W niedzielny wieczór krakowski klub Forty Kleparz stał się ostoją dla spragnionych przeżyć estetycznych i miłośników dobrej muzyki. Zawitał tam Mikromusic, a w roli supportu wystąpił nie kto inny jak specjaliści od magicznych brzmień, zespół Edyta Górecka. Niesamowita atmosfera towarzyszyła ludziom zgromadzonym w klubie od początku do końca.

Edyta i chłopaki biorą udział w konkursie Festiwal Supportów, którego główną nagrodą jest 40 tysięcy złotych. To zdecydowanie pomogłoby im nagrać pełnoprawny album studyjny. W Fortach Kleparz zjawili się właśnie w ramach tego wydarzenia (Można głosować na nich na stronie festiwalu). Trzeba zaznaczyć, że grali już na tamtej scenie wcześniej tego roku, również jako support Mikromusic, w ramach wiosennej części trasy Mikromusic Acoustic Trio. Muzycy wyszli na małą scenę klubu przy akompaniamencie dźwięków jak z filmu Sci-Fi i to akurat bardzo dobrze się sprawdziło – muzyka jaką można było usłyszeć wieczorem brzmiała jakby z innej, wspanialszej galaktyki.

IMG_20171105_193033

Edyta Górecka. Od lewej: Radek Musiolik, Rafał Niewiadomski, Edyta Górecka, Bartek Bargiel, Michał Begej /fot. Mateusz Stypuła

Na ten występ złożyły się piosenki zarówno z rewelacyjnej EP-ki Portrety, (na przykład Sierpień czy Kol) jak i nowsze kompozycje. Niektóre z nich nie miały nawet jeszcze swojej nazwy. To jest jeszcze ten etap gdy część piosenek ma robocze tytuły, jak na przykład świetna Rafałowa, wyróżniająca się zarówno tekstem jak i całkiem dojrzale brzmiącą warstwą muzyczną, czy Poznaniowa. W przypadku tej drugiej, tytuł tak bardzo spodobał się muzykom, że być może zostanie na stałe. Głos Edyty Góreckiej jak zwykle czarował i przenosił publiczność do krain szczęścia, radości, a czasami nawet wspomnień, jak w piosence Powroty. Noc, jeden z nowszych numerów, urzeka swoim klimatem i idealnie wpasował się w ten wieczór. Słychać, że zespół się rozwija. Publiczność wyklaskała bis, a zespół wrócił by zaśpiewać Cień, wyjaśniając, że nie chcieli uśpić ludzi spokojną kompozycją i tekstem o śnie, ale jednocześnie nie chcieli się powtarzać. Zakończyli cudnie.

IMG_20171105_191909

fot. Mateusz Stypuła

Po 15 minutach przerwy, na dużej scenie w większej sali klubu, pojawiło się Mikromusic. Koncert rozpoczął się piosenką Tak tęsknię, po której Natalia Grosiak przywitała się z widownią i zapowiedziała, że zespół zagra całą najnowszą płytę Tak mi się nie chce. W czasie występu wytłumaczyła też, że ledwo drugi raz będą grać ten materiał na żywo i jest on jeszcze dla nich całkiem świeży. W istocie, przy wykonywaniu piosenki, której tekst napisał dla nich Jan Kochanowski, Pieśń Panny IV, posiłkowała się przygotowaną kartką. Bądź co bądź tekst Kochanowskiego, jaki nie byłby niezwykły, jest dość trudny. Grosiak jednak, zarówno na płycie jak i w wersji koncertowej poradziła sobie z nim znakomicie. Jedna z nowych piosenek wymagała od Dawida Korbaczyńskiego dłuższego strojenia gitary i wokalistka żartowała, że będzie musiała przygotować sobie do niej dłuższy wstęp, gdy po krótkim wprowadzeniu gitarzysta jeszcze nie był gotowy.

IMG_20171105_203955

Część Mikromusic /fot. Mateusz Stypuła

Tekst utworu O kolorach został napisany wspólnie z przyjaciółką Natalii Grosiak, utalentowaną wokalistką Adrianną Styrcz. Zapowiadając wykonanie kawałka Grosiak opowiedziała, że zostawiła dzieci pod jej opieką, żeby przyjechać do Krakowa i dziś dostała zabawny zapis rozmowy swojej 4-letniej córki ze Styrcz, w której dziewczynka pyta się jej czy śpiewa z mamą w zespole. Gdy Styrcz odpowiedziała, że ma własny zespół, tamta zapytała czy też grają tak ładnie jak jej mama i czy też grają Takiego chłopaka i Krystyno. Gdy córeczka Grosiak usłyszała, że nie, stwierdziła ale ja lubię Krystyno! W czasie koncertu można było dowiedzieć się też, że gdyby wokalistka miała syna, piosenka Synu byłaby właśnie o nim. Natalia Grosiak przytoczyła też słowa ojca, który powiedział jej, że jeśli chce znaleźć dobrego męża, musi takiego potencjalnego kandydata porządnie upić, wtedy zobaczy jaki jest on naprawdę. O tym też opowiada Syrena (Pieśń żeglarzy), a z kolei tekst Końca zimy został napisany gdy zima nie chciała się skończyć i ciągle wracała, a wokalistka miała już tego dość.

Nowe kompozycje zagrane na żywo brzmią dość ostrzej niż na płycie, bardziej solidnie, bardziej ostro. Dawid Korbaczyński, jeden z pomysłodawców takiego wcielenia Mikromusic, szaleje na scenie grając mocne solówki wsparte basem Roberta Szydły przebijającym się tak, jak jeszcze nigdy do tej pory. Utwory są bardziej taneczne i można było zauważyć coraz więcej ludzi czy to bujających się do rytmu czy to tupiących sobie nóżką. Po raz kolejny zespół pozwala sobie na długie, cudownie brzmiące improwizacje i tu prym wiodą Robert Jarmużek z Łukaszem Sobolakiem, jednak innym członkom zespołu nie można zarzucić nie dotrzymywania im tempa. Najlepiej brzmiało to w tych starszych, już ogranych, numerach jakie wybrzmiały na koncercie: Szkodniku i Pięknym chłopie. Oprócz dwóch wspomnianych utworów, ze starszego materiału, można było usłyszeć jak zawsze chwytające za serce Bezwładnie, Dom, a także niezawodne Takiego chłopaka (dwa razy, bis w szybszej wersji) i Niemiłość 2 zaśpiewane również na bis przez zmęczoną, ale szczęśliwą Natalię Grosiak.

Ilość pozytywnych emocji wywołanych przez te dwa koncerty jest niezmierzona. Te pierwszorzędne koncerty nasyciły głodne uszy i serca. Można tylko sobie życzyć, żeby koncerty na których atmosfera jest tak dobra jak w tamtą niedzielę, zdarzały się jak najczęściej. Fantastyczny wieczór!

IMG_20171105_215206

fot. Mateusz Stypuła