6 grudnia krakowska Tauron Arena wybiła rytmem tysięcy fanów Hey. Odbyła się małopolska odsłona Fayrant Tour. Młodsi i starsi stawili się tłumnie by podziękować zespołowi za 25 lat krzepienia serc i zakorzeniania w umysłach niezwykle barwnych tekstów oraz dźwięków.

Koncert rozpoczął się kilka minut po 19. Atmosfera radosnego oczekiwania udzielała się wszystkim zgromadzonym na hali. Ludzie krzyczeli Kaśka! albo skandowali KA-TA-RZY-NA. A sama Nosowska przywitała Kraków pięknym i długim monologiem. Zalała ją burza oklasków.

Dawno już zespół Hey nie brzmiał tak potężnie. Muzycy od kilku lat stawiają na  surowość koncertowego brzmienia i to było tam słychać. Dużo dobrego zrobli też nagłośnieniowiec i świetlik, dwojący i trojący się, by z przyczyny nienajlepszej akustyki obiektu (nawet pod sceną nie było słychać niektórych Heyowych gości) nie położyć koncertu. Z rejestru strasznych snów, piosenka otwierająca, zrobiła na wszystkich piorunujące wrażenie. To rarytas, który w ostatnich latach praktycznie nie jest wykonywany na żywo. W tej wersji przekazuje jeszcze więcej emocji. Dreszcze gwarantowane!

IMG_20171206_210848

Tu podczas wykonywania piosenki-sentymentki czyli Gdzie Jesteś, gdzie jestem? /fot. Mateusz Stypuła

Po takim początku zespół nie spuścił z tonu. Można było usłyszeć Mukę!, Wilka vs. Kota i [sic!]. Ostatnia piosenka została poprzedzona historią Nosowskiej o tym jak radzić sobie z sytuacjami, w których nie chce się z kimś wyjść, a każda wymówka zostanie przez drugą osobę skontrowana. Naukę tę przekazała jej Agata Kulesza: Chcesz iść na kawę? Nie. Dlaczego? Bo nie. Wydaje się proste, a jednak! Sama opowiadająca miała i ma z tym problem. Nie znosi na przykład sałatki jarzynowej -tradycji na polskich stołach- ale nigdy nie potrafi odmówić, gdy ciocia na rodzinnych uroczystościach jej ją nałoży.

Paweł Krawczyk i Marcin Macuk zeszli ze sceny by zrobić miejsce dla pierwszego z gości – Piotra Banacha. Wiadomo! Przecież to od niego wszystko się zaczęło. Z tej okazji wokalistka przypomniała historię rozmowy telefonicznej podczas której Banach zaproponował jej śpiewanie w zespole. Towarzyszyła temu zabawna dygresja o jej ówczesnym chłopaku, który po pierwszym małym sukcesie zespołu postawił jej ultimatum albo ja, albo to gówno. Jaki z tego morał? Tego nawet już nie trzeba mówić. Niedługo po Banachu na scenę wyszła Kafi,  śpiewająca z nim w duecie  BaiKa. Hey w oryginalnym składzie zagrał tak przepiękne perełki jak Fate, Anioł, Dreams, One of them, Schisophrenic Family i długo, długo nie grane Ho. Te kilka numerów było dla zapewne wielu  fanów jak podróż w przeszłość. Drugi i trzeci z wymienionych utworów Nosowska zaśpiewała w duecie z Kafi. Ta drobna dziewczyna (Nosowska ją podnosi) ma dość ciekawy i przyjemny głos. Mimo to gdy śpiewały razem, to wokalistka Hey przebijała ją swoim wokalem. Koniec końców jednak, jej część wypadła całkiem ładnie.

IMG_20171206_195404-01.jpeg

Od lewej: Marcin Żabiełowicz, Kafi, Katarzyna Nosowska, Robert Ligiewicz i Piotr Banach. Jacka Chrzanowskiego ucięło /fot. Mateusz Stypuła

Po zapierającym dech w piersiach secie z Piotrem Banachem, dwaj nowsi  członkowie grupy powrócili na scenę. Hey zagrał kilka utworów, w tym Piersi ćwierć i kawałek o przyjaźni czyli Kto tam? Kto jest w środku? z małym wstępem pouczającym by dbać o przyjaźń i wybaczać, wybaczać, wybaczać, bo przyjaciel jest już jak rodzina. Niewiele potem  przyszedł czas na kolejny gościnny występ: siostry Przybysz zaśpiewały razem z Heyem Mehehe. Kawałek działał jak zapalnik. Ze sceny i wśród publiczności można było poczuć eksplodującą pozytywną energię. To jakby Sistars się reaktywowało na dwa wieczory. Cudownie! Paulina Przybysz i Katarzyna Nosowska zeszły ze sceny, a Natalia Przybysz brawurowo wykonała Boję się o nas. Zaśpiewała tę piosenkę w tak przejmujący sposób, że prawdopodobnie wielu osobom zaszkliły się oczy. Jej siostra zresztą wywołała podobne emocje przepięknie wykonując Heledore Babe.

IMG_20171206_203314-01

Wspaniała trójka! Od lewej: Paulina Przybysz, Katarzyna Nosowska i Natalia Przybysz /fot. Mateusz Stypuła

Ostatnim  gościem Heya w Krakowie był O.S.T.R. Bez zapowiedzi wkroczył na scenę gdy zespół wykonywał Że. Wplótł w tę piosenkę część swojego Mówiłaś mi. Został na chwilę by zarapować w refrenie Kataszy. Wspaniale, jak to na rapera przystało, wchodził w interakcję z publicznością krzycząc Zróbcie wielki hałas dla Hey! Albo lepiej: zróbcie wielkie HEY! Sama wokalistka zresztą nie pozostała mu dłużna i krzyknęła nie swoim zwykłym głosem, a takim bardziej odważnym Zróbcie wielki hałas dla O.S.T.R!

IMG_20171206_210007

Hey i O.S.T.R! /fot. Mateusz Stypuła

Koncert odbył się w Mikołajki i Ostry złożył z tej okazji życzenia imieninowe obecnemu na koncercie synowi Nosowskiej. Wokalistka z początku zastanawiała się czy to nie będzie przypał, jak ona też złoży synowi życzenia ze sceny. W końcu to zrobiła, ale skwitowała, że i tak dla niego to był przypał. A wcześniej Marcin Żabiełowicz zauważył kogoś blisko sceny w czapce św. Mikołaja. Poprosił by mu ją dać i grał w niej do końca koncertu.

Katarzyna Nosowska podzieliła się z widownią swoim pierwszym wrażeniem po  zobaczeniu  Tauron Areny. Zamiast  chwalić architekturę, pomyślała ile by tu zupy się zmieściło? Jakby  tak nagotować prawie pod sufit, zostawić trochę miejsca, żeby zanurzyć chochlę to możnaby wykarmić cały świat. Jacek Chrzanowski zranił się w palec robiąc kanapki i Piotr Banach wyprosił dla niego duże brawa od publiczności. Ale dzielnie wytrwał! Moja i Twoja nadzieja szczerze napełniła serca fanów grupy na lepsze jutro. W czasie wykonywania tego kawałka Robert Ligiewicz  pokazał publiczności by wyciągnąć telefony i włączyć latarki. Setki latarek-jak zapalniczek- rozbłysło i kołysało się do rytmu. Hey bisował dwa razy. Muzycy zagrali wtedy  między innymi Teksańskiego, okraszonego historią o jego wizualizacji w oczach Nosowskiej, a także Zazdrość. Hey pożegnał Kraków Luli Lali, jak i obietnicą powrotu do miasta żeby chociaż pospacerować. A Nosowska nie kryła wdzięczności za tak gorące przyjęcie mówiąc obejmuję was moimi rękami-pudzianami.

Parafrazując zapowiedź również zagranego na koncercie 2015, trzeba mieć pewność, że wszystko co złe minie. Nawet jeśli to pożegnanie. Nawet jeśli już nie wrócą jako zespół. Hey zawsze będzie zajmować zaszczytne miejsce w sercu fanów.

IMG_20171206_211842

Hey, goście i wszyscy ludzie dbający o dobre funkcjonowanie zespołu w wielu aspektach /fot. Mateusz Stypuła

.