Trzeba przyznać, że akustyczna muzyka jaką Phil Elverum prezentuje pod pseudonimem Mount Eerie przykuwa uwagę i potrafi wywrzeć wielkie wrażenie, nawet biorąc pod uwagę pozorną prostotę jej brzmienia. Jednym z powodów dla którego tak się dzieje są emocje,  obecne w kompozycjach Elveruma w niesamowicie dużej ilości. Można być pewnym, że to właśnie one przykuły widzów do foteli na koncercie Mount Eerie w Krakowie w ramach festiwalu Something Must Break. Wydarzenie to odbyło się w sali kinowej Małopolskiego Ogrodu Sztuki, a wszystko czujnym okiem nadzorował pomysłodawca Artur Rojek. Wystrój wnętrza bardzo wpasował się w ogólny koncept występu, z czernią szarością i stonowanymi barwami kontrastowymi. Ciemnoniebieskie światło na przesłoniętym czarnym płótnem ekranie za plecami muzyka jeszcze bardziej dodawało klimatu i sprawiało wrażenie nocnego nieba z jednym światełkiem, niby gwiazdą, nad głową muzyka.

IMG_20171103_191944

Mount Eerie /fot. Mateusz Stypuła

Koncert rozpoczął się wcześnie, chwilę po 19. Phil Elverum wyszedł na scenę, przywitał się, powiedział, że to jego pierwszy koncert po przerwie i przeprosił za ewentualną niedyspozycję głosową spowodowaną lotem do Polski. Wyjaśnił, że będzie popijał cały czas napój na chore gardło. Bo przecież będzie przez godzinę śpiewać smutne popierdolone piosenki. Muzyk podzielił swój set na dwie części. W pierwszej zagrał kilka piosenek z A Crow Looked at Me, potem grał już tylko swoje nowe kompozycje, nawet nie mówiąc jaki mają tytuł. Prawdopodobnie sam jeszcze tego nie wie, lub są to tytuły robocze. Z wydanej na początku 2017 roku płyty można było więc usłyszeć Real Death, Seaweed, Ravens, Forest Fire, When I Take out the Garbage at Night, Toothbrush / Trash i Crow. Po pierwszych czterech numerach można było pomyśleć, że wykona on album w całości, a jednak tego nie zrobił. W ciszy, w dużej sali można było niemal dotknąć i wyczuć emocje Mount Eerie stojącego samotnie na dużej scenie, śpiewającego piosenki o zmarłej żonie. Te smutne, kruszące serca kawałki dotykały najczulszych miejsc w duszy widowni. Gdy muzyk skończył grać Toothbrush / Trash, a publiczność przestała klaskać, on odniósł się do tej reakcji mówiąc to bardzo dziwne uczucie gdy śpiewam „to wcale nie jest przyjemne”, a ludzie reagują „yaaay!”. Choć już od dłuższego czasu jeżdżę w różne miejsca i gram te piosenki. Może powinienem się do tego przyzwyczaić, ale nie potrafię. I nie zrozumcie mnie źle, doceniam tę reakcję i wiem o co wam chodzi. Klaskajcie dalej” I w tym momencie dodał Ale nie teraz, jednak publiczność już zaczęła klaskać i Mount Eerie wydał tylko z siebie ciche och. Podczas wykonywania tych piosenek faktycznie musi kotłować się w nim masa emocji i można tylko się zastanawiać czy spoglądając w górę i odchrząkując między piosenkami jedynie oczyszczał sobie gardło czy też w taki sposób radził sobie z napływem wspomnień, smutku i żalu.

Fascynacja Elveruma sztuką znów znalazła ujście w jego tekstach. Tak jak we wcześniej nawiązał na przykład do obrazu Soria Moria Theodora Kittelsena, tak w jednej z nowych piosenek zagranych pod koniec koncertu, długiej w gruncie rzeczy melorecytacji (śmiał się piosenka jest tak długa, że będę musiał zrobić sobie przerwę na popicie) opowiada o dwóch obrazach uznanego norweskiego malarza żyjącego na przełomie XIX i XX wieku Nikolaia Astrupa: Midsummer Eve Bonfire, który ma ustawiony jako tapetę na pulpicie i Foxgloves, wiszące u niego w domu na lodówce. Kobiety z koszykami w dłoniach, pochylone między brzozami przypominają mu żonę. O samych kwiatach (foxgloves), znanych w Polsce jako naparstnice, śpiewał już w piosence Seaweed.

key-92-midsummer-bkmdep-348-07

Nikolai Astrup, Midsummer Eve Bonfire, c1915 The Savings Bank Foundation DNB/The Astrup Collection/KODE, Bergen Art Museum, Norway. Photo © Dag Fosse / KODE Źródło: https://www.artfund.org/what-to-see/exhibitions/2016/02/05/painting-norway-nikolai-astrup-exhibition

NOR Revebjeller, ENG Foxgloves

Nikolai Johannes Astrup: „Foxgloves”. Źródło: https://fineartamerica.com/featured/foxgloves-nikolai-astrup.html

Nowe utwory Mount Eerie to w pewnym sensie kontynuacja poprzedniej płyty. Znów podejmują temat śmierci, smutku i żałoby. Bardzo osobiste, autobiograficzne teksty w dużej mierze opowiadały o Geneviève Castrée Elverum i były skierowane do niej, jako historie opowiadane przez wokalistę. W pierwszym utworze przewija się temat magii i symboliki, a wrona przywołana w ostatniej piosence z płyty A Crow Looked at Me i jej tytule, pojawia się tam cały czas. Delikatna gra na akustyku i pół melorecytacja, pół śpiewanie najbardziej charakteryzują większość nowych kawałków Mount Eerie zagranych w Małopolskim Ogrodzie Sztuki. To refleksje na temat życia, śmierci i przemijania i sprawozdania z życia codziennego wokalisty po śmierci ukochanej (poruszający fragment Nasza córka, którą pamiętasz jako niemowlę, to teraz dziecko.) Jedynie dwie kompozycje mają bardziej piosenkowy charakter, jednak w nich również przewija się melancholia, smutek, tęsknota i żałoba.  Najbardziej wyróżnia się długa piosenka z melorecytowanymi zwrotkami i cichymi brzdąknięciami gitary skontrastowanymi z refrenem w którym gitara jest żwawsza i wygrywa dość wesołą melodię. Tekst również przykuwa uwagę. Elverum opisuje w nim swojej żonie jak to po jej śmierci pojechał na pewien festiwal muzyczny grać piosenki opowiadające o tym jak zachorowała i umarła dla publiczności złożonej w dużej mierze z naćpanych młodych ludzi i stojąc obok tourbusa ze Skrillexem w środku, a potem resztę nocy rozmawiał z wokalistką Weyes Blood i Fatherem Johnem Mistym o pisaniu piosenek i znalazł się w tourbusie Skrillexa. Ta pełna czarnego humoru zwrotka oraz refren mówiący o tym, że ludzie mogą umrzeć na wiele sposobów i w najmniej spodziewanych momentach swojego życia, (Ludzi zabija rak/rozjeżdżają ich koła aut/ żyją swoim życiem i nagle znikają ot tak/a my obserwatorzy, z boku, ot tak) wywołały cichy i powstrzymywany śmiech wśród części widowni.

Koncert zakończył się wcześniej niż było przewidywane, jednak to nie wpływa negatywnie na ostateczny jego odbiór. Ilość emocji wylewających się ze sceny, z tego samotnego punktu we wszechświecie jakim jest Mount Eerie była zniewalająca. Nie, muzyk nie budził litości. Budził szacunek. I empatię dla drugiego człowieka. Tak wiele dać z siebie to przecież szaleństwo. Tak wiele z wewnątrz.