Katie Caulfield stworzył płytę angażującą w pełni, choć trudną w odbiorze. Jak przyznają członkowie zespołu, trzeba mieć do niej nastrój. To ostatnie słowo stanowi idealny punkt zaczepienia i można tu wymieniać przymiotniki określające jaki konkretnie nastrój wytwarza słuchanie Mutual Dreaming. I jakie emocje wyzwala. Bo robi to z siłą huraganu.

Wyważając ciężkość, muzycy z Katie Caulfield stworzyli dzieło potrafiące raz za razem to zadziwić, to zmrozić krew w żyłach, zaskoczyć czy zachwycić. Już od pierwszej piosenki da się wyczuć drzemiącą w tych dźwiękach siłę. Długie kompozycje robią niesamowite wrażenie swoją mocą i klimatem. Narastająca burza Mutual Dreaming I rewelacyjnie otwiera drogę do opowiedzenia pełnych niepokoju i trochę surrealistycznych historii. Historia o  niecodziennym, symbolicznym ślubie w Wedding, najpierw spokojnie opowiadana, eskaluje w ostrzeżenie wykrzyczane pełnym emocji głosem wokalisty. 

Niekiedy słowa są formułowane w surrealistyczną, trudną do określenia opowieść, jak w najkrótszym z płyty Balloon, płonącym jednak  z siłą dzikiego ognia dzięki nadzwyczaj dobremu brzmieniu i ostrości utworu. Wzajemność pozwala na dłuższą chwilę oddechu. Tekst, tym razem recytowany, to krótki wiersz autorstwa Marcina Pasternaka, bardzo dobry zresztą. Kawałek fantastycznie się rozwija, zaczynając od przewodzącego w nim basu i perkusji do którego później dochodzi gitara i tak w końcowych czterech minutach wszystko przybiera na sile i eksploduje z pełną mocą.  Najdłuższy utwór na albumie, trwający ponad trzynaście minut Mutual Dreaming II rozwija się podobnie i można tu zauważyć pewien wzór na tworzenie nastroju, znany już nie od dzisiaj i wykorzystany w tym przypadku perfekcyjnie. A do tego wspomniany już wyżej specyficzny klimat, pełen swego rodzaju melancholii i tajemniczości, obecny we wszystkich numerach. Cały tryptyk Mutual Dreaming, kończący się zamykającym album (co ważne – o tej samej nazwie) Mutual Dreaming III (Katie’s Death), nie daje o sobie zapomnieć dzięki nasileniu dźwięków i emocji, pozostawiając po sobie uczucie nasycenia energią.

Trzeba mieć sporo talentu, żeby nagrać dobry drugi album. A temu krakowskiemu zespołowi zdecydowanie się to udało. Mutual Dreaming z pełną mocą rozbudza zapomnianą energię. Trudno oderwać się od tych hipnotycznych i ciężkich utworów. Dzięki niezwykłemu klimatowi i atmosferze album porywa całkowicie.