Grudniowy Sofar Sounds Krakow można określić jako dwie godziny spokoju i skupienia. Sprzyjał temu zarówno dobór wykonawców, jak i miejsce występów. Podczas tamtego grudniowego wieczoru królem wśród instrumentów był fortepian. Centrum Kultury Dworek Białoprądnicki wnętrzem i swoim klimatem zdecydowanie pasuje do tego typu koncertów.

Tym razem jednak wszystko rozpoczął ukraiński duet Melancholy Drive. Jak można było się dowiedzieć o tej dwójce muzyków, Alena i Dima poznali się we Lwowie. Po jakimś czasie okazało się, że urodzili się tego samego dnia. Taki uśmiech losu zapoczątkował muzyczną przyjaźń i powstał zespół łączący w swojej twórczości sample z laptopa i fortepian. Słucha się tego niezwykle przyjemnie. Podczas swojego występu Melancholy Drive mieli drobne problemy techniczne. Wszystko jednak ładnie poświadczyło o autentyczności tego koncertu. A gdy tylko znów rozpoczęto set, wszyscy o tych problemach zapomnieli. Wokalista dysponuje bowiem bardzo wysokim głosem. Śpiewał falsetem tak, że ludzie nie mogący dostrzec go zza innych, pytali się To chłopak czy dziewczyna? Wśród czterech wykonanych piosenek znalazł się cover Idioteque Radiohead. Wierna, acz nie do końca, adaptacja numeru zaskoczyła i uszczęśliwiła tych, którzy darzą sympatią zespół Thoma Yorke’a. Trzeba przyznać, że był to ciekawy występ.

Po 10-minutowej przerwie przy fortepianie zasiadł jeden z wirtuozów wieczoru – Wojtek Szczepanik. Chciałbym zaprosić wszystkich do mojego muzycznego świata. Miłej podróży powiedział i rozpoczął swój koncert. Na występ złożyły się 4 utwory z wydanej w 2016 roku płyty Instinct. Dobry kompozytor powinien zadbać, żeby każdy dźwięk był na swoim miejscu, ale też, żeby coś swoją muzyką przekazać mówił, i rzeczywiście udało mu się to. W tej muzyce było pełno emocji. Szczepanik grał z niezwykłą pasją i zaangażowaniem. Zapraszał nawet do zamknięcia oczu i poddania się melodii. Niektórzy zgromadzeni na sali tak zrobili. Szczepanik wspomniał też o powstawaniu wyżej wspomnianej płyty, mającej wyrażać bliskość, ucieczkę z miasta. Nagrywano ją w kaplicy, przez co uzyskano bardzo naturalne brzmienie. Z każdą graną kompozycją emocje narastały, aż znalazły ujście w finałowym, przepięknym Instinct V. Wspaniale się tego słuchało.

Na koniec przy fortepianie zasiadł drugi gość z zagranicy, Włoch Roberto Attanasio. Jego kompozycje były inne, bardziej delikatne, stonowane. Jeszcze bardziej wyciszały i świetnie nadawały klimatu (wraz z choinką w tle). Attanasio zaprezentował też inne podejście do muzyki niż poprzedni kompozytor. Mianowicie, on nie lubi (jak robi to większość muzyków) mówić o tym co tworzy. Pokrótce jednak wyraził nadzieję, że jego muzyka pomoże w jakiś sposób ludziom. Attanasio wydał w 2017 roku album Isolated. To właśnie z niego wybrał 4 kompozycje zagrane w Krakowie. W pewien sposób ta cudna muzyka również poruszała. Jej czystość i wdzięczność radowała wszystkich zgromadzonych na sali.

26 edycja Sofar Sounds Krakow nie zakończyła się jednak tym występem. Po wszystkim prowadząca Klaudia Urban raz jeszcze przedstawiła wszystkich wykonawców. Nagrodzono ich gromkimi brawami. Prowadząca nie skończyła jednak i poprosiła aby na środek sali, do artystów, dołączyli wszyscy gospodarze poprzednich edycji Sofara, którzy tamtego dnia znaleźli się w Dworku Białoprądnickim. a także gospodarz z Dworku i ekipa zajmująca się organizacją i dbająca o Sofar Sounds Krakow w wielu aspektach. Razem została odśpiewana Cicha noc. Każdy śpiewał w takim języku, jaki znał. Kolęda więc wybrzmiała w językach: polskim, angielskim i włoskim.

Uśmiechów na twarzach widowni po tym występie nie dało się zliczyć. Podczas tych występów można było się wyciszyć. Bo tego najbardziej teraz potrzeba. Wyciszenia. Przecież zaraz rozpocznie się przedświąteczna gorączka.