Jedna płyta co dwa bądź trzy lata to, zdaje się, optymalny przepis na artystyczne spełnienie wśród większości muzyków. Zwłaszcza gdy pomiędzy nagrywaniem intensywnie się koncertuje. Właśnie ukazał się piąty album studyjny Son Lux. To pełen wrażliwości zapis radzenia sobie z nieoczekiwanym. Całkiem jak życie w dzisiejszym świecie.

Trio z Nowego Jorku swoją wprost genialną płytą Lanterns z 2013 roku postawiło poprzeczkę bardzo wysoko. Ich następny krążek nie doskoczył do tamtego poziomu, jednak nowy Brighter Wounds w całej swojej krasie daje odczuć siłę brzmienia tego zespołu. Swoim hymnicznym, podniosłym klimatem i niemal anielskimi chórami zapowiedział to już singiel Dream State. A to tylko jedna piosenka na płycie pełnej przepięknych dźwięków. Rzewne Forty Screams porusza tekstem i emocjami w głosie wokalisty, a dzięki spokojnej, choć zapowiadającej momentami późniejszą na krążku eksplozję dźwięków, muzyce sprawdza się znakomicie jako otwierający płytę i budujący klimat kawałek. Trio uderza w minimalistyczne tony i odnosi się do muzyki r’n’b utworem Labor. Melodyjność i wrażliwość, podkreślone przez pełen emocji głos Lotta i klawisze, niemal wylewają się z tego numeru. Podobnie w Slowly gdzie najbardziej ujmują powtarzane w refrenie słowa Slowly/Lie to me like you do. Od tej piosenki bije dziwny chłód.

Wszystkie utwory zresztą, zarówno pod względem tekstu, jak i muzyki, przepełnione są niesamowitą wrażliwością, smutkiem i bólem. Słychać to też w często rozedrganym głosie wokalisty. Po raz kolejny w historii, muzyka służy jako rodzaj terapii, sposób rozliczenia się z traumatycznymi przeżyciami. Bliski przyjaciel Ryana Lotta zmarł na raka, a krótko po jego śmierci, gdy muzyk wciąż był w szoku, Lott został ojcem. Wokalista wychowuje syna i wciąż usiłuje pogodzić się z tamtą śmiercią. Jednocześnie martwi go to w jakim stanie są współcześnie Stany Zjednoczone  i przyszłość jakości życia w tamtym kraju. Lott wspomniał nawet w jednym z ostatnich wywiadów, że wszystko na tej płycie, nawet jeśli niezamierzenie, stanowi odbicie czegoś co stało się w rzeczywistości. Każda z tych rzeczy wpłynęła w pewien sposób na wydźwięk całego albumu, kreując brzmienie współgrające z niesamowicie emocjonalnymi, wrażliwymi i nieraz osobistymi tekstami.

Można by się przyczepić do The Fool You Need i tego, że zabiegi dźwiękowe (rytm, perkusja i syntezatory) zastosowane przez Bhatię, Changa i Lotta momentami za bardzo przypominają ich prawdopodobnie największy hit Easy, jednak całościowo numer broni się klimatem i melodyjnością. Na tle syntezatorów i fortepianu dominujących w większości kawałków, najbardziej wyróżnia się Surrounded. O reprezentacyjności tego utworu świadczy jego siła i rewelacyjna, stanowiąca kontrapunkt dla delikatnego śpiewu wokalisty, perkusja. Nie ma tu miejsca na monotonię bądź nudę. Potwierdzają to na przykład cudownie brzmiąca i pojawiająca się jakby znikąd gitara w The Fool You Need czy All Directions gdzie można usłyszeć wszystkie wspomniane wyżej instrumenty budujące nastrój i moc utworu. Od początku istnienia Son Lux zaskakiwali i tak robią też tutaj.

Wiadomo, że Bhatia, Chang i Lott to niesamowicie utalentowani muzycy i producenci. Każdym swoim albumem zdają się wynosić wyżej i wyżej. Brighter Wounds to najbardziej osobisty pod względem tekstowym album tria. Zaskakuje on tym jak bardzo jest przemyślany i jak wiele emocji w nim zawarto. I tak, brzmi kapitalnie.