Muzyka jest nośnikiem emocji. To wiadomo od dawna. Wiadomo też, że o miłości się dobrze pisze (słowa Natalii Grosiak z Mikromusic) oraz, że muzyka pomaga. Warszawski duet Legumina – Mon Sadowska i Marcin Gręda – na debiutanckim albumie studyjnym Something Pasty and Probably Yellow podjął się próby przekazania emocji od-do i przekucia swoich historii w lotne dźwięki i słowa. Udało się, a efekt jest niezwykle przyjemny.

Przed nagraniem płyty muzycy byli parą. Jednak potem rozstali się i przez jakiś czas przestali się widywać. Pomysł na Leguminę powstał w ich głowach w 2013 roku. Wtedy też zdecydowali, że w taki, a nie inny sposób rozliczą się z przeszłością, zapanują nad teraźniejszością i odczarują przyszłość. Historie z lat spędzonych ze sobą są więc formą terapii zarówno dla niej, jak i dla niego. Something Pasty and Probably Yellow to zbiór jedenastu zahaczających o popową estetykę piosenek pełnych elektroniki.

Historie wyśpiewywane delikatnym głosem przez Mon Sadowską zdają się być wesołe, jednak można w nich wyczuć nutę melancholii, być może za sprawą barwy i sposobu śpiewania wokalistki, a być może za sprawą tekstów. Droga przez żaden związek nie jest bowiem usłana różami, choć tu wszystko jest opowiedziane z bezpiecznej perspektywy. Piosenki kreślą przed oczami dźwiękową mapę miejsc i obrazów, a kojące i czasem dziwaczne sample niemal zapraszają do zamknięcia oczu, by lepiej wizualizować sobie to wszystko. Probably June zdecydowanie wpada w ucho i zostaje tam na dłużej, tak samo jak Sink Sank Song i Happiness Isn’t Happiness Without Violin-Playing Goat, choć na albumie nie ma nudnych momentów – piosenki swoimi melodiami i zadziwiającą lekkością wywołują uśmiech na twarzy. 8-bitowe sample to całkiem dobre urozmaicenie i tak już urokliwych melodii. Jest też coś dość ujmującego w głosie wokalistki, co każe przysłuchiwać się każdej kolejnej piosence. Album został również bardzo zgrabnie wyprodukowany i nagrany, zważywszy, że zrobiono to metodą DIY.

Elektroniczne smaczki od Marcina Grędy i ciepły głos Mon Sadowskiej brzmią dobrze i zaskakują swoją lekkością oraz błogością jaką wywołują, szczególnie patrząc na genezę płyty. Jeśli jednak odsunąć na bok historie związane z życiem tego duetu i zostawić jedynie muzykę, zyska się całkiem udany i serdeczny dla ucha indie/alternatywny pop, miejscami flirtujący nawet z awangardą. Pozostaje tylko mieć nadzieję na więcej od Leguminy w przyszłości. Tym razem z lepszym zapleczem, choć to i tak na początek jest bardzo dobre . Something Pasty and Probably Yellow to dobry początek.