Już od jakiegoś czasu Ralph Kaminski wzbudza coraz większe zainteresowanie na polskiej scenie muzycznej. Razem z My Best Band in the World (zespołem towarzyszących mu na scenie muzyków) objeżdżają całą Polskę w ramach trasy koncertowej m o r z e. Trasa ta powoli dobiega końca, a jednym z jej ostatnich przystanków było Bielsko-Biała.

Klub Miasto gorąco przywitał tych muzyków i muzyczki. Fanki i fani wypełnili go po brzegi. Koncert rozpoczął się chwilę po 20. Najpierw muzyka ucichła i z głośników rozległo się krakanie. Zgromadzeni na sali ludzie zaczęli się nawzajem uciszać. Stopniowo na sali robiło się ciszej, a na scenie zaczęli pojawiać się przebrani za kruki członkowie zespołu. Wśród nich znajdował się Ralph Kaminski, którego nikt nie poznał dopóki nie stanął on przy mikrofonie i nie ściągnął z głowy części kruczego przebrania. Wtedy zrobiło się trochę głośniej, jednak liryczna i nastrojowa Grudniowa piosenka wykonana została we względnej, jak na klubowe warunki, ciszy. Podobnie z następnym Morzem. Oba utwory cechuje spokój, powaga i melancholia. Odegrane w odpowiednich warunkach (a takie w Mieście zdecydowanie były) oddziałują jeszcze bardziej niż gdy słucha się ich w wersjach studyjnych. Przynajmniej kilka osób na sali potrzebowało chusteczek. A podczas Grudniowej piosenki, przy użyciu wiatraka, spadł sztuczny śnieg!

IMG_20180216_203848

Grudniowa piosenka/ fot. Mateusz Stypuła

 

Zaraz potem jednak Kaminski rozruszał i rozchmurzył publiczność, gdy po przywitaniu się ze wszystkimi powiedział, że teraz zagrają coś szybszego. I tak gdy zespół zaczął grać Lato bez Ciebie fanki i fani zareagowali entuzjastycznie. Wszyscy bez wahania posłuchali zawołania Kaminskiego Bielsko-Biała, skaczemy! Całe to skakanie, powtórzone jeszcze nieraz w trakcie tego fantastycznego występu uwolniło pokłady pozytywnej energii. Potem aż od niej buzowało. Nie umknęło to też uwadze wokalisty. Kilkukrotnie powtórzył on ze sceny, że bielska publiczność  jest jedną z najlepszych dla jakich grał koncerty.

good

fot. Mateusz Stypuła

Podczas wykonywania Apple Air, napisanej o rodzinnym mieście muzyka, fanki i fani podnieśli w górę kartki A4 z napisem Thank you for your love <3, cytatem z tekstu. Wokalista ucieszył się na ich widok.  Jan, piosenka o zmarłym dziadku wokalisty sprawiła, że znów zrobiło się ciszej i można było w spokoju wsłuchać w całkiem przejmujący tekst piosenki. Zapowiedział ją on prośbą o włączenie białych światełek, latarek w telefonach, co fani oczywiście zrobili, w efekcie w klubie zrobiło się niemal jasno jak w dzień. Dodało to specyficznego czaru do już i tak niezwykle przyjemnego koncertu.Po Janie Kaminski zaśpiewał Los i dopiero Mój Hymn o Warszawie, odśpiewany dzielnie przez zgromadzonych w klubie ludzi (tak jak i zresztą reszta kawałków), odjął trochę ciężaru przez swój marszowy charakter. Niezwykle dobrze wypadła I znów zaśpiewana w duecie z grającą na pianinie Agą Bigaj. Ta dziewczyna ma naprawdę ładny głos, a piosenka spełniła swoją rolę urzekając wszystkich klimatem. Meybick Song sprawiła, że publiczność oszalała. Oto na scenie, ku uciesze fanek (i pewnie jakichś fanów),  pojawił się Kamil Studnicki tak jak w teledysku do Meybick Song i zaczął tańczyć, po czym zszedł ze sceny (czym wywołał jeszcze większy entuzjazm) i tam kontynuował swój układ taneczny.

 

jeszcze

Aga Bigaj i Ralph Kaminski podczas wykonywania piosenki I znów / fot. Karolina Brandys

and this

Na drugim planie widoczny Kamil Studnicki / fot. Mateusz Stypuła

Ralph Kamiński też ruszał się na scenie jak mało który. Wokalista tańczył i wciąż wykonywał teatralne pozy tak, jak jest z tego znany. Przekazywał też ze sceny wiele energii. Na setlistę nie złożyły się tylko piosenki z płyty m o r z e. Jednym z ważnych momentów występu stanowiło wykonanie autorskiej piosenki Nigdy nie przestanę przez gitarzystę My Best Band in the World Pawła Izdebskiego, dla którego to koncert w Bielsku-Białej był ostatnim w tym zespole. Jak tłumaczył sam Ralph Kaminski powodem odejścia Izdebskiego nie jest jakikolwiek konflikt z wokalistą, a chęć pchnięcia do przodu solowej kariery. Póki co, muzyk wydał debiutancką EP-kę Książę naiwności. Nigdy nie przestanę to szybka i wpadająca w ucho kompozycja w stylu country, wprawiająca w ruch nogi jak na skoczną pieśń przystało. Przed jej wykonaniem Izdebski podziękował Ralphowi Kaminskiemu za możliwość wzięcia udziału w przygodzie jaką była wspólna trasa i muzycy uściskali się serdecznie wywołując wśród publiczności głośne och.  Piosenkę nagrodzono  gromkimi brawami.

i to

Podziękowania dla Pawła Izdebskiego (pierwszy od lewej) / fot. Karolina Brandys

może to

fot. Karolina Brandys

Koncertowy repertuar wypełniły też wspaniale wykonane covery: cudownie smutne i pięknie wykonane Jezioro Szczęścia Bajmu (jeden z najlepszych tekstów Beaty Kozidrak), wykonana na bis akustyczna i spokojna wersja Kocham Cię jak Irlandię Kobranocki oraz zaśpiewana odrobinę wcześniej i grana regularnie na trasie Tęczowa Anity Lipnickiej. Ralph Kaminski zapowiedział tę piosenkę i poprosił o wsłuchanie się w piękny tekst z ważnym przesłaniem. Nad głowami wszystkich muzyków zapaliły się światła w różnych kolorach i prawie każdy z My Best Band in the World otrzymał w tym utworze swoją partię wokalną, co zabrzmiało niebywale i pokazało jakie talenty ma się przed sobą. Ralph Kaminski & My Best Band in the World pożegnali się z bielską publicznością piosenką Lights podczas której wokalista zszedł ze sceny i śpiewał wśród rozskakanych fanek i fanów. Co za dobre pożegnanie!

mlp

Od lewej: Piotr Lewańczyk, Michał Piotrowski, Ralph Kaminski, Magdalena Laskowska, Kasia Sylla, Ola Jankowska / fot. Mateusz Stypuła

Kaminski opowiadał ze sceny, że w Bielsku-Białej był dwa razy. Pierwszy raz z mamą jakieś 10 lat temu. Teraz przyjechał zagrać koncert i pod koniec stwierdził, że jeszcze tu wróci. Do takiej publiczności. A publiczność wróci do niego jeszcze nieraz. Za tę energię, za siłę, za talent.