnego indie popu. Barnes wie jak pisać pochłaniające całą uwagę teksty i muzykę, co zadziwia nawet po 22 latach od wydania debiutu. White Is Relic/Surrealis Mood to wciągająca płyta pełna znakomitych piosenek. Niektóre z nich mogą na stałe zapisać się w historii zespołu jako jedne z najlepszych.